I. WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO NIEPODLEGŁOŚCI Ewolucja sytuacji ogólnoeuropejskiej na przełomie XIX i XX wieku Kołem zamachowym przekształcającym życie gospodarczo-społeczne Europy oraz powodującym, że stała się ona dominującym kontynentem ziemi, a nawet „szkołą świata", była rewolucja przemysłowa. Dla mocarstw pozostających na marginesie tych procesów nastała gorsza koniunktura. Znakomitym przykładem dla takiego twierdzenia są losy Hiszpanii, jeszcze niedawno mocarstwa świato- wego, w ramach którego „słońce nigdy nie zachodziło". Koniec XIX w. to kres hiszpańskiego imperium kolonialnego. Hiszpania w wyniku sprowokowanej przez Stany Zjednoczone wojny utraciła w 1898 r. Kubę, Filipiny i Puerto Rico. Zamachy stanu i wojny domowe dopełniły dzieła zniszczenia historycznego mocarstwa, które znalazło się na marginesie polityki ogólnoeuropejskiej. Niewiele znaczyła też Portugalia, którą pognębiło usamodzielnienie się Brazylii. Ponadto rewolucja republikańska z 1891 r. otwarła trwające dwa dziesięciolecia zmagania z monar- chistami, zakończone ustąpieniem Manuela II z tronu. Przykłady te podpowiadają uogólnienie o marnej koniunkturze państw ro- mańskich. Ich aktywa w Europie pomniejszał konflikt między Francją i Włochami. Stosunki te zdominowane zostały przez wytykanie sobie sytuacji uznawanych wzajemnie za nieprzyjazne. Dla jednoczących się Włoch wręcz symboliczne znaczenie miało ustanowienie w Rzymie stolicy państwa. Realizację tego celu uniemożliwiała Francja, będąca wówczas europejską opoką papiestwa. Dopiero podczas wojny francusko-pruskiej wojska włoskie zajęły w 1870 r. Rzym i resztki państwa kościelnego. Oburzony Pius IX, ogłaszając się „więźniem Watykanu" (nie opuszczał 44-hektarowego terytorium pałaców watykańskich), nie przyjmował do wiadomości faktu zjednoczenia Włoch. Ekskomunikowana, ale przez to nie mniej katolicka dynastia sabaudzka, podobnie jak przygniatająca część społeczeństwa włoskiego, zostały postawione w fatalnej sytuacji. „Kwestia rzymska", będąca de facto konfliktem między państwem a Kościołem, ciągnęła się do 1929 r., kiedy to porozumiano się w sprawie utworzenia w obrębie Rzymu państwa-miasta Wa- tykan. Jakkolwiek pogwałcenie świeckiej władzy papieża w 1870 r. nie wywołało pro- DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI testów innych rządów (poza Ekwadorem), to jednak pamięć antywłoskich (a nie propapieskich) knowań Francuzów pozostawała na Półwyspie Apenińskim wy- jątkowo żywa. Ona to w dużym stopniu pchnęła Italię do sojuszu z głównymi wrogami Francji — Niemcami i Austro-Węgrami. Zawarty w 1882 r. tajny układ, nazywany trójprzymierzem, dotrwał do 1915 r. Wyjątkowo ważną „kością niezgody" łacińskich sióstr były aspiracje kolonialne Włochów, którzy przez wiele dziesięcioleci oczekiwali od słabnących demo- graficznie Francuzów odpowiednich ustępstw w formie rekompensat w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Na fobie temu towarzyszące nałożyła się klęska 20-ty-sięcznej armii włoskiej pod Aduą, którą poniosła ona w 1896 r. w starciu z czarnymi mieszkańcami Etiopii. Tę długo ropiejącą ranę na dumie Włocha i białego człowieka starał się zasklepić Benito Mussolini napadając na Etiopię w 1935 r. Ponapoleońska Francja z ogromnym trudem leczyła rany poniesione przez ćwierć wieku trwające wojny. Restytuowani w 1814 r. na tronie Burbonowie rządzili tak, jakby przez Francję nie przetoczyła się potężna fala rewolucji. Opierająca się na Kościele i arystokracji władza doznała silnego wstrząsu podczas Wiosny Ludów oraz klęski zadanej przez Prusy w 1870 r. Proklamowanie cesarstwa niemieckiego w Sali Zwierciadlanej Wersalu, utrata Alzacji i Lotaryngii, pięć miliardów franków kontrybucji (ściąganych przez zwycięzców z żelazną konsekwencją) — to najważniejsze elementy doznanego przez Francuzów upokorzenia. Stale utrzymująca się obawa przed coraz potężniejszymi Niemcami nakazywała Francji szukać porozumienia z Rosją. Droga do tego zbliżenia była długa, ciernista, wy- kalkulowana, stopniowo coraz mniej krytyczna, okresowo nawet ślepa. Wiara w Rosję z roku na rok rosła. Nad Sekwaną upowszechniano przekonanie o nie- zmierzonych bogactwach cesarstwa rosyjskiego oraz znakomitych interesach moż- liwych do zrobienia z tym państwem przy niewielkich nakładach kapitału i pracy. Swoistą ulotność tych kombinacji (niezależnie od istotnie lukratywnych inwestycji kapitałowych w Rosji) symbolizuje ogromna popularność we Francji rosyjskiego baletu, którego występy, poczynając od 1909 r. były oczekiwane i długo ko- mentowane. Jakkolwiek Balety Rosyjskie Siergieja Diagilewa wszędzie wywoływały podniecenie i zachwyt (np. dekoracje ze 100 tyś. róż na występie w Covent Garden 26 czerwca 1911 r. na galowym przedstawieniu z okazji koronacji Jerzego V), to jednak Paryż wielbił je najpełniej, co znalazło apogeum w światowej prapremierze Święta wiosny Igora Strawińskiego 29 maja 1913 r. w Theatre des Champs--Elysees. Modris Eksteins, współczesny historyk kanadyjski, w świetnej książce omawiającej narodziny nowego wieku nie zawahał się napisać, że inscenizacja ta wywołała „prawdziwe trzęsienie ziemi". Aż dziw bierze, że reakcje wywołane przez taniec można określać tak mocnymi słowami. Paryż, ze swą atencją dla promieniującej na Europę kultury — tak elitarnej, jak i bulwarowej, której ważną częścią były narodziny kinematografu opatentowanego w 1895 r. przez braci Lumiere — bawił się i rozwijał przy stałej obecności kompleksu anglosaskiego. Historycznie ugruntowana rywalizacja francusko-brytyjska, sięgająca zamierzchłych czasów, a wydatnie odświeżona w czasach napoleońskich, doznała silnej podniety w związku z przejęciem w 1882 r. przez Anglików kontroli nad Kanałem Sueskim będącym dziełem francuskiego inżyniera Ferdinanda Lessepsa. Kanał mający ułatwić Francuzom penetrację Afryki stał się kolejnym EWOLUCJA SYTUACJI W EUROPIE atutem w rozwoju imperium brytyjskiego, dawno już górującego nad wszystkimi innymi. Do poważnego spięcia francusko-angielskiego doszło w Afryce, nad Nilem Białym, gdzie w 1898 r. nad Faszodą przez kilka miesięcy powiewały dwie flagi. Upadek planów utworzenia imperium francuskiego wszerz Afryki, od zachodu na wschód, wywoływał nad Sekwaną tym silniejszą irytację, że Anglicy i tak posiadali już najlepsze kąski afrykańskiego tortu. Odwzajemniali więc doznane upokorzenie radością z powodu klęsk zadawanych Anglikom przez Burów na przełomie wieków. Wojna ta uzmysłowiła Anglikom, jak bardzo uprawiana przez nich polityka „splendid isolation" (wspaniałego odosobnienia) była skuteczna, ale też, jak bardzo Londyn był na „starym kontynencie" osamotniony. Niepojęta dla Anglików była jawnie manifestowana sympatia dla Burów przez Niemców, której towarzyszył program zbrojeń morskich, mający w perspektywie pozbawić Anglię jej panowania na morzach. W Londynie zdano sobie sprawę, że szybko rosnącej sile morskiej Niemiec (oraz Stanów Zjednoczonych i Japonii) w pojedynkę nie sprostają. Przekonywała o tym duża dynamika gospodarcza zjednoczonych Niemiec, które w końcu XIX w. zdystansowały pod tym względem Wielką Brytanię. Szok przez to wywołany był tym większy, że ekspansja niemiecka zagrażała imperium brytyjskiemu w Afryce, Azji, a zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, gdzie planowano budowę linii kolejowej łączącej Berlin przez Stambuł, Bagdad z Basrą nad Zatoką Perską. Poruszenie wywołane ekspansją niemiecką wynikało z przewagi Niemców ujawniającej się na różnych polach. Przewodzili oni np. w rozwoju nowych tendencji w sztuce użytkowej. W 1907 r. powstał nawet Wehrbund, który propagował obsesyjną wręcz dbałość o jakość, użytkowość i estetykę każdego detalu składającego się na gotowy produkt. Niektóre firmy zatrudniały specjalistów od wzornictwa. Gigant niemieckiej elektryczności — Allgemeine Elektrizitats- Gesellschaft — powołał na konsultanta w dziedzinie wzornictwa Petera Behrensa, modernistycznego profesora uniwersytetu w Diisseldorfie. Niemcy przełomu wieków ogarnął istny szał reformowania i nowatorstwa. Byli oni jednocześnie przeświadczeni, że są zdolni do zdystansowania innych oraz przejęcia przewodnictwa na kontynencie. Kierunek tego marszu wyznaczała ła- twość, z jaką Prusy (stanowiące 40% obszaru i ludności zjednoczonych w 1871 r. Niemiec) poradziły sobie z Austrią jako konkurentem do przywództwa w świecie germańskim. Austro-Węgry coraz wyraźniej stawały się słabszym ogniwem za- wartego w 1879 r. dwuprzymierza, które po przystąpieniu doń Włoch (1882 r.) stało się trójprzymierzem. Dominująca rola Berlina w tym aliansie nie ulegała kwestii ani dla jego członków, ani też potencjalnych przeciwników. Wśród nich pierwsze skrzypce grała Wielka Brytania, uzasadniająca swoje przywództwo na kontynencie przedsiębiorczością opartą na liberalizmie, parla- mentaryzmie i prawie. Despotyzm prusko-niemiecki był dla Brytyjczyków na tyle wielki, że zachęcał ich do poprawy stosunków z Francją jako państwem, które najlepiej poznało jego charakter. Zewnętrznym wyrazem tej reorientacji było za- warcie w 1904 r. brytyjsko-francuskiego porozumienia nazywanego szumnie ser- decznym („entente cordiale"), które w sferze propagandowej zaowocowało zmianą nazwy Faszodą na Kodok, by zatrzeć złe wspomnienie sporu o tę sudańską osadę. Jeśli zważyć, że w latach 1891-1894 doszło do wynegocjowania francusko- 10 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI -rosyjskiego sojuszu, to można uznać, że powstały zręby trójporozumienia, nazy- wanego później ententą. Ostatnim, formalnym filarem tej konstrukcji było poro- zumienie brytyjsko-rosyjskie z 1907 r. Tym samym odłożona została rywalizacja obu tych mocarstw w Afganistanie i Persji oraz przytłumiona niechęć liberałów brytyjskich do rosyjskiego samodzierżawia. Nadrzędnym celem Wielkiej Brytanii było pozyskanie Rosji dla antyniemieckiego aliansu oraz udział w dokonującej się modernizacji państwa, będącego sto razy większym od Wysp Brytyjskich. Rosja, zamieszkiwana na początku XX w. przez ponad 100 mln ludzi, była krajem wielkich kontrastów. Zastosowane miary potrafiły szokować, dając podstawy do sprzecznych opinii. Oto jedna z możliwych propozycji: w końcu XIX w. 70% re- krutów z guberni centralnych było analfabetami, natomiast z obszaru Inflant (ziemie łotewsko-estońskie) wskaźnik ten wynosił tylko 5%, co odpowiadało standardowi ogólnoeuropejskiemu. Swoistym fenomenem w tej części Europy była Finlandia, gdzie około 1900 r. umiało czytać: 98% ludności w wieku ponad 10 lat (najwięcej w Europie), choć czytać i pisać umiało już tylko niecałe 40%. Próby unowocześnienia Rosji, m.in. poprzez likwidację poddaństwa oraz rozwój gospodarki towarowo-pieniężnej, napotykały liczne przeszkody, silnie osadzone w tradycji. Na zmianę oblicza Rosji ogromny wpływ wywarły niepowodzenia w wojnie z Japonią (1904-1905). Obnażyła ona słabość militarną państwa oraz skompromitowała wiarę prostego ludu w cara, którego obwiniano za masakrę robotników w Petersburgu 9 (22) stycznia 1905 r. W przygotowanej petycji do Mikołaja II zawarto m. in. prośbę o powołanie przedstawicielstwa narodowego, nadanie swobód obywatelskich, ogłoszenie amnestii, zakończenie wojny z Japonią i ośmiogodzinny dzień pracy. „Krwawa niedziela", w której śmierć poniosło ponad tysiąc osób, a kilka tysięcy było rannych, wywołała wielki wstrząs, który przemienił się w zaburzenia nazywane rewolucją 1905-1907 roku Próbą uspokojenia wrzenia był manifest carski z października 1905 r. o nadaniu społeczeństwu swobód obywatelskich, powołaniu przedstawicielstwa narodowego o kompetencjach ustawodawczych oraz ustanowieniu urzędu premiera. Jakkolwiek z realizacją tych obietnic były ogromne trudności, to jednak stępiły one ostrze wrogów samodzierżawia i ułatwiły Brytyjczykom zawarcie w 1907 r. antyniemieckiego porozumienia z Rosją. Podział wśród głównych państw kontynentu stał się faktem. Po jednej stronie stały Wielka Brytania, Francja i Rosja, nazywane popularnie ententą lub trójporo- zumieniem, po stronie przeciwnej — tzw. mocarstwa centralne lub trójprzymierze, łączące Niemcy, Austro-Węgry i Włochy. Nabrzmiewający konflikt interesów między tymi obozami ujawnił swój ogólnoeuropejski charakter m.in. przez to, że coraz aktywniejszymi uczestnikami, wręcz stronami rodzących się konstelacji byli reprezentanci narodów pozbawionych własnych państw, a aspirujących do nie- podległości. W procesy te uwikłanych było kilkadziesiąt milionów ludzi żyjących w obcych narodowo państwach, których sympatie i orientacje polityczne stawały się coraz ważniejsze w miarę narastającej groźby wojny. Ona to, po dziesięcioleciach pokoju ustanowionego przez Kongres Wiedeński (nie licząc konfliktów lokalnych), była witana z radością, czemu dał wyraz Adam Mickiewicz w Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, prosząc Boga o wojnę powszechną za wolność ludów. 11 POLITYKA ZABORCÓW A SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE Polityka zaborców a społeczeństwo polskie W wyniku rozbiorów (1772-1795) społeczeństwo ziem polskich znalazło się pod panowaniem nowych dla siebie reżimów politycznych i prawnych. W ogromnej większości stały się one częścią składową państw stanowiących — według terminologii stosowanej przez Janusza Żarnowskiego — peryferia Europy. Dotyczy to przede wszystkim Rosji, ale także Austro-Węgier, które razem wzięte przejęły niemal 90% obszaru I Rzeczypospolitej. Jeśli jednak podstawą do uogólnień będzie średnia długość życia, to okaże się, że także Niemcy, stanowiące jądro cywilizacyjne współczesnej Europy, nie znajdowały się na czele stawki. Dane odnoszące się do sytuacji z lat 1913-1914 pokazują prymat Szwecji (58 lat), Anglii (54 lata), później dopiero Francji i Niemiec (około 49 lat). Jeszcze niżej były Austro--Węgry (42 lata), a na szarym końcu europejska część Rosji, gdzie średnia długość życia wynosiła 32 lata. Nie mogło być inaczej, skoro 25% dzieci umierało w pierwszym roku życia. Każdy z zaborców starał się możliwie najspieszniej włączyć pozyskany obszar w strukturę gospodarczą swego imperium. Z natury rzeczy więc tępił wszystko, co tej integracji przeszkadzało. Zarazem darzył specjalnymi przywilejami własny kapitał oraz swoich przemysłowców i kupców, którzy pospołu nastawiali się na maksymalne zyski przy minimalnych nakładach. Destrukcji gospodarki przedrozbiorowej na ziemiach polskich dopełniały nowe granice celne oraz zmienione kierunki handlu. Wskutek bariery celnej, która roz- dzieliła np. Wielkopolskę i Królestwo, doszło niemal do zaniku wielkopolskiego włókiennictwa. Był to proces bardzo szybki. Spośród półtora tysiąca warsztatów istniejących w 1820 r. pozostało w połowie wieku tylko 84. Elementem nowej sy- tuacji w tej dziedzinie był dynamiczny rozwój przemysłu włókienniczego w Łodzi, jednej z kilku pereł gospodarczych imperium rosyjskiego. Chociaż Królestwo Polskie było na mapie Rosji obszarem o wysokiej dynamice gospodarczej, jednak nie zmienia to faktu, że różnice w sytuacji gospodarczo-społecznej w poszczególnych zaborach pogłębiały się. Oto bowiem na początku XX w. np. Górny Śląsk to jeden z najbardziej uprzemysłowionych i zurbanizowanych rejonów Europy, drugi co do wielkości obszar przemysłowy Rzeszy i trzecie (po Zagłębiu Ruhry i Berlinie) skupisko robotników. W pobliskiej Galicji wydajność z hektara była półtora razy niższa niż w Królestwie i ponad cztery razy niższa niż w Wielkopolsce. Ogromne różnice w poziomie życia gospodarczego na wsi pokazuje zużycie nawozów sztucznych, których w 1913 r. wysiewano w Wielkopolsce — 370 kg na hektar, na Śląsku — 291 kg, na Pomorzu — 193 kg, w Królestwie Polskim i w Małopolsce — 35 kg. Na Kresach, gdzie wysiewano tylko 4 kg nawozów sztucznych na hektar, elementy gospodarki pańszczyźnianej były powszechne. Mówiąc o historycznych przyczynach tych różnic trzeba podkreślić, że na okres zaborów przypadła transformacja społeczeństwa polskiego z feudalnego — opie- rającego się na poddaństwie chłopów i podziale na stany — w społeczeństwo kapitalistyczne. Proces ten nigdzie nie przebiegał jednolicie i w decydującym stopniu zależał od polityki społeczno-gospodarczej realizowanej przez rządy Austro- 12 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI -Węgier, Prus (Niemiec) i Rosji. Podstawowe znaczenie miały przeobrażenia struktury agrarno-własnościowej poprzez uwłaszczenie chłopów. Najwcześniej, bo w pierwszej ćwierci XIX w. dokonało się to w zaborze pruskim, później austriackim (1848 r.), a na końcu w rosyjskim (1864 r.). Dzięki temu ustały powinności pańszczyźniane, a ziemia uprawiana przez chłopów stała się w całości lub części ich własnością. Plony w latach 1867-1913 (średnie roczne w q/ha) Prowincje Lata Pszenica ozima Żyto Owies Ziemniaki Buraki cukrowe Prusy Wschodnie 1878-1882 1908-1913 10,5 18,2 8,7 16,7 8,4 13,4 58 138 123 267 Prusy Zachodnie 1878-1882 1909-1913 12,5 22,3 8,6 16,2 9,4 19,2 62 142 199 257 Pomorze 1878-1882 1909-1913 13,7 25,4 8,6 18,1 9,6 20,9 76 153 253 278 Poznańskie 1878-1882 1909-1913 10,7 21,4 T Q /, 17,9 9,3 19,7 70 154 225 281 Śląsk 1878-1882 1909-1913 12,0 21,1 9,0 17,6 11,1 20,9 72 140 218 290 Galicja Zachodnia 1884-1888 1909-1913 7,2 10,6 5,5 10,7 8,0 10,8 77 96 113 239 Galicja Wschodnia 1884-1888 1909-191" 10,1 8,5 11,6 6,5 10,7 92 119 206 Śląsk Cieszyński 1896 1913 ,2 11,0 8,8 11,1 8,1 11,8 42 69 126 231 Królestwo Polskie 1867-1870 1909-1913 8,0 12,4 5,5 11,5 4,6 9,5 39 95 89 197 Uwłaszczenie ogromnie zdynamizowało życie wiejskie, przyczyniając się do wzrostu świadomości społecznej i politycznej mieszkańców wsi. Dotyczyło to za- równo chłopów, jak i ziemian, którzy zachowali część przywilejów rażących aana- chronizmem. Poza wszystkim jedna trzecia spośród tej elitarnej skądinąd grupy (np. 1,2% ogółu ludności Wielkopolski) w ogóle nie posiadała własnej ziemi. Zaborcy ograniczając i likwidując rozbudowane wolności szlacheckie wywołali opór tej wszechwładnej wcześniej grupy, przywykłej do wyborów nie tylko króla i posłów, ale także urzędników sądowych, co z przekąsem odnotował Mikołaj Rej pisząc, że nawet „na nędznego pisarza elekcyją mamy". Szlachcic polski traktował urzędników zaborcy „z góry", jako reprezentantów gorszej kategorii. Oburzał się na wszelkie formy przymusu wynikającego z po- rządku politycznego i prawnego panującego w państwach zaborczych, widząc w tym wrogi instrument skierowany nie tylko przeciw ludziom swego pokroju, ale personalnie przeciw niemu. W środowisku szlacheckim opór wobec zaborczej 13 POLITYKA ZABORCÓW A SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE władzy i bojkotowanie jej uchodziło za czyn polski, patriotyczny. W niezliczonych anegdotach odmalowywano urzędników — zwłaszcza rosyjskich i austriackich — jako uosobienie karykatur — fizycznych, umysłowych, kulturowych. Lekceważenie władzy konfrontowane z jej siłą stymulowało rozwój ideologii romantycznej. Przy szczególnie aktywnym udziale patriotów wywodzących się z drobnej szlachty romantyzm głoszący wszechpotęgę uczucia święcił triumfy. Wybitni polscy romantycy, jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Cyprian Kamil Norwid, Zygmunt Krasiński, Seweryn Goszczyński i inni gloryfikując każdą formę walki o wolność wpływali na umacnianie się świadomości narodowej. Ale też bohaterowie romantyczni nie liczyli się z rzeczywistością lub lekceważyli ją, powiększając dramaty wynikające z kolejnych polskich insurekcji. Po każdej z nich żywioł polski był boleśnie karcony. Niewysłowionym dramatom indywidualnym (śmierć i kalectwo najbliższych, konfiskaty majątku, zsyłki czy emigracja) towa- rzyszyły kłótnie dotyczące sensu czynu zbrojnego, każdorazowo pogarszającego sytuację narodu polskiego. Ale też represje zaborców zaostrzały antagonizm między Polakami i zaborcami, utrudniały wzajemną integrację i kwestionowały postawy lojalistyczne. Podtrzymywane w społeczeństwie polskim tradycje powstańcze (najsilniejsze w Królestwie Polskim) upowszechniały sylwetki, o których mówiono z uznaniem. Kultywowanie czynu zbrojnego budziło poczucie solidarności międzyzaborowej i podtrzymywało nadzieję na możliwy sukces, jeśli do walki włącza, się Polacy ze wszystkich zaborów. Perspektywa dziejowa wystawiła insurekcjonistom wysoką notę, uznając czyn zbrojny za najwyższy przejaw aktywności patriotycznej oraz najbardziej dosadnie wyrażony bunt przeciwko zaborcom. Jakkolwiek współdziałanie antypolskie ze- spalało zaborców, to jednak zwalczanie polskich powstań uniemożliwiało utrwalenie obcego panowania, także w ocenie zagranicy. „Potępieńczym swarom" Wielkiej Emigracji, naszpikowanym dosadnymi epi- tetami, towarzyszyła powszechna edukacja obracająca się wokół przyczyn rozbiorów. Tak wówczas, jak i później, aż po nasze dni katalog win był różnie rozkładany. Najczęściej i najchętniej wiązano rozbiory z agresywną polityką sąsiadów, dla których słabnąca Polska stanowiła łakomy kąsek. Im silniej do dyskusji włączało się nowe pokolenie, tym częściej wskazywało ono na własne, polskie słabości, traktowane nieraz jako ważniejsze w katalogu źródeł rozbiorów. Rozpamiętywanie rozbiorów obejmowało takie kwestie, jak indywidualizm i niski stopień zbiorowej obywatelskiej dyscypliny, zacietrzewienie w sporach o relatywnie małym znaczeniu, skłonność do brania fantazji i mitów za rzeczywistość. Miano za złe królowi Stanisławowi Leszczyńskiemu, że gotów był w 1704 r. odstąpić sąsiadom Rzplitej wcale niemałą część jej ziem w zamian za pomoc w objęciu tronu. Wytykano Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, że podpisując akt abdykacji wyszedł naprzeciw oczekiwaniom zaborców i uczynił z nich legalistów. A przecież rezygnacja z korony pod presją obcych w dobie trwania wielkiej rewolucji fran- cuskiej była gestem zgoła jakobińskim. Nie zapomniano o tych hierarchach Ko- ścioła katolickiego, którzy bez większych oporów przystali na współpracę z zaborcą. Arcybiskup lwowski Wacław Sierakowski w liście pasterskim 16 grudnia 1773 r. nakazał modły za Marię Teresę oraz dziękował Bogu, że po pięciu latach „niepo- 14 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI kojów, zaburzeń i wyniszczania kraju zawinęliśmy wreszcie do bezpiecznej przy- stani". Bardzo ostro rozprawiano też o armii, której anachroniczna organizacja w XVIII w. znakomicie ułatwiła zadanie sąsiadom. Jan Szczepański, socjolog o uznanym autorytecie, w 1970 r. w toczącej się wówczas dyskusji o rozbiorach Polski na łamach tygodnika „Kultura" przypomniał, że egzystencja każdego państwa, które nie modernizuje się i nie rozwija w identycznym tempie jak jego sąsiedzi, jest zagrożona. Dotyczy to także narodu, który nie potrafi zagospodarować posiadanych zasobów naturalnych ani wykorzystać talentów swych obywateli. W swym istnieniu jest zagrożony naród, który „nie wnosi ważnych ele- mentów w rozwój szerszych układów polityczno-ekonomicznych, wartości intelektu- alnych, naukowych, technicznych, artystycznych, który stwarza ujemny własny obraz wśród narodów, który nie umie sobie zyskać prestiżu [...] który nie dba o swój wygląd zewnętrzny, tzn. o wygląd swoich miast, osiedli, wsi, domów, mieszkań, ubrań, o czystość obejść itd., sprawia na innych narodach wrażenie oberwańców i niechlujów, a takie wrażenie jest niebezpieczne. Naród, który nie imponuje innym, który nie ma czym zaimponować, nie wywołuje w swoich obywatelach postaw identyfikacji podbudowanej dumą. A naród i państwo, którego obywatele się wstydzą — jest zagrożony w swej egzystencji". Ciągnące się dziesięciolecia spory o przyczyny rozbiorów miały duże walory edukacyjne. Przyczyniały się one do rozwoju świadomości narodowej społeczeństwa polskiego, stawiając na porządku dnia pytanie o odpowiedzialność za losy kraju i narodu. Szczególnie istotne było angażowanie się uczącej młodzieży, która wszczynała dyskusję o Polsce w rodzinnych domach, nieraz pogodzonych już z rozbiorowym losem. Z tych to kręgów wyrosło „pokolenie niepokornych", które cechował nastrój buntu przeciwko zaborcy. Upowszechniając ideologię niepodle- głościową pokolenie to stawało się ponadzaborową wspólnotą. Różnice ideowo-- polityczne, dotyczące wyobrażeń o przyszłym ustroju czy granicach, schodziły na drugi plan lub były świadomie wyciszane. Przyszła Polska, biorąc pod uwagę rodowód ideowo-polityczny oraz wyniesione z własnego środowiska doświad- czenia, jawiła się najczęściej „niepokornym" jako udoskonalona, często wyideali- zowana wersja funkcjonowania państw zaborczych. Między innymi dlatego „niepokorni" program odrodzenia Polski widzieli jako proces realizowany różnymi etapami i metodami. W tym sensie walka o Polskę stwarzała możliwość uczestniczenia w niej ludzi o różnym temperamencie. Józef Piłsudski od początku swej wielokierunkowej działalności niepodległościowej na pierwszym miejscu stawiał walkę zbrojną, siłę. W liście do Feliksa Perlą z 1908 r. napisał: „Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze — ja nie mogę! Chcę zwyciężyć, a bez walki, i to walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, ale wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. Ostatnią moją ideą jest konieczność wytworzenia w każdej partii, a tym bardziej naszej [PPS-Frakcja Rewolucyjna — dop. S. S.J, funkcji siły fizycznej, przemocy brutalnej, że użyję tak nieznośnego dla uszu «humanitarystów określenia (histeryczne panny, nie znoszące drapania po szkle, ale znoszące pranie ich po pysku)". POLITYKA ZABÓR' ^'ULL.t./.hNSTWO POLSKIE 15 Piłsudski od początku swej działalności społeczno-politycznej zakładał sku- pienie wokół siebie zwolenników różnych sił politycznych. Nie chciał więc być liderem partii o sprecyzowanej ideologii i określonej strukturze wewnętrznej, ale przywódcą ruchu, ponadzaborową i ponadpartyjną indywidualnością. Dążeniu temu towarzyszyło przekonanie o posiadaniu cech, które predestynowały go do czynów wielkich i ról historycznych. Dzięki sile swego charakteru oraz współ- kształtowanej konsekwentnie przez samego siebie legendzie skupił spore grono ludzi, także nietuzinkowych, a bezgranicznie mu oddanych. Józef Klemens Piłsudski (1867-1935) wychowywał się w domu przesyconym duchem patriotyzmu. Antyrosyjskość była łączona z trudną sytuacją materialną rodziny, dotkniętej represjami za udział ojca w Powstaniu Styczniowym, złymi lokatami finansowymi oraz pożarem w 1874 r. rodzinnego dworku w Zułowie. Pauperyzacja rodziny wiązała się też z ubożeniem kresowego ziemiaństwa i szlachty, gospodarujących tradycyjnymi metodami. W 1887 r. bracia Bronisław i Józef Piłsudscy zostali skazani na syberyjską katorgę, pierwszy na 15, drugi na 5 lat za udział w wileńskiej konspiracji Narodnej Woli powiązanej z zamachem na cara Aleksandra III. Starszy o rok brat Bronisław rozpoczął wówczas pionierskie studia etnologiczne nad językiem i kulturą ludów paleoazjatyckich, zwłaszcza Ajnów i Gilaków, które zjednały mu w ówczesnej i współczesnej Japonii ogromne uznanie, natomiast Józef Klemens po powrocie z zesłania w 1892 r. poświęcił się działalności socjalistycznej. Zesłanie ;o z niego rewolucjonistę. W 1894 r. został redaktorem naczelnym „Robotnika", organu Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Aresztowany w 1900 r. zdołał zbiec ze szpitala w Petersburgu, gdzie symulował chorobę psychiczną; schronił się w Galicji, gdzie przeniósł się także ośrodek kierowniczy socjalistów. Inny typ działacza niepodległościowego reprezentował Roman Dmowski. Na jego poglądach społeczno-politycznych również zaważyło środowisko rodzinne — po ojcu z drobnej szlachty podlaskiej, po matce — mazowieckiej. Ojciec — Walenty — przechowując zdaniem Andrzeja Micewskiego „na dnie serca tradycje szlacheckie" — był już drobnym przedsiębiorcą brukarsko-kamieniarskim oraz dzierżawcą stawów rybnych. Młodość Roman spędził w Warszawie. W wieku 17 lat jako uczeń gimnazjalny stanął na czele tajnego kółka „Strażnica", które poprzez naukę języka polskiego, historii ojczystej i literatury miało strzec „ducha polskiego". Antyrosyjskie nastawienie młodego Dmowskiego ulegało stopniowemu stępieniu, co wiązało się z odkryciem innych, bardziej groźnych wrogów narodu polskiego. Oto one: metodyczna i systematyczna germanizacja, działalność partii klasowych oraz dominacja Żydów w gospodarce i masonów w kulturze duchowej. Dmowski stwierdził, że dla odrodzenia narodowego i państwowego konieczna jest nie tylko obrona, ale ekspansja żywiołu etnicznie polskiego, który w ramach imperium carskiego — w porównaniu do innych zaborów — będzie miał najlepsze warunki do rozwoju. Troska o kultywowanie polskości była tym bardziej konieczna, że Dmowski nie widział szansy samodzielnego wybicia się Polaków na niepodległość. Dlatego wielkie nadzieje łączył z konfliktem między zaborcami. Wedle zasady mniejszego zła uważał, że Polacy powinni w tym konflikcie wspierać Rosję, co znalazło wyraz 16 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI w projekcie autonomii dla Królestwa Polskiego sformułowanym przez Dmow- skiego w 1905 r. i ponowionym w 1909 r. Postawy ugodowej wobec władz car- skich dowiódł jako poseł do II i III Dumy Państwowej, piastując stanowisko prezesa Koła Polskiego. W tej roli Dmowski przyczynił się do zorganizowania zjazdu panslawistycznego, który odbył się w 1908 r. w Pradze, a na którym starał się popularyzować zagrożenie germańskie jako zagadnienie ogólnosłowiańskie. Myśl ta przewijała się w opublikowanej wówczas książce Niemcy, Rosja i kwestia polska, w której rosnącą potęgę Niemiec łączył ze słabnącą rolą Rosji, co negatywnie od- działywało na sytuację wszystkich narodów słowiańskich, w tym zwłaszcza pol- skiego. Pozycja Dmowskiego wśród „pokolenia niepokornych" była pod wieloma względami szczególna, ale też typowa. Nie był on bowiem teoretykiem w sensie twórcy zwartej, kompletnej doktryny, ale wziętym publicystą, który chciał za po- mocą pióra pozyskiwać i zdobywać popleczników do walki o powrót Polski na mapę Europy. Dla tego nadrzędnego celu był w stanie poświęcić wszystko, nawet — jak twierdzili ludzie mu bliscy — wyrzec się życia rodzinnego, tudzież wyznawanych ideałów. Nie może przeto dziwić, że Dmowski był brutalnie atakowany za pomocą argumentów wzajemnie się wykluczających. „Wytykano mu — pisze jego biograf Krzysztof Kawalec — oportunizm i doktrynerstwo; zdradę ideałów patriotycznych i megalomanię narodową oraz nacjonalizm; społeczne wstecznictwo i brak zrozumienia dla roli ziemiaństwa w społeczeństwie; sympatie profaszystowskie i ciągoty liberalizujące; przecenianie roli religii (Kościoła) i ateizm... A do tego jeszcze jego słabość do Rosji i fobie — antyżydowskie, antymasońskie, antyliberalne". Wybitną, raczej mniej docenianą społecznie rolę w „pokoleniu niepokornych" zajmował Wojciech Korfanty, który działalność swą prowadził na szczególnie trudnym terenie Górnego Śląska Jego atutem było to, że nie tylko pochodził z rodziny górniczej, ale też sam trzymał kilof w ręku, a podczas studiów w Berlinie i Wrocławiu (prawo, ekonomia) nie zerwał kontaktów ze swoim rodzinnym środowiskiem Siemianowic, Katowic i Zabrza. Zainteresowanie warunkami życia i pracy Ślązaków opierał na budzącej się polskości, która przez dziesięciolecia była kojarzona niemal wyłącznie z plebejskością. „Ślązacy — wyjaśniał W. Korfanty w 1931 r. — nie uważali się ani za stuprocentowych Niemców, ale też nie uważali się za Polaków, bo Polski i Polaków nie znali. Przeważna część ich przekonana była, że Polak może być tylko chłopem lub robotnikiem, a wszystko, co stoi na wyższym szczeblu drabiny społecznej, musi być niemieckie". Na przełomie wieków ludzi z wyższych sfer, „panów" mówiących po polsku słyszało się niewielu. Po polsku mówiono w domach robotniczych i chłopskich oraz Kościele rzymskokatolickim, gdzie dominowało duchowieństwo miejscowe. Wywodziło się ono w dużej części z rodzin uboższych, dla których kariera du- chownego była jedną z możliwych dróg awansu społecznego. Śląsk należąc do najbardziej religijnych środowisk robotniczych w Niemczech współkreował ste- reotyp „Polaka — katolika", co stało się jedną z głównych, chociaż nie zawsze eksponowanych myśli przewodnich gazety „Górnoślązak", redagowanej przez Korfantego od 1901 r. Upowszechniająca się na Śląsku zbitka pojęciowa „Polak — katolik" skomplikowała sytuację dominującej wówczas na tym terenie partii Cen- 17 POLITYKA ZABORCÓW A SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE trum, która cieszyła się poparciem hierarchii katolickiej wywodzącej się z rodzin niemieckich lub całkowicie zgermanizowanych. Radykalne artykuły Korfantego zmusiły do zmiany języka także inne wychodzące po polsku gazety górnośląskie. Dotyczyło to zwłaszcza wydawanego w Bytomiu pod redakcją A. Napieralskiego ugodowego „Katolika", który w niczym nie przypominał pisma redagowanego w latach 1869-1881 przez Karola Miarkę w duchu obrony praw narodowych Polaków na Śląsku. Nie kończące się potyczki na tle narodowo-językowym Górnoślązaków wpisywał Korfanty w ducha kształtującej się na przełomie wieków doktryny społecznej Kościoła, której ogólne ramy nadawała encyklika Leona XIII z 1891 r., rozpoczynająca się od słów: Rerum novarum (Rzeczy nowe). Ten wątek okazał się najsilniejszy w wieloletniej działalności Korfantego jako posła w parlamencie Rzeszy (1903-1912 i 1918) oraz parlamencie Prus (1903-1918). Przełamanie dominacji kandydatów ogólnoniemieckiej partii Centrum, repre- zentującej do 1903 r. mieszkańców Górnego Śląska w parlamentach Rzeszy i Prus, odbiło się wśród Polaków wszystkich zaborów dużym echem. Był to duży problem o wymiarze tak politycznym, jak i społeczno-narodowym, gdyż wybory do Reichstagu były powszechne i równe, w przeciwieństwie do „trójklasowych" i „kurialnych" wyborów do pruskiego sejmu krajowego (Landtagu) czy ograni- czonych cenzusem majątkowym wyborów do samorządów lokalnych. Korfanty swój sukces wyborczy zawdzięczał umiejętnemu łączeniu ponadza- borowych postulatów narodowo-demokratycznych z dość radykalnymi hasłami społecznymi, możliwymi jednak do uzasadnienia doktryną katolicką. Jego dzia- łalność publiczna wpłynęła na zmianę postaw robotników górnośląskich reedu- kowanych w swej polskości poprzez wpisanie jej w wiarę katolicką oraz solidary- stycznie pojmowaną sprawiedliwość społeczną. Ugodowe, związane z katolicką partią Centrum gazety ukazujące się po polsku walczyły o głosy Polaków popierając kandydatów znających język polski oraz deklarujących obronę polskich praw narodowych. Wymiernym skutkiem tych procesów był rosnący udział oddawanych głosów na polskich kandydatów w wyborach do Reichstagu. Dominująca w końcu XIX w. katolicka partia Centrum (ponad 70% głosów) musiała w latach następnych uznać prymat „Wszechpolaków" (narodowych demokratów), którzy przed I wojną gromadzili 38% głosów. Kolejnym konkurentem okazali się socjaliści, którzy w wyborach z lat 1907 i 1912 zgromadzili odpowiednio 8% i 17%. Partia Centrum, m.in. z powodu dużego zaangażowania księży katolickich, gromadziła w tych samych latach 16% i 23% głosów. Korfanty będąc silną indywidualnością, wyraźnie górującą nad konkurentami zarówno z lewa, jak i z prawa, zbudował swój autorytet w oparciu o dobrą znajo- mość postaw społeczno-politycznych środowiska, w którym działał, oraz umiejętne dostosowywanie programu do jego potrzeb i aspiracji. Rodowody „niepokornych", świetnie opisane przez B. Cywińskiego, pokazują ogromne przemieszanie postaw, determinowanych przez pogmatwane sytuacje losowe, które wiodły ich do nadrzędnego celu — utrzymania polskości jako naj- ważniejszego czynnika dla odrodzenia państwa. Działalność niepodległościową traktowało to pokolenie jako rodzaj ofiarnej służby publicznej. Wielu z nich swój los, spokój najbliższych, majątek kładło na szali, wierząc, że naród i wolne państwo są wartościami najwyższymi. Nie dziwi przeto, że większość z „pokolenia 18 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI niepokornych" już za życia doczekała się swej legendy, kreowanej przez jednych, dezawuowanej przez drugich. Nie ulega wszakże kwestii, że pokolenie to, wkra- czające w dorosłe życie na przełomie wieków, wydało elitę obejmującą osoby szcze- gólnie ważące na rozwoju sprawy polskiej oraz dziejach II Rzeczypospolitej. Więk- szość spośród nich urodziła się w latach 1860-1885. Dotyczy to takich ludzi, jak: Ignacy J. Paderewski (1860), Wojciech Trąmpczyński (1860), Ignacy Daszyński (1866), Józef Piłsudski (1867), Stanisław Grabski (1871), Władysław Grabski (1873), Wojciech Korfanty (1873), Roman Dmowski (1874), Wincenty Witos (1874), Wła- dysław Sikorski (1881), Maciej Rataj (1884). Zestaw ten, obejmujący nazwiska osób działających we wszystkich zaborach oraz preferujących różne metody działalności niepodległościowej, przypomina rozłożysty wachlarz aspiracji państwowotwórczych. Granice zaborów nie były dla niepodległościowców istotną przeszkodą, a różnie objawiająca się lub wręcz ma- nifestowana współpraca mocarstw zaborczych raczej zachęcała do zwierania szyków. Zaborcy przez cały czas prowadzili politykę zjednywania sobie Polaków, kop- tując jednostki gestami ważnymi dla indywidualnej kariery. Spory o formy, a zwłaszcza zakres współpracy z zaborcą miały niejednokrotnie gwałtowny i nie- rzadko dramatyczny charakter. „Wallenrodyzm" wyprowadzony z poematu Adama Mickiewicza zaczęto utożsamiać z ludźmi nastawionymi na ugodę pod wa- runkiem, że w zamian za współpracę będzie się rozwijała autonomia Polaków. Postawa ta, najbardziej manifestowana w zaborze rosyjskim, karmiła się doświad- czeniami lat 1815-1830 obejmujących tzw. erę konstytucyjną w dziejach Królestwa Polskiego, kiedy między Prosną, Bugiem i Sanem istniała namiastka państwa pol- skiego zwanego potocznie Kongresówką. Królestwo Polskie było dla wielu Polaków, m. in. przez swą nazwę, centralnym ośrodkiem walki o niepodległość. Oprócz legalnej opozycji zaczęły powstawać tajne związki, zwłaszcza w środowisku młodych oficerów oraz uczniów gimnazjalnych i studentów. Młodzież polską oplotła siatka szpicli i donosicieli. Wyrwanie się z jej oplotu było trudne. Doświadczył tego także Adam Mickiewicz, który w 1824 r. uległ żądaniu komisji śledczej i podpisał zobowiązanie, że nie tylko porzuci wszelką działalność w nielegalnych organizacjach, ale także będzie informował władze, jeśliby „gdziekolwiek takowe zabronione towarzystwo otwarte zostało". W zaborze rosyjskim, bardziej niż na pozostałych ziemiach polskich, umacniał się etos konspiratora, najlepiej rewolucjonisty nie stroniącego od terroryzmu i zawsze gotowego położyć głowę na ołtarzu „sprawy narodowej". Na tej glebie, obficie zasilanej ideologią romantyczną, zrodziły się dwa duże powstania narodowe — Listopadowe i Styczniowe. Represje zaborców były dotkliwe zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i narodowym. Główne uderzenie wymierzone zostało w szlachtę i Kościół. Królestwo Polskie — jako zbyt jawny symbol wszechpolski — zostało zlikwidowane. Utworzony w to miejsce „Nadwiślański Kraj" stał się integralną częścią Rosji. Urząd namiestnika został zastąpiony przez generał-gubernatora wyposażonego w dyktatorskie uprawnienia. Stan wyjątkowy, utrzymujący się z krótkimi przerwami do 1914 r., ułatwiał rusyfikację, która nabierała ostrości. Śmierć liberalnego 19 POLITYKA ZABORCÓW A SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE Aleksandra II w 1881 r. z ręki zruszczonego Polaka Ignacego Hryniewieckiego wzmogła wrogość wobec Polaków rosyjskich reformatorów uginających się pod brzemieniem reakcyjnych rządów Aleksandra III. Konflikt nasilał się tym bardziej, że praktyka „samodzierżawia" karmiąc się nacjonalizmem wielkoruskim zaczęła upowszechniać formułę „Rosja dla Rosjan". Redaktor „Moskiewskich Wiadomości" Michał Kątków pisał w końcu XIX w., że Rosjanie nie mogą mieć żadnego stosunku do Polaków, gdyż ich nie ma. Ponieważ „w naszych granicach geogra- ficznych" nie ma miejsca dla dwóch państw i dwóch słowiańskich narodów. „Jeden z nich musi zniknąć; a że w walce rozstrzyga siła, ona też jest prawem". Przybierająca ostrzejsze formy walka z polskością dodatkowo antagonizowała społeczeństwo Królestwa. Z jednej strony rósł opór konspiratorów, z drugiej wszakże — wzmacniał się obóz konserwatywno-lojalistyczny, którego bazę społeczną stanowiło ziemiaństwo. Podkreślając, że wysiłek społeczeństwa polskiego powinien być skierowany na obronę wiary i narodowych obyczajów — ziemianie starali się znaleźć wspólny język z pozytywistami. Nie było to jednak łatwe, gdyż pozytywiści zasadniczo odrzucali ugodę z caratem, chociaż nie traktowali go per non est. Wybitni pisarze tego kierunku, jak Eliza Orzeszkowa, Bolesław Prus czy Henryk Sienkiewicz, obficie czerpiąc z inspiracji publicystycznej Aleksandra Świę- tochowskiego, który nadał pozytywizmowi charakter ruchu społeczno-politycz- nego (na Zachodzie był on głównie prądem filozoficznym), odżegnywali się od ideologii romantycznej i nie podtrzymywali nadziei na odzyskanie niepodległości za pomocą zbrojnych insurekcji. Warszawscy pozytywiści, zafascynowani rozwijającą się cywilizacją oraz zatrwożeni biedą i zacofaniem dużej części Polaków, propagowali kult pracy i nowoczesną gospodarkę. Ich program, obejmujący m.in. oświatę wiejską, emancypację kobiet, „ucywilizowanie" Żydów, zmierzał do ge- neralnego podniesienia poziomu życia Polaków. Dostrzegając konieczność pracy z najliczniejszymi i najuboższymi warstwami społeczeństwa dążyli do poprawy warunków życia wszystkich mieszkańców ziem polskich, pomimo braku własnej państwowości. Do dużych przetasowań w środowisku pozytywistów Królestwa Polskiego doszło pod wpływem rewolucji z lat 1905-1907. Rozwijała się ona pod przemożnym wrażeniem przegranej Rosji w wojnie z Japonią. Istotą tego masowego ruchu skierowanego przeciwko carskiemu samowładztwu (w zaborze rosyjskim nie istniały żadne swobody konstytucyjne) było zespolenie haseł społecznych z narodowymi. Owocuje to trwającą aż po nasze dni dyskusją, czy wydarzenia lat 1905-1907 były rewolucją czy kolejnym powstaniem narodowym. Jeśli powstaniem, to różnym od wcześniejszych przede wszystkim masowym udziałem robotników z Warszawy (gdzie strajk na Woli 26 stycznia 1905 r. — stu zabitych — dał sygnał do dalszych manifestacji), Łodzi (dwieście ofiar) i Zagłębia oraz stosunkowo silnym rezonansem na wsi, gdzie doszło do niszczenia akt gminnych i różnie się przejawiającej walki wsi z dworem. Walka ta szczególny charakter miała na ziemiach zabranych na wschód od Bugu, gdzie dwór był zazwyczaj polski, a pracownik ukraiński, białoruski czy litewski. Jadwiga Skirmuntówna pisała do Elizy Orzeszkowej 27 grudnia 1905 r., ze rozruchy agrarne były formalnym buntem, gdyż do ich dworu Mołodów w powiecie kobryńskim na Polesiu przyszły tłumy ludzi zuchwale żądających 20 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI ziemi, lasów, łąk i potrojenia płacy: „Były to dni straszne, tłumy zbierały się co dzień od rana, coraz zuchwalsze i groźniejsze, wszelkie roboty były przerwane, bydło stało głodne...". Skirmuntówna żaliła się pani Elizie, ale też dziwiła w liście z 20 marca 1907 r., że „lud nasz" — różny mową, narodowością i wiarą, mający złe wspomnienia z pańszczyzny, ciemny i nieufny, podatny na złe wpływy — „jest tak od nas daleki, tak zamknięty przed nami, tak idący za każdym nienawistnym podmuchem". Omawiająca tę sytuację Maria Nowak-Kiełbikowa w biografii Kon- stantego Skirmunta lapidarnie napisała, że nastroje wywołane rewolucją okazały się na tych ziemiach trwalsze od niej samej, a rozziew między chłopami białoru- skimi a dworem polskim pogłębił się. Niewątpliwie wydarzenia lat 1905-1907 przypominały poprzednie insurekcje ostro zarysowanymi podziałami na zwolenników i przeciwników akcji zbrojnej; na autonomistów i lojalistów wznoszących okrzyki na cześć cara i Rosji, której nie godzi się szkodzić w trudnych momentach, oraz niepodległościowców stawiających na piedestale wolną Polskę. Diametralność tych postaw zwiększał fakt, że Królestwo było dla caratu — jak to już powiedziano — istną „perłą w koronie", skoro w 1905 r. na ziemiach polskich było 15% wszystkich przedsiębiorstw imperium, które zatrudniały równie duży procent robotników przemysłowych. To jeden z dodatkowych powodów, że ruch rewolucyjny w Królestwie był tak ostro zwalczany przez cały aparat carskiej władzy. Walka ta, zwiększając liczbę ofiar powstania-rewolucji, bardzo spopularyzo wała w społeczeństwie wszystkich zaborów główne siły polityczne personifiko- wane coraz bardziej jednoznacznie przez Romana Dmowskiego i Józefa Piłsud- skiego. Pierwszy z nich, będąc jednym z liderów działającej od 1893 r. tajnej Ligi Narodowej, a następnie od 1897 r. Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego (po pularnie nazywanego endecją antyrosyjskiemu powstaniu zdecydowanie przeciwny. W przekonaniu, że największym zagrożeniem dla narodu polskiego są Prusy — zdolne do systematycznej i planowej germanizacji — właśnie w 1905 r. zdecydował się wejść do Dumy, gdzie spodziewał się uzyskać ważne dla Króle stwa ustępstwa, prowadzące w perspektywie nawet do zjednoczenia pod berłem carskim ziem wszystkich zaborów. Przekonywał oponentów, że żywioł polski ma nieporównanie większe szansę ekspansywnego rozwoju wśród Rosjan niż Niem ców. W tej kwestii panowała wśród liderów endecji — Zygmunta Balickiego, braci Grabskich i Seydów, Jana Ludwika Popławskiego, Bernarda Chrzanowskiego, Wojciecha Trąmpczyńskiego, Wacława Sobierajskiego, Stefana Kozickiego — za sadnicza zgoda. Już jednak zakres i stopień zaangażowania się Dmowskiego w popieranie polityki carskiej budziły stałe, często bardzo ostre spory. Filorosyj- skie sympatie endecji i jej nacjonalistyczny program trzeba traktować jako prze jaw taktyki wynikającej z układu sił oraz braku wiary, że Polacy w pojedynkę potrafią pokonać zaborców i wybić się na niepodległość. Jak silne były nieraz spory wewnątrz endecji i jej sympatyków świadczy ocena udziału około sześćdziesięciu znaczniejszych Polaków, głównie z tzw. ziem za- branych, w uroczystym odsłonięciu pomnika Katarzyny II w Wilnie, 10(23) września 1904 r. Podczas ceremonii sześciu z nich otrzymało godności dworskie oraz obietnicę złożoną nieformalnie przez ówczesnego gubernatora grodzieńskiego Piotra Stołypina (późniejszego premiera) odnośnie do liberalizacji polityki wobec 21 POLITYKA ZABORCÓW A SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE Polaków. Uczestników tej filocarskiej demonstracji określano pogardliwie „kata- ryniarzami". W głównym organie endecji „Przeglądzie Wszechpolskim" można było przeczytać, że „sześćdziesięciu kochanków historycznej ladacznicy to nawet dla Katarzyny II dosyć!". W odezwie Ligi Narodowej napisano, iż „każdy naród ma wyrzutków moralnych, a w kraju uciśnionym i rozbitym moralna zgnilizna śmielej głowy podnosi..." Oburzenie było tak silne, że Konstanty Skirmunt, jeden z sześciu obdarzonych białymi pantalonami dworskimi i godnością kamerjunkra, złożył wszystkie pu- bliczne funkcje, w tym także prestiżowe wiceprezesostwo Towarzystwa Rolniczego. Będąc zafascynowany wizją autonomii w ramach imperium carskiego boleśnie odczuł sunące zewsząd ataki, żaląc się w liście do Elizy Orzeszkowej, z którą jego rodzina utrzymywała bliskie kontakty: „Naraziliśmy się na ostre i bolesne sądy, ale jeśli przyczyniliśmy się do polepszenia stosunków politycznych w kraju w przyszłości niedalekiej, to nie będę żałował niczego. Wszystko Pani opowiem, a Pani osądzi fakta i pobudki". Nietrudno wyobrazić sobie, z jakimi reakcjami spotykały się pomysły współ- pracy z carską Rosją wśród wrogich endecji działaczy niepodległościowych. Doty- czyło to zwłaszcza ludzi związanych z Piłsudskim, którzy na wiadomość o wybuchu wojny japońsko-rosyjskiej złożyli w Tokio ofertę daleko idącej współpracy, aż po utworzenie z jeńców polskich i ochotników z Ameryki specjalnego legionu walczącego u boku Japonii. Dla realizacji tego planu do Tokio — via Londyn, Nowy York, San Francisco — udał się Piłsudski w towarzystwie Tytusa Filipowicza. Wkrótce po przyjeździe w 1904 r. spotkali Romana Dmowskiego, z którym Japończycy także prowadzili sekretne konszachty. Tokijskie spotkanie Dmowskiego i Piłsudskiego, owiane mgiełką tajemniczości, zakończyło się sukcesem Dmowskiego, który zdołał pokrzyżować akcję swych adwersarzy politycznych. Było to tym łatwiejsze, że wojna przebiegała pod dyktando Japończyków, którzy z oferty polskiej współpracy poważnie traktowali jedynie pracę wywiadowczą w Rosji. W zamian za te usługi attache wojskowy japońskiej ambasady w Londynie płk Taro Utsunomiya przekazywał 90 funtów miesięcznie. „Nie było to wiele — napisał Andrzej Garlicki w biografii o Piłsudskim — ale dla Piłsudskiego i jego współ- pracowników stanowiło poważną sumę". Podczas kilkudniowej, opłaconej przez rząd japoński eskapady Dmowski i Piłsudski o polityce rozmawiali mało, chociaż spotykali się niemal codziennie, wspólnie zwiedzając japońskie osobliwości. Wszystko zostało wyjaśnione podczas pierwszego spotkania 14 lipca 1904 r. trwającego kilkanaście godzin. Po latach w książce pt. Polityka polska i odbudowanie państwa Dmowski napisał o tej rozmowie tak: „Próbowałem dowiedzieć się od kierowników PPS, co mają zamiar osiągnąć przez ruch powstańczy w Królestwie, jak im się przedstawiają widoki jego powodzenia, jak sobie wyobrażają realne jego skutki. Usiłowałem ich przekonać, że to, co chcą zrobić, jest nonsensem i zbrodnią wobec Polski. Ani jedno, ani drugie rni się nie udało. W odpowiedzi dostałem porcję mętnych frazesów wygłoszonych z ogromną pewnością siebie". Nikłe szansę na porozumienie zdruzgotało odmienne podejście do rewolucji 1905 r. Lewica była jej motorem, natomiast prawica hamulcem. Konflikt podsycała łamistrajkowa działalność organizacji chadeckich z jednej strony oraz sprzeciw 22 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI wobec terrorystycznych metod walki preferowanych przez bojówki PPS-u. Mimo stanu wyjątkowego — zamachy, napady na urzędy i wagony pocztowe były na porządku dnia. Krew lała się obfitym strumieniem. W samym tylko 1906 r. bojowcy socjalistyczni dokonali łącznie 578 zamachów na przedstawicieli władz carskich, pozbawiając życia ok. 70 wojskowych oraz 268 policjantów i ich współpra- cowników. Wśród szczególnie aktywnych członków Organizacji Spiskowo-Bojo- wej PPS znaleźli się Tomasz Arciszewski, Jan Kwapiński, Aleksander Prystor i Wa- lery Sławek. Rewolucja-powstanie lat 1905-1907 było tym wydarzeniem w dziejach narodu polskiego, które pokazało możliwość złączenia walki o charakterze narodowowy- zwoleńczym z postulatami bardziej ludzkiego traktowania żyjących z pracy rąk. Pod naporem tej nowej w skali historycznej siły rząd carski został przymuszony do złagodzenia antypolskiej polityki w zakresie używania języka polskiego nie tylko w szkołach prywatnych, ale także w rządowych szkołach elementarnych. Duże znaczenie moralne i edukacyjne miał sam fakt uznania przez władze carskie odrębności narodowej Polaków. To samo można odnieść do przyznanego im prawa przechodzenia z prawosławia na katolicyzm oraz prawa do kupowania gruntów na tzw. ziemiach zabranych, a więc terytoriach na wschód od Bugu, wcielonych do Rosji, ale stale zachowujących odrębność w ramach cesarstwa. Doniosłym skutkiem wydarzeń lat 1905-1907 był intensywny rozwój organi- zacyjny oraz ideowo-programowy partii politycznych. Było to ściśle powiązane z prowadzoną walką o charakterze rewolucyjnym, ale także z kształtowaniem się systemu parlamentarnego, postępującą demokratyzacją i liberalizacją życia publicznego, co znalazło najpełniejsze odbicie w upowszechnianiu prawa wy- borczego. Rozwijające się partie polityczne spełniały rolę pośrednika między głosującymi na nie obywatelami a władzą państwową. Skutkiem tego polski nurt narodo- wowyzwoleńczy uległ istotnemu poszerzeniu. Partie reprezentowane przez cztery główne grupy — konserwatywną, narodowo-demokratyczną, ludową (chłopską) i socjalistyczną — nie tylko stwarzały możliwość aktywności ludziom o różnych przekonaniach, ale nadto każda z nich starała się dotrzeć do mas. Liderem przemian świadomości Polaków na przełomie XIX i XX w. był ruch narodowy. Rozwijał się on w zasadniczej opozycji wobec polityków konserwa- tywnych, którzy rekrutując się z warstw zamożniejszych, głównie z arystokracji ziemskiej, opowiadali się za rozważną i umiarkowaną walką zarówno z zaborcami, jak i socjalistami, łączącymi wyzwolenie społeczne z narodowym. Ważną rolę w procesie kształtowania oblicza ideowego endecji odegrał dwuty- godnik „Przegląd Wszechpolski", który redagowany przez Dmowskiego i Popław- skiego zaczął ukazywać się we Lwowie w 1895 r. W endeckim systemie wartości naczelne miejsce zajmował naród. Dla niego nie było ofiar zbyt wielkich. Roman Dmowski, będący głównym teoretykiem polskiego nacjonalizmu, pisał w 1905 r., że celem uprawianej przez endecję polityki jest „dobro całości społecznej — narodu oraz utrzymanie i pomyślny rozwój organizacji jego zbiorowego życia — państwa. Wszelka inna polityka, mająca bardziej ograniczone cele na widoku, albo się z powyższej wyprowadza i jest jej dopełnieniem, albo się jej przeciwstawia i wtedy, jako niemoralna, niezgodna z dobrem narodu musi być zwalczana". 23 POLITYKA ZABORCÓW A SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE Z tajnej Ligi Narodowej mającej swą siedzibę w Krakowie wyłoniło się w 1897 r. półlegalne Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe, którego działacze sterowali procesem rozwoju różnych towarzystw czy kół mających być szyldem dla prowa- dzenia propolskiej działalności. Wyjątkowo dobrze rozwijał się ruch narodowy w Wielkopolsce i na Górnym Śląsku, gdzie jego filarami stali się bracia Seydowie, Wojciech Korfanty, Bernard Chrzanowski, Felicjan Niegolewski, Cyryl Ratajski. Znakomitą okazją prezentacji ideologii ruchu narodowego były wybory do parlamentów państw zaborczych. W trakcie kampanii wyborczych, jak zawsze prowadzonych w atmosferze napięcia i żądzy sukcesu, ruch narodowy osiągał dobre wyniki, które zaskakiwały, często także konfliktowały stosunki miejscowe. Dotyczyło to zwłaszcza kształtującego się na przełomie wieków ruchu chadeckiego, który odwoływał się do analogicznej bazy społecznej co endecy. Chadecy nieco silniej akcentując program solidaryzmu społecznego, a mniej wątki nacjonali- styczne, korzystali z silnego poparcia Kościoła, zatrwożonego zresztą pojawieniem się na widowni dziejowej potężnych konkurentów w ustawicznej walce o „rząd dusz". Papiestwo, podobnie jak cały Kościół katolicki, zareagowało encykliką Rerum novarum z 1891 r. W oparciu o jej założenia starano się rozwijać w polskich domach wartości uznawane za pierwszorzędne: na pierwszym miejscu była wiara katolicka, później różnie definiowane postawy patriotyczne, w końcu postępowanie określane jako „ludzkie". Świadomość tej hierarchii ułatwia zrozumienie trwających przez cały czas zmagań o wybieranie osób, na które Kościół — atakowany przez ówczesne państwo (bismarkowski Kulturkampf), ateistyczny socjalizm i reformatorski modernizm _ mógł Uczyć. Jednak polska chadecja, dysponując niezwykle rozległą bazą społeczną oraz doskonałym zapleczem organizacyjnym w postaci kościołów, plebanii, a zwłaszcza dużą liczbą księży (dyspozycyjnych jak żadna inna grupa społeczna) nie potrafiła, częściowo też nie chciała stworzyć silnej partii. Jej identyfikacja z Kościołem niewątpliwie utrudniałaby działalność publiczną. Dlatego też koordynowany przez księży różnorodny i wielonurtowy ruch katolicko-społeczny wyrażający się w bardzo licznych stowarzyszeniach zawodowych, religijnych, oświatowo- charytatywnych był w różnych wyborach oddawany do dyspozycji kandydatów najlepiej rozumiejących potrzeby Kościoła. Efektywność oddziaływania ambony na społeczności lokalne była w owych czasach duża. Dlatego też posłowie polscy pod względem ideowo-politycznym reprezentowali przekonania endecko-chadecko- konserwatywne. Na 20 posłów do parlamentu Rzeszy w 1907 r. 8 było ziemian, 4 księży, 4 adwokatów i 4 redaktorów. Po wyborach do Reichstagu w 1912 r. Koło Polskie składało się z 7 endeków, 6 konserwatystów i 5 przedstawicieli Centrum Obywatelskiego. Koło Polskie w Sejmie pruskim to 5 konserwatystów i 4 endeków. Duże postępy robił ruch narodowy na Górnym Śląsku, gdzie na jego listy w 1903 r. padło 42 tyś. głosów spośród ogólnej liczby 120 tyś. Jak już wspomniano, w regionie tym idee ruchu narodowego oraz chadeckiego były silnie splecione. Duże echa wywołało odejście Korfantego od endecji i przyłączenie się do ruchu chadeckiego, niezależnie od wcześniejszych perturbacji z władzami kościelnymi na Śląsku, które odmówiły mu ślubu kościelnego (takie stanowisko popierał arcybiskup krakowski Jan Puzyna, jeden z liderów konserwatystów), oraz ostrego koń- 24 DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI fliktu z przywódcami ogólnoniemieckiej partii katolickiej Centrum, którzy próbowali nie dopuścić go, jako wybranego posła, do udziału w pracy Sejmu w 1903 r. Lojalistyczna postawa endecji w zaborze rosyjskim otwarła furtkę do rozwoju polskich organizacji oświatowych (np. Polska Macierz Szkolna, która w krótkim czasie 1905-1907 zdołała zorganizować 800 miejskich i ponad 650 szkół ludowych; sławny był także powstały w 1905 r. Uniwersytet dla Wszystkich) i społeczno-za- wodowych, co zaowocowało dużym poparciem w wyborach do Dumy. Istotne w tym wypadku jest to, że na 36 wybranych posłów aż 26 należało do Stronnictwa Narodowego. Przewaga endecji (pod takim lub innym szyldem) utrzymywała się przez cały ten czas, o czym świadczą wybory do III Dumy w październiku 1907 r., w której na 14 posłów polskich 11 było związanych z endecją. Mniejsze efekty mierzone liczbą posłów w organach przedstawicielskich miała endecja w Galicji. Jakkolwiek ruch narodowy miał w Krakowie i Lwowie pierwsze swe siedziby i tam też najwcześniej został zalegalizowany (w 1903 r., w Królestwie — 1905 r., a w zaborze pruskim w 1909 r.), to jednak napotkał on w Galicji bardzo silną konkurencję ze strony konserwatystów. W 1883 r. na 150 posłów do Sejmu Krajowego aż 105 zaliczało się do wielkich właścicieli ziemskich. Pozycję tej grupy wzmacniała dobra opinia o rządach Franciszka Józefa oraz liberalnej polityce Austro-Węgier, która odbiegała od praktyki pruskiej i rosyjskiej. Austria z państwa o najsurowszej polityce wobec Polaków, w drugiej połowie XIX wieku stała się zaborcą najłagodniejszym. Polacy głosząc oficjalnie lojalizm wobec „Widnia" stale poszerzali zakres autonomii, obejmując wszystkie najważ- niejsze stanowiska administracyjne. W środowisku inteligencji galicyjskiej duże wpływy zdobyli tzw. stańczycy, którzy zwalczali romantyczną obsesję konspiracji oraz patriotycznych hekatomb będących następstwem źle przygotowanych powstań zbrojnych. W latach 1895-1897 premierem rządu austrowęgierskiego oraz ministrem spraw wewnętrznych był czołowy konserwatysta krakowski Kazimierz hrabia Badeni. Pia- stując od 1888 r. stanowisko namiestnika Galicji dał się poznać jako polityk o zapędach dyktatorskich, konsekwentnie zwalczający kiełkujący socjalizm, ruch chrześcijańsko- społeczny, a nawet demokrację mieszczańską. Choć polityka „żelaznej ręki" stała się jedną z głównych przyczyn jego dymisji 28 listopada 1897 r., to jednak fakt sprawowania przez Badeniego tak wysokiego urzędu wzmógł opowieści, jak to Polacy rządzili Austro-Węgrami. Tacy politycy, jak np. Stanisław Tarnowski, Stanisław Koźmian, Józef Szujski, bracia Wodziccy protestowali przeciwko wszelkim inicjatywom mogącym akty- wizować prostych ludzi w duchu antyaustriackim. Twierdzili oni, że swoboda w spiskowaniu, nazywana „liberum conspiro", prowadziła Polaków do wielkich narodowych tragedii, tak jak kiedyś „liberum veto" doprowadziło do upadku pań- stwa. Silna pozycja konserwatystów, których poglądy świetnie odzwierciedlał znany dziennik „Czas", była systematycznie podmywana przez siły społeczne skupione wokół endecji, częściowo socjalistów, a zwłaszcza dość silnego ruchu ludowego. Jego baza społeczna bezpośrednio wiązała się z — przysłowiowym przecież 25 — zacofaniem galicyjskim kojarzonym jednoznacznie z biedną wsią. Skalę problemu uwypukla fakt, że aż 3/4 ogółu ludności galicyjskiej było na przełomie wieków związane z zajęciami rolniczymi (w całej Austrii tylko połowa). W przemyśle była zatrudniona — jak pisze Józef Buszko — tylko 1/10 część mieszkańców (w całym państwie 1/4). Sytuację Galicji pogarszał głęboki antagonizm narodo- wościowy — Polacy dominowali w części zachodniej, natomiast Ukraińcy w części wschodniej. W obu częściach żyło około 6% Żydów. Większość z nich, w sytuacji gdy statystyki urzędowe nie przewidywały istnienia narodowości ży- dowskiej, podawała się za Polaków. Na Śląsku Cieszyńskim — drugiej należącej do Austrii prowincji zamieszkanej w większości przez ludność polską — do wyznania mojżeszowego przyznawało się 2% mieszkańców, do Kościoła ewangelickiego 13%, pozostali byli katolikami. Na podstawie kwestionowanego przez wszystkie strony spisu z 1910 r. Śląsk Cieszyński (2200 km2) zamieszkiwało około 50% Polaków, 37% Czechów i 13% Niemców. Był to region o bardzo dużym zagęszczeniu (159 osób na km2), zdominowany przez hutnictwo i górnictwo. W końcu XIX w. ze Śląska Cieszyńskiego pochodziło 80% wydobycia węgla w Austro-Węgrzech oraz niemal cały węgiel koksujący. O dużych wpływach na Śląsku Cieszyńskim socjalistów polskich, czeskich i niemieckich świadczą wybory z 1907 r., w których zdobyli oni absolutną większość — 4 mandaty na 7 miejsc w parlamencie. Wyniki te uzyskano po ostrej walce, która rozlała się zresztą na cały zabór. W Galicji jej osnowę stanowił zadawniony antagonizm polsko-ukraiński. Na różne ugrupowania polskie padło wówczas 70% głosów, w tym najwięcej (po ok. 20%) na ludowców i endeków oraz 13% na konserwatystów. Irytujący konkurentów przyrost głosów na kandydatów chłopskich wiązać należy z powstaniem w 1895 r. w Rzeszowie Stronnictwa Ludowego, które od 1903 r. występowało jako Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL). Do najważniejszych haseł tego ruchu należało równouprawnienie polityczne, poprawa sytuacji gospodarczej oraz ułatwienia w dostępie do oświaty. Liderem ludowców został Jan Stapiński, który będąc se- kretarzem Rady Naczelnej SL został wybrany w 1898 r. do wiedeńskiej Rady Pań- stwa, a od 1901 r. do Sejmu Krajowego. Jednak sukcesy ruchu ludowego oraz postępująca współpraca Stapińskiego z konserwatystami wywołały opór pozostałych działaczy chłopskich i wyodrębnienie się w 1913 r. PSL „Piast" na czele z Jakubem Bojko i Wincentym Witosem. Jednym ze szczególnie zapalnych tematów było subsydiowanie Stronnictwa przez rząd. Oliwy do ognia dolali posłowie socjalistyczni, którzy piętnując pieniącą się korupcję ostro dyskredytowali uprawianą zarówno przez rząd centralny, jak i namiestnika politykę w Galicji. W Sejmie Krajowym legalna Polska Partia Socjal- Demokratyczna Galicji i Śląska Cieszyńskiego (PPSD) oraz Ukraińska Partia Socjal- Demokratyczna (USPD) miały w 1908 r. 6 posłów — 4 polskich i 2 ukraińskich. Wielką indywidualnością ruchu był Ignacy Daszyński, który zanim znalazł się w parlamencie austriackim w 1897 r. zdążył mieć 24 procesy polityczne. Jego manifestacje miały często szokujący wyraz: np. 2 lutego 1905 r. na Rynku w Krakowie podpalił portret cara, a później uczestniczył w odparciu szarżującego oddziału policji. Stale też przypominał socjalistom z innych zaborów, że mają oni obowiązek skoncentrowania się na walce o odzyskanie niepodległości kraju. Do- 26 tyczyło to zwłaszcza polskich socjalistów z zaboru pruskiego, zdominowanych przez potężną Socjaldemokratyczną Partię Niemiec (SPD). Jej działacze, by wskazać na lidera górnośląskiej SPD Eduarda Wintera, utożsamiali „polskość" z klery- kalizmem i nacjonalizmem. Jego zdaniem najlepszą drogą zjednoczenia wszystkich robotników do walki o socjalizm byłoby zgermanizowanie Polaków. Niezależnie od tego, jak łagodne słowa dobierali działacze SPD dla uzasadnienia germanizacji obejmującej wszystkich mieszkańców Rzeszy, napotykali ostrą krytykę zwłaszcza ze strony polskiego kleru, ale też części niemieckiej partii Centrum. Najgłośniej protestowali „wszechpolacy", którzy działaczy SPD nazywali socjal-hakatystami. PPS zaboru pruskiego zerwała ostatecznie z SPD w 1913 r. Tym samym zakończyła się frustrująca, także wielu polskich socjalistów, więź organizacyjna z „socjalhakatystami", wrogami nie tylko polskości, ale i Kościoła. Najwyraźniej rozbicie polskiego ruchu socjalistycznego na nurt niepodległo- ściowy oraz nurt internacjonalistyczny wystąpiło w Królestwie. Trwała pamięć o ideałach oraz tragicznym losie Ludwika Waryńskiego i kierowanej przez niego tajnej partii „Proletariat" przyczyniła się do tego, że nurt internacjonalistyczny — kategorycznie zwalczany zarówno przez władze, jak i niepodległościowców — stawał do rywalizacji o wpływy i zwolenników w niekorzystnej sytuacji. Stopniowo jednak Polska Partia Socjalistyczna zdobywała przewagę nad Socjaldemokracją Królestwa Polskiego (od 1900 r. także Litwy, stąd skrót SDKPiL). Pierwsza z nich łączyła w swym programie hasło walki o niepodległość Polski z walką o przebudowę społeczeństwa w duchu socjalistycznym. SDKPiL natomiast stojąc na stanowisku internacjonalistycznym negowała postulat niepodległości Polski w przekonaniu, że zwycięstwo rewolucji proletariackiej w skali ogólnoeuropejskiej rozwiąże kwestie narodowe. Róża Luksemburg — główny teoretyk ruchu — twierdziła, że epoka państw narodowych to już historia. W odezwie adresowanej do polskich robotników apelowała: „Nie wierzcie tym, co was będą namawiali do odbudowy państwa polskiego! Nie oczekujcie żadnego zbawienia od niezależnej Polski, bo ona was nie zbawi! W niezależnej Polsce będzie nad wami bat polski, jak jest dziś rosyjski. Niechże was nie wzywają do tłuczenia głową w mur. Niech dadzą wam spokój z niepodległą Polską". Zgoła odmienne podejście reprezentowali liderzy PPS, którzy wstępując na drogę walki o odrodzenie państwa uznawali je za wartość nadrzędną, ogólnospo- łeczną, ważniejszą od partykularnych interesów klasowych. Pozwoliło to Adolfo-wi Nowaczyńskiemu, publicyście związanemu z endecją, skonstatować, że Piłsudski — jedna z głównych postaci polskiego socjalizmu w Królestwie — wysiadł z socjalistycznego tramwaju na przystanku „Niepodległość". Napisano już wcześniej, że dla rozwoju organizacyjnego oraz popularności ideałów socjalizmu przełomowe znaczenie miała rewolucja 1905 r. Jeśli przed nią PPS, SDKPiL oraz „Bund" (Powszechny Żydowski Związek Robotniczy) liczyły w sumie kilka tysięcy członków, to na przełomie lat 1906-1907 PPS i SDKPiL prze- kroczyły 100 tysięcy (odpowiednio: 60 i 40 tysięcy). Tak ogromny przypływ członków, a jeszcze większy sympatyków dynamizował dyskusje dotyczące taktyki i długofalowej strategii. W listopadzie 1906 r. na IX zjeździe PPS, który odbył się w Wiedniu, doszło do rozłamu. „Starzy" z Piłsudskim na czele opowiedzieli się za kontynuowaniem akcji bojowo-sabotażowych, traktując uczestników akcji jako 27 zaczyn narodowego wojska. „Młodzi", za którymi stało 2/3 członków partii, byli tej taktyce przeciwni. Zdołali też przeforsować wykluczenie „starych", którzy utworzyli nową partię pod nazwą PPS-Frakcja Rewolucyjna. W samej nazwie był kamuflaż, gdyż dominującym punktem programu partii była niepodległość, a nie rewolucja. Natomiast PPS-Lewica zbliżyła się do internacjonalistycznego programu SDKPiL, chociaż nadal łączyła swą walkę o socjalizm z prawem narodu polskiego do życia w samodzielnym państwie. Spory na tym tle, z różnie rozłożonymi akcentami, stanowiły oś polskiego ruchu socjalistycznego w całym XX w. Równolegle w polskim życiu społeczno-politycznym trwał nieustanny bój o młodzież, która była z natury rzeczy bardziej podatna na buńczuczne nawet hasła o charakterze rewolucyjnym patriotyczno-niepodległościowym. Większość młodych ludzi była przepojona ideałami wszechpolskimi i solidarystycznymi. Najwcześniej i najlepiej rozwijał się ruch młodzieżowy w gimnazjach i wśród studentów, gdzie dominowały kółka samokształceniowe i naukowo-literackie. Na przełomie XIX i XX w. najsilniejszą organizacją trójzaborową był działający w kon- spiracji Związek Młodzieży Polskiej „Zet", powstały w 1887 r. w Krakowie z ini- cjatywy i pod ideologicznym parasolem endeckiej Ligi Polskiej (później Narodo- wej). Nakreślony wówczas program stawiał przed członkami o różnym stopniu wtajemniczenia jednoznaczny cel: dążenie do niepodległej Polski. Stosunkowo duże wpływy zdobył sobie także Związek Stowarzyszeń Polskiej Młodzieży Po- stępowej, który od 1899 r. starał się organ'-"^-nr mync lewicowo-radykalne kółka młodzieży akademickiej. Przez cały ten okres między endecją, Kościołem i socjalistami trwała ostra ry- walizacja o wpływy w najbardziej masowej organizacji „Sokół", założonej w 1867 r. we Lwowie. Organizacja ta, koncentrująca się na rozwoju kultury fizycznej w po- łączeniu z działalnością oświatowo-wychowawczą, zdobywała licznych członków i sprzymierzeńców najpierw na terenie Galicji i Śląska Cieszyńskiego. W 1885 r. gniazda „Sokoła" powstały w zaborze pruskim, a od 1905 r. działały nielegalnie na terenie Kongresówki. Zasługi tej organizacji, łączącej ćwiczenia sportowo-obozowo- wojskowe z edukacją patriotyczną, polegającą na przybliżaniu polskiej historii, literatury i geografii, można w okresie niewoli narodowej porównywać tylko ze skautingiem, który rozwijał się w Polsce od lat 1909-1910 pod swojską nazwą „harcerstwo" (harcerzami lub harcownikami nazywano żołnierzy, którzy w XVI i XVII w. podejmowali walkę przed rozpoczęciem walnej bitwy). Harcerstwo — z inspiracji osób skupionych wokół Andrzeja Małkowskiego, tłumacza podręcznika skautingu pióra R. Baden-Powella — obok charakterystycznych dla tego ruchu zadań przygotowywało moralnie i fizycznie polską młodzież do walki zbrojnej o niepodległość. Walka ta była wpisana w propagowane ideały skautingu wspólne dla całej ludzkości (patriotyzm, obowiązkowość, godność, braterstwo, pomoc bliźniemu), aczkolwiek nie zapominano o cechach właściwych tradycji brytyjskiej, przywiązanej do dżentelmena — szanującego reguły gry, godnego zaufania, gotowego do służby w interesie państwa i swojego Kościoła. Popularność skautingu wśród młodzieży wynikała z tego, że łączył on trzy elementy — system gier i zabaw, zdobywanie stopni i sprawności oraz system zastępowy wykorzy- stujący naturalną wśród ludzi młodych skłonność do łączenia się w „paczki ró- wieśnicze". 28 Doświadczenie płynące z rewolucji-powstania lat 1905-1907 było z dziejowej perspektywy przełomowe. W okresie tych burzliwych ruchów społecznych pojęcia Polska — Polak nabrały bardziej realnych treści, stały się konkretem, kojarzącym się z jednostką mającą swój język i wiarę, swoją godność osobistą i zbiorową, z czym każdy, także urzędnik reprezentujący zaborcę, powinien się liczyć. Żywe echa wydarzeń z Królestwa w pozostałych zaborach wzmacniały więzi międzyzaborowe, ponawiając dyskurs o wyższości tej lub innej formy walki o przetrwanie narodu dążącego do posiadania własnego państwa. Nie był to problem błahy, jeśli zważyć rozlegające się z różnych stron opinie, że Polacy nie są zdolni do odpowiedzialnego rządzenia się. Ich najpoważniejsze źródło tkwiło w rozstroju politycznym i zastoju gospodarczym, które zachęcały sąsiadów do zawładnięcia osłabioną i swarliwą Polską. Było to jednak zjawisko szersze, gdyż — jak tego dowiódł Jerzy Topolski m. in. w pracy Wielkopolska poprzez wieki — wpłynęło na rozwój stereotypu „cywilizowanego Zachodu" oraz „barbarzyńskiego, zacofanego Wschodu". Oczywiście nie był to wyłącznie slogan propagandowy, jak o tym przekonują liczne prace, tak polskie, jak i obce, od ob- serwacji Stanisława Staszica poczynając, który w Przestrogach dla Polski z 1790 r. alarmował, że gdy „Polska dopiero w wieku piętnastym, cała Europa już wiek osiemnasty kończy". Chodzi natomiast o przekucie trafnej obserwacji w panger- mańską broń o stricte politycznym i propagandowym charakterze. Pod tym względem wiek XIX przynosi wiele nowości wyrażających się rozwojem ideologii nacjonalistycznej wynoszącej własny naród ponad inne. Jakkolwiek ideologia ta dała znać o sobie w każdym kraju, to jednak szczególnie złowroga okazała się ona w Niemczech, gdzie wspierała się na powszechnym przekonaniu o wyższości Niemców nad wszystkimi innymi narodowościami, a już zwłaszcza zamieszkującymi na wschodzie i południu kontynentu. „Niemieckość" traktowana jako coś lepszego oraz najważniejsze kryterium świadczące o przynależności do lepszego gatunku ludzkiego przypisywała sobie zasługi twórcy pomników kultury materialnej, które przyozdabiały miasta południowo-wschodnich ziem polskich od Krakowa po Lwów. „Niemieckiemu porządkowi" oraz „niemieckim cnotom", które potrafiły pokonywać piętrzące się przed nimi trudności, propaganda wielkoniemiecka przeciwstawiła „polnische Wirtschaft" (polską gospodarkę) czy „polnischer Reichstag" (polski Sejm), jako charakterystyczny dla Polaków zespół cech negatywnych. Za Dziennikami z Polski Johanna Georga Forstera z drugiej po- łowy XVIII w. niechętni Polsce i Polakom politycy, a zwłaszcza publicyści kreowali obraz „brudnych, leniwych i nie myślących Polaków". Rozprzestrzenianie się stereotypu „polnische Wirtschaft", co Hubert Orłowski ściśle wiąże z polsko-niemieckim sąsiedztwem oraz siłą niemieckiej gospodarki i kultury materialnej, zaowocowało reperkusjami o najbardziej egzotycznych konfiguracjach. Z upodobaniem rozpamiętywano zdanie przypisywane Bismarckowi, że jeśli chce się zniszczyć Polaków, to należy przystać na ich sa- modzielne rządy. Wspomnieć można zbliżoną opinię Fryderyka Engelsa... We francuskiej literaturze pięknej XIX w., choćby u Honoriusza Balzaka, Polacy wy- stępują najczęściej z bagażem pejoratywnych cech — jako ludzie lekkomyślni, utracjusze i awanturnicy skrywający swą niską kulturę życia codziennego za flaszką wódki. 29 Trzeba dobitnie podkreślić, że czarną legendę o Polsce i Polakach powielała i utrwalała szkoła, odgrywająca w systemie państwa pruskiego wyjątkowo dużą rolę. Jeśli w podręcznikach funkcjonujących do powstania cesarstwa w 1871 r. można było znaleźć informacje uznające rozbiory za bezprawne, to później szkoła stała się ogniwem nasilającej się walki z żywiołem polskim. Autorzy niemieckich podręczników nacisk kładli na rozkład wewnętrzny Polski, jej zacofanie gospo- darcze, uwiąd i rozkład instytucji państwowych, zdominowanych negatywnymi cechami stanu szlacheckiego. W podręcznikach podkreślano też złe położenie chłopów i brak praw mieszczan, wszechwładzę duchowieństwa katolickiego, nadmierną rolę Żydów oraz powszechne zamiłowanie do pijaństwa. Rodziło to i uzasadniało poczucie niższości Polaków. Niebagatelną rolę odgrywało także to, że wszelkie drogi awansu społecznego, politycznego i kulturowego związane były z akceptacją niemieckości. W wielu środowiskach nieobcy był też podziw dla osiągnięć niemieckich w różnych dziedzinach. Długotrwały związek z państwem Ho- henzollernów, z szeroko rozumianą gospodarczo-cywilizacyjną kulturą niemiecką wzmagały obawy elity polskiej w zaborze pruskim o trwałe związanie się różnych grup ludności polskiej z Prusami i Niemcami. Specyfika walki przeciwko germanizacji w zaborze pruskim polegała na tym, że wiele form tej walki nie byłoby możliwych lub byłyby zgoła śmieszne np. w Królestwie. Wielkie Księstwo Poznańskie (29 tyś. km2 ; 2,1 mln ludności w 1910 r.) jako integralna część Niemiec podlegało ogólnoniemieckiemu systemowi prawnemu, na ogół respektowanemu i stosowanemu równo wobec wszystkich obywateli. Miało to związek z tym, że najwcześniej pod zaborem pruskim zaczęto dystansować się od romantyzmu jako kierunku społeczno-politycznego mającego służyć odrodzeniu państwa. Zasadnicze znaczenie zaczęli polscy liderzy w Po- znańskiem przydawać pracy organicznej, jej istotą było zastąpienie konspiracji, powstań i beznadziejnej —jak sądzili — walki orężnej zbiorowym wysiłkiem Po- laków dla podniesienia ich zdolności wytwórczych oraz ogólnej kultury poprzez dobrą organizację, pomoc wzajemną i edukację. Pierwszą tego typu inicjatywą było Kasyno w Gostyniu, powstałe z inicjatywy Gustawa Potworowskiego w 1835 r. i grupujące przede wszystkim ziemian oraz działających na tym terenie księży katolickich. O głównych kierunkach działalności Kasyna, opracowanych i popularyzowanych przez Stefana Jankowiaka, świadczy aktywność jego trzech wydziałów — skupiających zresztą także miejscowych Niemców: rolniczo-przemysłowego, literackiego oraz dobroczynnego. Trwałym dorobkiem dziesięcioletniej działalności Kasyna, w ramach którego ogromne zasługi położył m. in. Edmund Bojanowski (muzeum jego imienia znajduje się w Grabonogu koło Gostynia), była popularyzacja „ulepszeń gospodarczych" oraz wspieranie „moralności włościan". Spośród licznych regionalnych i lokalnych inicjatyw organicznikowskich palmę pierwszeństwa dzierży „Bazar". Była to spółka akcyjna założona w 1838 r. w Poznaniu z inicjatywy Karola Marcinkowskiego. Skupiała ona zamożne miesz- czaństwo, ziemian oraz najświatlejszych przedstawicieli inteligencji. W specjalnie wybudowanym niedaleko Starego Rynku gmachu, mieszczącym hotel, sklepy oraz sale do spotkań, ogniskowało się życie społeczno-polityczne i towarzyskie Poznania i Wielkopolski w XIX i XX wieku. 30 Konsolidacja żywiołu polskiego w zaborze pruskim na tle obrony religii i języka w sposób ścisły łączyła się z prowadzoną od 1886 r. akcją wykupywania ziemi z rąk polskich i osiedlania na niej chłopów sprowadzanych z głębi Niemiec. Utworzona wówczas Komisja Osadnicza (nazywana częściej Kolonizacyjną) dysponowała w zasadzie nieograniczonymi funduszami. Do 1914 r. wydatkowano w jej ramach olbrzymią sumę 955 min marek, co umożliwiło osiedlenie ok. 150 tyś. rodzin. W skali ogólnej rywalizacji obu żywiołów narodowych był to efekt mizerny. Jednocześnie bowiem duża liczba Niemców, ciążąc do wyżej zindustrializowanego Zachodu (Berlina, Westfalii), opuszczała Wielkopolskę uchodząc także przed coraz jawniej manifestowaną niechęcią i wrogością Polaków. Cywilizacyjnej misji Niemców, łączonej przez Polaków z luteranizacją, żywioł rodzinny przeciwstawił nieźle zorganizowany na bazie pracy organicznej opór, który umacniał się każdą piędzią ziemi wykupioną przez Polaka od Niemca. Ważną cechą wielkopolskich organiczników było poczucie odpowiedzialności sfer wyżej wykształconych za społeczeństwo jako całość. Upowszechniające się myślenie kategoriami ogólnospołecznymi było szczególnie widoczne w działalności takich osób, jak Karol Marcinkowski (1800-1846) i Hipolit Cegielski (1813-1868), którzy często występują w roli reprezentantów dość licznego grona wielkopolskich organiczników. Wszyscy oni kładli nacisk na długofalowe działania o charakterze gospodarczo-społecznym, mające zwiększyć konkurencyjność Polaków w stosunku do zaborców oraz innych narodowości. Postawa ta wywoływała krytykę rzeczników wyzwolenia narodowego za pomocą walki zbrojnej. Zarzucano im nawet zdradę idei niepodległościowej oraz wysługiwanie się zaborcom. W miarę rozwijania się pracy organicznej — napisał John J. Kulczycki —Ć rosła agresja rządu pruskiego do polskojęzycznych obywateli powodując, że jedna wrogość „karmiła się wrogością drugiej". W tak ukształtowanym „błędnym kole" dyskryminacyjne praktyki rządu przyczyniały się do wzmocnienia polskiej solidarności narodowej, chociaż — w intencji rządu — miały temu zapobiegać. Napięcia towarzyszące tej rywalizacji społeczno-ekonomicznej znakomicie oddaje list Marii Konopnickiej pisany 24 maja 1900 r. do Henryka Sienkiewicza, w którym namawiała go do odwiedzenia Poznania: „W Panu teraz duch narodu żyje. Niech oni Pana zobaczą twarzą w twarz. A to będzie na winnych sąd i pogrom, a dla słabych umocnienie, a dla zgorszonych oczyszczenie. A dla ziemi obrona i pomoc". Polacy zwiększając swój stan posiadania wywoływali różne retorsje władz pru- skich. Głośne zwłaszcza stały się utrudnienia dla nowych polskich właścicieli ziemi, których m. in. doświadczył Michał Drzymała, chłop ze wsi Podgradowice. Wobec odmowy zgody na budowę domu i zabudowań na legalnie nabytej od Niemca ziemi, przez kilka lat mieszkał w wozie cyrkowym, dając okazję do anty- germańskich manifestacji. Inną głośną inicjatywą wymierzoną w Polaków było wydalenie ok. 30 tyś. Polaków z innych zaborów, którzy nie posiadali obywatelstwa niemieckiego. Byli oni chętnie zatrudniani także przez Niemców cierpiących na brak rąk do pracy w związku z odpływem Niemców do lepiej płatnych prac w miastach i szybko się rozwijających okręgach przemysłowych. 31 Ograniczone efekty miały też inne metody popierania niemczyzny, jak np. przyznawanie od 1898 r. dziesięcioprocentowych dodatków do pensji dla urzęd- ników pruskich, którzy przepracowali we wschodnich prowincjach Rzeszy przy- najmniej pięć lat i cieszyli się dobrą opinią władz. Wśród promotorów tej akcji był założony w Poznaniu w 1894 r. Deutscher Ostmarkenverein zwany popularnie Hakatą, od pierwszych liter nazwisk współzałożycieli organizacji. Pierwszy z nich, Ferdynand von Hansemann, był uszlachconym dziedzicem hrabstwa leszczyń- skiego Sułkowskich, a zarazem wnukiem Dawida, pruskiego premiera. Członkami Hakaty byli prawie wszyscy urzędnicy pruscy, którzy działali na ziemiach polskich. Także w tym przypadku można mówić o skutkach odwrotnych od założonych. Wojciech Korfanty np. swoje uświadomienie narodowe przypisywał „hakatystycz- nym profesorom z gimnazjum w Katowicach, którzy zohydzaniem wszystkiego co polskie i co katolickie wzbudzali we mnie ciekawość do książki polskiej, z której pragnąłem się dowiedzieć, czym jest ten lżony i poniżany naród, którego językiem w mojej rodzinie mówiłem". Przykłady te pokazują, że sprowadzanie antypolskiej polityki do centralistycznych dążeń kanclerza Bismarcka (skądinąd nie mającego wobec Polaków specjalnych uprzedzeń) nie jest uzasadnione. Jego dymisja w 1890 r. w niczym nie zmniejszyła nacisku germanizacyjnego, by przypomnieć powstanie Hakaty, konflikt w sprawie nauczania religii w języku polskim, zakaz budowy domów na gruntach rolnych bez zgody władz (casus Drzymały), ustawę wywłaszczeniową z 1908 r. pozwalającą Komisji Kolonizacyjnej na przymusowy wykup ziemi z rąk polskich (słynne „rugi pruskie"), czy też tzw. ustawę kagańcową z tegoż roku wprowadzającą język niemiecki na wszystkie zebrania publiczne (poza wiecami wyborczymi). Siłę oporu Polaków w zaborze pruskim widzieć należy w kontekście rozsze- rzającego się stereotypu Polaka-katolika i Niemca-protestanta. Procesowi temu towarzyszyła wulgaryzacja sądów, ocen i wyobrażeń Niemców w polskiej opinii publicznej. To wówczas ugruntował się stereotyp Niemca-Prusaka (także jako okre- ślenie na karalucha, nazywanego zresztą przez Niemców „Franzosen"), który z kategorii „przeciwnik" został przesunięty do kategorii „wróg". Współkształto-wany przez Kościół stereotyp Prusaka wskazywał na brutalność metod polityki germanizacyjnej (stawianie siły ponad prawem), naruszającej nawet świętą zasadę prywatnej własności. Oddolna mobilizacja społeczeństwa polskiego znalazła wyraz w rozwoju or- ganizacji i stowarzyszeń z reguły wyznających zasady solidaryzmu społecznego. Walka władz pruskich z Kościołem katolickim spowodowała poważny wzrost społeczno-politycznej roli księży, skupiających w kościołach ludzi, którzy z wi- docznym zaangażowaniem śpiewali pieśń „My chcemy Boga" (w domu, szkole, on jest nam królem, on nasz Pan). Pieśnią tą zresztą rozpoczynano i kończono większość zebrań stowarzyszeń katolickich (panien, mężczyzn, młodzieży itp.). Księża podczas nauki religii, w kazaniach wygłaszanych z okazji rocznic o cha- rakterze patriotycznym oraz w wielu sytuacjach zachodzących między kapłanem i wiernymi przypominali ciągle o prawie Polaków do swego wyznania i mowy. 32 Ksiądz, w sytuacji kiedy polskość była kojarzona niemal wyłącznie z plebej- skością, stawał się także powiernikiem interesów ludu, zachęcanego do korzystania z dobrodziejstw oferowanych przez Towarzystwo Czytelni Ludowych (działało od 1880 r. w duchu założeń organiczników) czy polskich banków, z powstałym w 1885 r. w Poznaniu Bankiem Związku Spółek Zarobkowych. Wśród wybitnych Wielkopolan związanych z tą działalnością wyróżnił się ksiądz Piotr Wawrzyniak, będący kuratorem tego prężnego banku, a w latach 1891-1910 patronem całego Związku Spółek Zarobkowych. Proboszczowie byli z reguły patronami powstających kółek rolniczych (pierwsze założone zostało w Dolsku w 1866 r.), które odegrały dużą rolę w rozwoju wielkopolskiej spółdzielczości. Kółka rolnicze, według ideałów zaszczepionych im przez Maksymiliana Jackowskiego, nazywanego „królem chłopów", miały upowszechniać nowoczesne gospodarowanie, zwłaszcza wśród średnich i zamoż- niejszych chłopów, pielęgnujących polskie obyczaje i rodzimą kulturę. Rozwój kółek rolniczych (w 1900 r. było ich 200) wiązał się z popieraniem tej formy aktyw- ności przez światłych ziemian, jak chociażby Dezyderego Chłapowskiego prowa- dzącego w Turwi k. Kościana wzorcowe gospodarstwo rolne. Sukcesy na tym polu, kontynuowane i rozwijane przez syna Kazimierza w Kopaszewie k. Kościana, współgrały z ożywioną, wielopłaszczyznową działalnością narodową. Długość sieci kolejowej i dróg bitych na ziemiach polskich w 1912 r. (w kilometrach) Region KOLE] Długość linii w km Długość linii w km na 100 tyś. mieszkańców Wielkie Księstwo Po/nnńskir 2890 235 Pomorze Gdańskie 2 250 130 Galicja Królestwo Polskie 4120 3 596 51 28 Litwa i Białoruś 6350 49 Ukraina 3817 31 Górny Śląsk 2910 190 Region DROGI Długość linii w km Długość linii w km na 100 tyś. mieszkańców Wielkie Księstwo Poznańskie 7197 337 Pomorze Gdańskie 7031 407 Galicja Królestwo Polskie 15241 9164 188 72 Litwa i Białoruś 4125 32 Ukraina 2305 18 Górny Śląsk 4590 203 33 Skutkiem dynamicznego rozwoju gospodarczego Niemiec oraz przybierającej różne formy rywalizacji z niemczyzną ze strony Polaków zabór pruski stał się najbardziej zaawansowanym cywilizacyjnie obszarem ziem polskich. Tramwaje z napędem elektrycznym, które pojawiły' się w Poznaniu w 1898 rv przewiozły w 1913 r. ponad 13 min pasażerów. Dwutorowa siec obejmowała 44 km. Na dziesięciu liniach tramwajowych jeździło 286 wozów motorowych i 40 doczepnych. Inne ślady tej przewagi, chociażby w rolnictwie, rozwoju kolejnictwa czy drogownictwa czy też w łączeniu patriotyzmu z mierzoną realnymi efektami pracą dla narodu zaliczane są do trwałych elementów wielkopolskiej świadomości społecznej. Zarazem jednak rozwijający się i okresowo dominujący w zaborze pruskim solidaryzm narodowy nie sprzyjał kształtowaniu się bogatszych form życia poli- tycznego. W zaborze pruskim — wcześniej niż na ziemiach pozostałych zaborów — zaczęła się upowszechniać misja dziejowa polskiej inteligencji wyrażająca się w przekonaniu, że to właśnie ta grupa społeczna będzie przewodziła narodowi w odzyskaniu niepodległości. Postulat odpowiedzialności inteligencji za naród Karol Libelt w 1844 r. wiązał z tym, że inteligencja „to wszyscy, co troskliwsze i rozleglejsze odebrawszy po szkołach wyższych i instytutach wychowanie, stają na czele narodu jako uczeni, urzędnicy, nauczyciele, duchowni, przemysłowi zgoła, którzy mu przewodzą wskutek swojej oświaty". Wymierzona w politykę zaborców aktywność inteligencji wiązała się także z antypolską polityką władz, które uniemożliwiały dostęp do atrakcyjniejszych stanowisk urzędniczych oraz utrudniały kariery prawnicze, lekarskie, naukowe. Towarzyszące temu frustracje, także materialnej natury, wzmagały chęć zmiany istniejącego porządku. Akcentując rolę elit w rozwoju ludzkości, inteligencja wiel- kopolska, ale także polska widziała się nie tylko w roli oczywistego przywódcy walki o niepodległość, ale także lidera perspektywicznego, w kraju wyzwolonym spod obcego panowania. Inteligencja stając się samodzielną, autonomiczną warstwą społeczną prowadziła zarazem ostrą walkę o posady i kariery. Jej materialna zależność od pracodawcy, którym nierzadko bywał przedstawiciel zaborczej władzy, prowadziła do licznych konfliktów moralnych. Także w jej szeregach drobne nieraz ustępstwa ze strony zaborcy prowadziły do rozwoju postaw lojalistycznych i dystansowania się od programu niepodległościowego. Przełom wieków to postęp w rozwoju mitu o niepodległościowej misji polskiej inteligencji, który stał się z biegiem lat jednym z podstawowych elementów jej tożsamości jako syntezy pierwiastków romantycznych i pozytywistycznych. Ideę walki zbrojnej jako czynnika pozwalającego wybić się na niepodległość upo- wszechniały jednostki niepokorne, nonkonformistyczne, buntownicze. Przekonywały one, że naród polski potrafi zwyciężyć trzy potężne mocarstwa, chociaż zdawało się to przeczyć zdrowemu rozsądkowi. Mimo to wiara ta była stale żywa i społecznie obecna. Siła polskich zabiegów o niepodległość polegała na tym, że nurt romantyczny doznał silnego wsparcia ze strony rzeczników pracy organicznej, szeroko rozumianych pozytywistów. Choć niejednokrotnie oba te nurty zwalczały się, to jednak w ostatecznym rachunku uzupełniały się i wzajemnie dopełniały. Romantyzm nie pozwalał zapomnieć o chwalebnych kartach historii narodowej i stale przypominał o poświęceniu dla ojczyzny wszystkiego, także osobi- 34 stego szczęścia i życia; pozytywizm eksponował konieczność mrówczej pracy dla ratowania narodu i jego przetrwania z uwzględnieniem wartości ekonomicznych i kulturowych. Szczególna rola inteligencji polskiej polegała na tym, że łączyła i często repre- zentowała aspiracje niepodległościowe właściwe dla innych warstw. Dotyczy to nie tylko dość słabej polskiej burżuazji, przegrywającej najczęściej z konkurentem mającym poparcie swego rządu, ale także szlachty odchodzącej w cień dziejów. Oczywiście ludzie z arystokracji nadal zajmowali wysokie stanowiska w rządach, dyplomacji, parlamentach (zwłaszcza w izbach wyższych), wśród generalicji. W tych obszarach kapitalistyczny i postfeudalny świat ściśle się zazębiał powodując, że w wielu organizacjach gospodarczych, radach nadzorczych zasiadali książęta, hrabiowie — potomkowie dawnych i aktualnych fortun ziemskich. Wielu z nich cieszyło się prawdziwą estymą u prostego ludu. Andrzej Kwilecki, który z wielkim powodzeniem odtwarza dzieje swych antenatów i ich przyjaciół, opisał przyjazd do Kórnika w 1881 r. Władysława Zamoyskiego, siostrzeńca zmarłego przed rokiem ostatniego z Działyńskich — Jana. „Powitanie było tłumne, serdeczne, a nawet entuzjastyczne [...] Przy wjeździe do miasteczka trzeba było opuście powozy — tłum był tak gęsty". Ileż emocji, także wśród prostego ludu, musiało wzbudzić przymusowe opusz- czenie Kórnika w 1885 r. przez Władysława Zamoyskiego, jego matki generałowej Jadwigi i siostry Marii, jako osób nie posiadających pruskiego obywatelstwa. „Emi- growali" do łagodnego wobec Polaków zaboru austriackiego — najpierw mieszkali w Lubowli, później w Kalwarii Zebrzydowskiej, w końcu osiedli w Kuźnicach koło Zakopanego. Panie zorganizowały tam sławną Szkołę Domową Pracy Kobiet, opartą na doświadczeniach wyniesionych z Komika, natomiast Władysław Zamoyski kupił, a następnie podarował narodowi Zakopane oraz wyprocesował Morskie Oko — naj- popularniejszy obiekt turystyczny w Tatrach Wysokich, położony na wysokości prawie 1400 m nad poziomem morza. Pozwolenie na czasowy, dwumiesięczny pobyt w Kórniku otrzymali Zamoyscy w 1912 r. Na stałe powrócili dopiero w 1920 r. Po śmierci Władysława w 1924 r. kilkanaście tysięcy hektarów pól i lasów oraz bogate zbiory biblioteczne i muzealne zostały przekazane na własność narodu. Ziemianie stanowiąc ułamkową część mieszkańców ziem polskich dominowali jako właściciele pól uprawnych, łąk i lasów. Wielka własność ziemska przeważała we wszystkich zaborach. Mniej niż połowę ziemi obejmowały gospodarstwa chłopskie, z reguły (zwłaszcza w Galicji) rozdrobnione i przeludnione. Z pracy na roli utrzymywało się na początku XX w. około 3/4 ludności ziem polskich, w tym niemal milionowa rzesza robotników rolnych. W miastach najliczniejszą grupę społeczną stanowili robotnicy przemysłowi, których ogółem było do półtora miliona. Najwięcej było ich w Królestwie (45%) i na Górnym Śląsku (15%); po 10% robotników przemysłowych było w Poznańskiem, na Pomorzu Gdańskim i w Galicji. Dzień pracy, wynoszący w połowie XIX w. 12-14 godzin, ulegał skróceniu do około 11 godzin w pierwszych latach XX w. Nagminne było zatrudnianie na gorszych warunkach płacowych kobiet oraz dzieci. Najgorsze pod tym względem stosunki panowały w zaborze rosyjskim, gdzie 35 ustawodawstwo pracy nie tylko było w powijakach, ale nadto było systematycznie łamane. Dość liczne drobnomieszczaństwo polskie rozwijało się przy silnej konkurencji drobnomieszczaństwa żydowskiego. Preferencje zawodowe Żydów obrazuje przeprowadzony na początku XIX w. spis w Kaliszu, z którego wynika, że na 88 kupców aż 80 było Żydami. Wśród rzemieślników dominującą pozycję zajmowali w krawiectwie (90 na 100 ogółem), kuśnierstwie (30 na 37), siodlarstwie i szklarstwie (3 na 4) ogółem. Niemal wyłącznie Żydzi byli faktorami i lekarzami, balwierzami, akuszerkami, garbarzami. Zdecydowaną przewagę wśród nich mieli Żydzi ortodoksyjni, wierni tradycji oraz wierzący w cadyków-cudotwórców. Odnotować też trzeba postępujący proces rozwoju grupy Żydów zasymilowanych, „oświeconych", których od ludności miejscowej dzieliła jedynie religia. Przykładem tej ewolucji był właśnie Kalisz, gdzie „oświeceni" Żydzi zbudowali na swój użytek osobną synagogę zlokalizowaną poza dzielnicą żydowską. Rekrutując się ze sfer inteligenckich, bogatych kupców, często przemysłowców — byli nieraz bardziej oddaleni od swych współwyznawców niż od Polaków. Sytuacja ludności żydowskiej ulegała okresowym zmianom wynikającym z różnie manifestowanych niechęci wywołanych odmienną religią, językiem, ubiorem, obyczajami, bardzo często bogactwem zdobytym głównie na handlu i obrocie pieniędzmi. Najczęściej też Żydzi byli obiektem pogromów, czyli zamachów na ich własność, często też życie, których dokonywały podburzane tłumy, zwykle z najniższych warstw społecznych. Przywódcy żydowscy, zarówno w skali światowej (po narodzinach ruchu syjonistycznego w 1897 r.), jak i lokalnej z powodzeniem odwoływali się do zagrożenia ze strony świata zewnętrznego, któremu prze- ciwstawiali solidarność i zwartość w obrębie swej grupy, cementowanej przede wszystkim przez religię. Dążenie do bycia razem w większych skupiskach powo- dowało, że Żydzi mieszkali przede wszystkim w mieście. Wieś znała ich najczęściej jako obwoźnych handlarzy i karczmarzy. Niezwykle rzadko Żydzi pracowali na roli. W niektórych miastach Królestwa, w tym także położonych centralnie, jak np. Łódź, jedna czwarta ogółu mieszkańców była Żydami. Napływ zruszczonych Żydów nazywanych litwakami nasilił się po 1889 r., kiedy rząd carski zakazał osiedlania się Żydów w centralnych guberniach Rosji. Niewielki odsetek (2-3%) ogółu mieszkańców stanowili Żydzi w zaborze pruskim. Duża ich część uważała się za Niemców, co poprawiało ich pozycję w stosunkach z władzami, ale dodatkowo antagonizowało stosunki z Polakami. Ostra też była niemiecko-żydowska rywalizacja na polu gospodarczym. W ciągu ostatnich trzech dziesięcioleci XIX w. na skutek podjętej przez Niemców „wojny kupców" liczba ludności żydowskiej spadła np. w Poznaniu o 2/3. Poważnej redukcji ulegała ona też w innych miastach i miasteczkach Wielkopolski, do czego przyczyniała się rosnąca agitacja endecji, która zdobywała w tym rejonie coraz liczniejszą klientelę. Ona też, upowszechniając nacjonalizm, stała się głównym sojusznikiem Kościoła katolickiego w walce z Żydami jako tymi, co ukrzyżowali Chrystusa, wyznają inną wiarę, a przy tym są bogaci. Z wielkim trudem przebijał się przez antyjudaistyczny szum pogląd o pewnej wyższości Żydów, którzy podobnie jak Polacy prześladowani i uciskani potrafili jednak bogacić się, współpracować i rozwijać gospodarczo. Powinni więc stano- 36 wić dla Polaków pewien wzór godny naśladowania. Tymczasem wzajemne sto- sunki układały się najczęściej konfliktowo. W ogólności bowiem Żydzi nie byli zachwyceni perspektywą odzyskania przez Polskę niepodległości. Ich sytuacja w wolnej Polsce — podobnie jak Niemców (obecnych nie tylko na historycznym pograniczu polsko-niemieckim, ale także w takich miastach Królestwa, jak np. Łódź, gdzie stanowili 28% mieszkańców) czy Ukraińców (dominujących w Galicji Wschodniej, gdzie Polaków było 25%) — mogła być taka sama lub raczej gorsza. Niepolska ludność zamieszkująca historyczne ziemie I Rzeczypospolitej znajdowała się na przełomie wieków w równej sytuacji wobec władz. Oczywiste byłyby natomiast preferencje dla Polaków, jeśli zdołaliby wybić się na niepodległość... Jakkolwiek w pierwszych latach XX w. perspektywa taka wydawała się bardzo odległa, to jednak konsolidacja żywiołu polskiego była niechętnie odbierana nie tylko przez władze zaborcze, ale także przez nie związaną z polskością część miesz- kańców. Stosunkowo najmniej (12-15%) było ich w Galicji Zachodniej, 25-30% w Królestwie, 40-45% w Prowincji Poznańskiej oraz na Śląsku Górnym i Cieszyńskim, 65% w Prusach Zachodnich i 75% w Galicji Wschodniej. Uwzględniając te dane, kwestionowane z różnych stron, ale odzwierciedlające generalną sytuację pod względem składu narodowościowego ziem polskich, można przyjąć, że Polaków w 1910 r. było około 17 min. Do liczby tej należy dodać emigrantów przyznających się do łączności z narodem i uważających się za Polaków. W latach 1870-1914 z ziem polskich wyemigrowało 3,5 min osób (w tym 2,5 min do Stanów Zjednoczonych). Szczególnie liczna była emigracja w zaborze pruskim, która objęła aż 20% ogółu mieszkańców. Największym skupiskiem Polaków poza granicami było Chicago (300 tyś.), Berlin (100 tyś.) i Petersburg (90 tyś.). Kolonie polskie rozsiane były po całym świecie. Wpływ tej grupy ludzi na losy sprawy polskiej był niewielki i malał wraz z pojawiającym się kolejnym pokoleniem, wtapiającym się najczęściej w środowisko zamieszkania i naród dominujący w danym państwie. Występujący w tym wypadku problem malejącej świadomości o swej przynależności etnicznej był także obecny na ziemiach polskich. Około 1870 r. zaledwie jedna trzecia ludzi mówiących po polsku miała świadomość przynależności do narodu polskiego. Większość zatem mieszkańców ziem polskich (licząc także osoby, które nie uważały języka polskiego za swój) znajdowała się na drodze do identyfikacji z najbliższym jedynie otoczeniem (jako „miejscowi") lub z narodem państwa panującego. Proces ten, obejmujący także okresowe uśpienie politycznej aktywności niepodległościowców koncentrujących się na poprawie substancji ekonomicznej Polaków oraz rozwoju kultury, utrudniał kształtowanie się nowoczesnego polskiego narodu. Splot wielu czynników spowodował, że najlepsze warunki do wykształcenia się wszystkich zasadniczych warstw w obrębie polskiej wspólnoty narodowej, obejmującej -na wzór innych społeczeństw narodowych — chłopów, robotników, drobnomieszczaństwo, inteligencję, burżuazję i ziemiaństwo — zaistniały w Królestwie Polskim. Szczególne znaczenie miało to, że w Królestwie, w obrębie zwartego polskiego terytorium etnicznego, zamieszkiwało dwie trzecie Polaków pozbawionych wobec zaborcy kompleksów, a nawet przeświadczonych o swej nad nimi wyższości. Walka administracji carskiej w Królestwie z polskością przez zakaz posługi- wania się językiem polskim w szkołach dała w efekcie skutki odwrotne od zamie- 37 rzeń. Jeszcze większą rolę odegrało forsowanie prawosławia kosztem innych wy- znań, zwłaszcza katolickiego. Walka z Kościołem przyczyniła się tak w Królestwie, jak i w Wielkim Księstwie Poznańskim do zwarcia szeregów, oporu, współdziałania słabszych przeciwko silniejszym. Polityka zmierzająca do „organicznego wcielenia" ziem polskich naruszała — jak to ujął Roman Wapiński — poczucie swojskości, zmuszając jednocześnie do wyraźnego określenia przynależności narodowej. Tym samym kryterium wyznaniowe urosło do szczególnie ważnego dla identyfikacji narodowej mieszkańców ziem polskich. Pojęcie Polak-katolik weszło do powszechnego użycia, także za granicą. Polacy za nieudaczników, półgłówków, jednostki nieokrzesane najchętniej brali ludzi ze Wschodu, z Rosjanami na czele. To jeden z powodów, że ani w XIX w., ani później stosunek Polaków do Rosjan nie był obarczony żadnymi kompleksami. Prze- ciwnie nawet — aktywniejsi, lepiej wykształceni, nowocześniejsi w sposobie bycia Polacy byli przekonani o swej wyższości, lepszości. Opinię taką zresztą podzielało wieki Rosjan traktujących Polaków jako okcydentalistów. Z tych przesłanek książę Ksawery Drucki-Lubecki, znakomity minister skarbu Królestwa Polskiego w latach 1821-1930, wyprowadzał perspektywę odbudowy niepodległego państwa polskiego: „nie wierzył on — charakteryzował go Leon Sapieha — ani w naszą własną siłę wybicia się na wolność, ani w niczyją obcą pomoc. Chciał, abyśmy korzystając z naszej wyższości intelektualnej (która jeszcze wtenczas istniała) pchali się nie tylko w Króle- stwie, ale i w Rosji do wszystkich urzędów i do tego doszli, aby nie Rosja nami, ale my Rosją rządzili". Trwałość tego przekonania, kultywowanego w różnych odmianach przez dziesięciolecia, chętnie łączono z generalnie niskim stanem powszechnej oświaty w Rosji. W 1913 r. na tysiąc mieszkańców zaboru rosyjskiego przypadało tylko 30 uczniów, w zaborze austriackim 130, a pruskim 194. Kiedy Polską były wspomnienia, mowa i wiara Każda wypowiedź odnosząca się do trudno mierzalnej sfery przeżyć i emocji zachęca do krytyki lub innego rozkładania akcentów. Panuje wszakże zgoda ba- daczy i popularyzatorów wiedzy historycznej, że szczególnie ważnym, okresowo głównym spoiwem łączącym społeczeństwo polskie z trzech zaborów była ta sama mniej więcej tradycja, wspólny język i wiara katolicka, które pospołu stanowiły oś ponadzaborowej świadomości narodowej. Szeroko rozumiana kultura, jak to ujął Janusz Żarnowski w pięknej książce Ojczyzną był język i mowa, musiała zastąpić nie istniejące instytucje państwowe, jak rząd, administracja, wojsko. „Musiała wytworzyć więzy moralne na tyle silne, by w pewnym chociażby stopniu zastąpiły więzy fizyczne i przymus państwowy. Do tego zaś kultura krajów pod obcym panowaniem prawie zawsze natrafiała na zdecydowane przeciwdziałanie, a nawet na planową akcję wyniszczającą ze strony zaborcy". W tym kontekście niezastąpioną rolę spełniała autonomia galicyjska, która służy dla eksponowania ponadregionalnej prawdy o różnych drogach prowadzących do niepodległości. Elita narodu, gdyż o nie] w tym wypadku trzeba przede wszyst- 38 kim mówić, kroczyła do tego celu różnymi ścieżkami, jakże łatwymi współcześnie do chwalenia lub ganienia. Ważne jednak było to, że (nawet niezależnie od motywów) marsz ten miał miejsce i był kontynuowany przez kolejne pokolenia, które uznawały za słuszne i potrzebne podkreślanie swego przywiązania do polskości. Ważne więc było np. to, że Kraków był wówczas nie tylko historyczną, ale duchową stolicą Polski, że pielgrzymki do Częstochowy organizowane przez polskich księży napotykały różne utrudnienia nie tylko władz, ale także powolnych im hierarchów, że w stulecie Odsieczy Wiedeńskiej nasiliła się rywalizacja polsko--niemiecka o to, kto faktycznie był dowódcą tej wiktorii, że światowej sławy pianista i kompozytor Ignacy J. Paderewski funduje w Krakowie pomnik grunwaldzki w 500-lecie tego wydarzenia, że koncertuje po świecie oddając fenomenalnie polski klimat muzyki Chopina, że noblista Henryk Sienkiewicz organizuje w 1907 r. międzynarodową ankietę antypruską, na którą otrzymuje 254 odpowiedzi w tym takich noblistów, jak Frederic Passy i Berthy von Suttner, oraz tak znanych ludzi, jak Georg Bernard Shaw (noblista z 1925 r.), Maurice Maeterlinck (noblista z 1911 r.) czy Knut Hamsun (noblista z 1920 r.), że wystawiają swe dzieła polscy artyści, że powstają polskie stowarzyszenia, partie, szkoły prywatne, biblioteki, chóry, polskie kluby — wioślarzy, piłkarzy, cyklistów. Był to więc nurt i szeroki, i wielobarwny, a przede wszystkim ponadzaborowy, jak mawiano — wszechpolski. Ważne było także to, że w każdym, nawet najtrud- niejszym momencie polscy niepodległościowcy mogli liczyć na „galicyjskie oparcie". Kiedy bowiem w Królestwie szalał antypolski terror związany z Powstaniem Styczniowym, a w zaborze pruskim realizowane były centralistyczne ustawy Bismarcka, w Galicji postępował proces kształtowania się jej autonomicznego ustroju. Jakkolwiek nie był to proces wolny od konfliktów (stale pamiętać trzeba, że w Galicji liczba Rusinów, tj. Ukraińców, dorównywała Polakom), to jednak krok po kroku powstawały polskie instytucje, takie jak Sejm Krajowy z marszałkiem na czele i Wydział Krajowy (organ wykonawczy Sejmu, o kompetencjach zbliżonych do rządu) oraz Rada Szkolna Krajowa. Od 1871 r. w składzie rządu wiedeńskiego był minister do spraw Galicji. Funkcję tę najpierw pełnił Kazimierz Grocholski, a później przez piętnaście lat Florian Ziemiałkowski. Ogromne znaczenie miało to, że od Wiosny Ludów 1848 r. aż do wybuchu wojny w 1914 r. na czele administracji galicyjskiej stał zawsze Polak. Zaufanie, jakim darzył ich zręczny i jak wielu sądziło dobrotliwy cesarz Franciszek Józef, wiązało się z konsekwentnie realizowaną polityką lojalności. Nie był to wybór łatwy ani prosty. Ugoda z zaborcą była dla jednych zdradą interesów narodowych, dla innych metodą walki nie tylko o przetrwanie, ale także rozwój polskości. Dziś chylą się głowy przed mądrością „krakusów", którzy stosunkowo skromnymi ofiarami (jeśli wyłączyć z tego rabację Jakuba Szeli) osiągnęli tak wiele. Trudno negować, że prawo używania języka polskiego w szkolnictwie i administracji umożliwiało rozwój jawnego życia politycznego i niepodległościowego. W Galicji też działały jedyne w tym czasie polskie uczelnie wyższe — Uniwersytet Jagielloński, Lwowski Uniwersytet i Politechnika oraz Akademia Rolnicza w Dublanach. Ich rola w przygotowaniu kadr, niezbędnych dla podtrzymywania wiary w niepodległość, była ogromna. Rozszerzała też zakres swej działalności Akademia Umiejętności utworzona w 1873 r., która coraz wyraźniej stawała się ponadza- 39 borową, ogólnopolską instytucją naukową. Jakkolwiek dominowały w jej pracach nauki humanistyczne, zwłaszcza preferowana historia, to jednak dostrzegano też inne dyscypliny, zwłaszcza przyrodnicze, indywidualnością formatu europejskiego w dziedzinie fizyki był Marian Smoluchowski, który objął katedrę we Lwowie, a następnie Krakowie, gdzie powstała — ogólnie dziś przyjęta — statystyczna interpretacja drugiej zasady termodynamiki. We Lwowie działał też Ignacy Mo- ścicki, który wcześniej był czynny w szwajcarskim Fryburgu. Akademia współuczestniczyła w organizowanych w Krakowie bądź Lwowie zjazdach techników, lekarzy, przyrodników, historyków, literaturoznawców. Wszystkie imprezy tego typu nie tylko dbały o utrzymanie kontaktu reprezento- wanej dyscypliny z osiągnięciami światowymi, ale zawierały w nazwie przymiotnik „polski". Z punktu widzenia dziejów państwa i społeczeństwa polskiego był to fakt o ogromnym znaczeniu. Akademia Umiejętności, mając ambicje uczestniczenia w wielkim koncercie europejskiej pracy naukowej, nawiązywała kontakty międzynarodowe w imieniu polskich uczonych. Oni też pojawiali się w świecie jako jej przedstawiciele. Prestiż Akademii podniosło utworzenie stacji zagranicznych w Paryżu i Rzymie, które mimo różnych burz dziejowych dotrwały do naszych czasów. Zgoła sensacyjne komentarze towarzyszyły zorganizowanej przez prof. Stani- sława Smółkę w 1886 r. „Expeditio Romana", która w opinii Bronisława Biłińskiego zajmuje niezmiennie wysokie miejsce w badaniach dotyczących spraw polskich w archiwach i bibliotekach watykańskich. Skutkiem tej inicjatywy, kontynuowanej do 1918 r., są m. in. Monumenta Poloniac Vaticana. Badania te miały dla polskiej nauki wymiar prestiżowy, jeśli zważyć, że swoje placówki naukowo-badawcze miały w Rzymie akademie: francuska, brytyjska, hiszpańska, austriacka i pruska. Kraków był też najważniejszym miastem z polskim życiem artystycznym. W podwawelskim grodzie działało kilka galerii i muzeów z bogatymi zbiorami, a działalność dydaktyczną prowadziła Szkoła Sztuk Pięknych oraz zasłużona dla plastyki Szkoła Przemysłowa. Wśród wykładowców krakowskich szkół artystycznych byli Jan Matejko, Julian Fałat, Jacek Malczewski, Leon Wyczółkowski oraz indywidualność tego czasu — Stanisław Wyspiański. W ciągu swego krótkiego życia (zmarł w 1907 r. w wieku 38 lat) zdążył zaznaczyć swoje wybitne miejsce jako poeta, dramatopisarz i malarz, ale także reformator teatru, projektant wnętrz, mebli i tkanin; projektował też witraże i polichromie wnętrz, z powodzeniem uprawiał grafikę książkową; od 1902 r. wykładał na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych; w 1905 r. został wybrany do rady miejskiej Krakowa. Przełomowy dla kariery i życia Wyspiańskiego był rok 1901, kiedy premiera Wesela uczyniła go sławnym, a nawet porównywanym z wieszczami. Ta komedia obyczajowo-polityczna posługując się wizjonerską symboliką wskazywała na niedojrzałość polskiego społeczeństwa do walki o niepodległość. W twórczości malarskiej Wyspiański koncentrował się na takich tematach, jak macierzyństwo, dziecko, portret, kwiat. Ulubioną jego techniką był pastel. Przy- wiązanie do symbolizmu znajduje mocne odbicie w znanych pastelach Planty w nocy i Chochoły, które współbrzmiały z dziełami Jacka Malczewskiego będącego przedstawicielem symbolizmu historiozoficznego. W płótnie z 1894 r. pt. Melan- 40 cholia połączył on Matejkowską tradycję malarstwa historycznego z romantycznym wizjonerstwem. Wyspiański znalazł się także wśród współtwórców powstałego w 1901 r. ugru- powania pod nazwą „Polska sztuka stosowana", która czerpała artystyczne na- tchnienie z ludowej tradycji. Zwolennicy stylu ludowo-narodowego, kładąc nacisk na swojski charakter inspiracji artystycznej, wskazywali na jego patriotyczną wymowę poprzez pokazanie odrębności polskiej kultury, deprecjonowanej i ma- joryzowanej przez zaborców. Styl ten był też ponadzaborowym łącznikiem artystów różnych dziedzin czujących „po polsku". Do grupy tej m. in. należeli: Karol Frycz, Jan Stanisławski, Konstanty Laszczka, Józef Mehoffer, Ludwik Puget, Jan Szczepkowski. Wśród zwolenników stylu narodowo-ludowego był też Stanisław Witkiewicz, który w 1904 r. tak charakteryzował preferencje dla wątku zakopiań- skiego: „ideałem społecznym każdego pierwiastka kultury jest ogarnięcie przezeń całego społeczeństwa, jest nadanie wspólnych cech cywilizacyjnych wszystkim społecznym warstwom, jest stosowanie idealnych łączników między duszami, ponad przepaściami strasznych materialnych nierówności i przeciwieństw". Korzystną sytuację polskiej kultury w Galicji widać lepiej, jeśli zestawić ją z warunkami panującymi pod tym względem w zaborze pruskim. Wieloletnie starania o utworzenie w Poznaniu, później też w Bydgoszczy polskiego uniwersytetu zakończyły się niepowodzeniem. Nie uzyskano też zgody na utworzenie katedr języka i literatury polskiej na uniwersytetach w Berlinie i Królewcu. Władze dążąc do wytrącenia Polakom argumentów w powyższych sprawach utworzyły w 1903 r. w Poznaniu Akademię Królewską. Jednak uczelnia ta, pozbawiona praw nadawania stopni i dyplomów naukowych, przypominała wolne wszechnice nastawione na dobrowolne dokształcanie. Nie zadowalała więc ona ani Niemców, ani Polaków, którzy nie szczędzili jej drwin. Planowane przekształcenie Akademii w uniwersytet nie doczekało się realizacji m. in. z powodu obaw o zmajoryzowanie przez polskich studentów takich wydziałów, jak medycyna i prawo. Niepowodzeniem zakończył się też epizod Szkoły Rolniczej w Zabikowie, dzia- łającej w latach 1870-1876 dzięki ludziom skupionym wokół Centralnego Towa- rzystwa Gospodarczego, Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i „Bazaru". Zamysł przekształcenia tej szkoły w uczelnię wyższą był całkowicie chybiony, skoro nie udało się utrzymać placówki jako prywatnej szkoły średniej. Najbardziej zaważyła na tej porażce zaostrzająca się polityka Bismarcka, dzięki czemu ze szkoły zostali usunięci uczniowie i nauczyciele z innych zaborów. Miało też w tym udział polskie społeczeństwo, uginające się pod ciężarem ponoszonych klęsk, które od- słaniały stan „bezmyślnej i bezuczuciowej osłupiałości" — jak to ujął 4 lutego 1876 r. jeden z twórców szkoły, August Cieszkowski, w liście do Józefa Ignacego Kraszewskiego. W tym kontekście lepiej widać perspektywiczny sens pracy organicznej, która stała się walką o rozszerzenie liczby świadomych Polaków, zdolnych do gospo- darczego i kulturowego rywalizowania z Niemcami. Ograniczona liczebnie elita Polaków, świadoma nierozdzielności spraw ekonomicznych z wykształceniem, powołała do życia w 1841 r. Towarzystwo Naukowej Pomocy dla Młodzieży Wiel- kiego Księstwa Poznańskiego. Miało ono za cel: „wydobywać z mas ludu zdatną młodzież, a wykrywszy jej talenta, obrócić ją na pożytek kraju, dając pomoc i sto- 41 sowny kierunek jej wykształcenia". Do 1914 r. Towarzystwo — jak to wyliczył Witold Jakóbczyk — udzieliło pomocy ok. 3500 osobom. W znakomitej większości były to inwestycje z polskiego punktu trafne. Duża część stypendystów znając język polski, będący przede wszystkim językiem ludu, dobrze poznała język nie- miecki będący przepustką na salony, choćby najniższej rangi. Problem polegał na tym, aby ci Polacy, którzy go znali, angażowali się z przekonaniem po stronie walki o odzyskanie niepodległości, by ideę tę upowszechniali, współtworząc nową świadomość narodową. Duża część stypendystów kształciła się w uczelniach niemieckich, najczęściej Berlina i Lipska. Ich filopolskie zaangażowanie dało o sobie znać w pracy Po- znańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, które w krótkim czasie od powstania w 1857 r. zyskało sobie wysoki, ogólnopolski prestiż, przejęty później przez kra- kowską Akademię Umiejętności. PTPN powstało jako organizacja prywatna zrze- szająca ludzi interesujących się różnymi dziedzinami wiedzy, którzy w perspek- tywie mieli stanowić zalążek kadrowy polskiego, tj. piastowskiego uniwersytetu. Plany te uwydatnia podział Towarzystwa na wydziały, które odpowiadały materiom wykładanym na uniwersytetach. Były to wydziały — teologiczny, lekarski, historyczno-literacki i prawniczy. Strukturę organizacyjną poszerzały różne komisje, które — niezależnie od Towarzystwa jako całości — publikowały prace swych członków oraz streszczenia prac referowanych podczas posiedzeń. jakkolwiek jednym ze statutowych zadań PTPN było pielęgnowanie sztuki (obok nauki i literatury), to w te) materii wyniki były bardzo kiepskie. Polski ruch artystyczny w zaborze pruskim nie był właściwie obecny. Powstałe w 1862 r. z inicjatywy Polaków Towarzystwo Miłośników Sztuki funkcjonowało pod prezesurą Niemca, który wspierany przez członków zarządu (także w większości Niemców) skutecznie blokował promocję polskiej sztuki. W Wielkopolsce, na Pomorzu i Śląsku nie było polskiego szkolnictwa arty- stycznego ani galerii sztuki, nie było też żadnego pisma artystycznego. Podwaliny pod muzeum w Poznaniu, które zostało otwarte w 1904 r., dały kolekcje Seweryna Mielżyńskiego i Atanazego Raczyńskiego. Jednak ani muzeum, ani zgromadzony w nim zbiór dawnego malarstwa europejskiego nie miały większego znaczenia dla rozwoju polskiej twórczości o znaczeniu społeczno-politycznym. Otwarty w 1903 r. lokal wystawowy Krzyżanowskiego nie spełnił oczekiwanej roli. Poznań nie okazał się łaskawy także dla filii krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, która dopiero w 1914 r. zdobyła własny lokal wystawowy. Lepsze warunki do rozwoju miała sztuka w zaborze rosyjskim, chociaż w ra- mach represji popowstaniowych Uniwersytet stał się przede wszystkim instytucją zorientowaną na rusyfikację, a prężny wcześniej Wydział Sztuki został w ogóle zlikwidowany. Powstałą lukę starały się wypełnić inicjatywy o charakterze pry- watnym, jak np. założone w 1860 r. Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych, a zwłaszcza utworzony w 1880 r. Salon Artystyczny Krywulta. To głównie dzięki nim swój ślad w Warszawie (częściowo także w Łodzi) zostawili malarze z Klasy Rysunkowej Wojciecha Gersona, jak Adam Chmielowski, bracia Aleksander i Maksymilian Gierymscy, Apoloniusz Kędzierski, Stanisław Lorenz, Stanisław Masłowski, Wacław Szymanowski, Alfred Wierusz-Kowalski. Zorganizowane w 1890 r. w salonie Aleksandra Krywulta wystawy prac Władysława Podkowiń- 42 skiego i Józefa Pankiewicza zostały uznane za początek polskiego koloryzmu. Z kolei tak znane prace Podkowińskiego, jak Marsz żałobny, a zwłaszcza Szał uniesień stały się przełomem dla polskiego symbolizmu. Rozumie się, że cała awangarda artystyczna miała ograniczony wpływ na współczesne im dzieje społeczne. Odnieść to trzeba też do modernizmu uważanego za podstawowy bodziec naszych czasów, który rozwijał się od końca XIX w. w całej Europie. Różne jego elementy przenikały do codzienności społecznej głównie poprzez wywoływanie szoku, sensacji. W łonie Kościoła katolickiego, zwłaszcza we Francji, moderniści domagali się m. in. uwzględnienia przez Kościół zdobyczy cywilizacyjnych, by wspomnieć żądanie uznania dogmatów za produkt historii. Za kamień milowy w rozwoju modernizmu, rozumianego jako kult sensacyjnego wydarzenia, uchodzi prapremiera Święta wiosny Igora Strawińskiego w Theatre des Champs-Elysees 29 maja 1913 r. w wykonaniu baletu rosyjskiego. Tak jak od czasów rycerskich ideałem zachwytów była kobieta — primabalerina, diva — tak teraz obiektem zachwytu stał się piękny i pełen gracji tancerz Wacław Niżyński. Czas zmian ujawniła nadzwyczajna kariera turkey trota (odmiana fokstrota), a zwłaszcza tanga, które stały się szałem lat 1912 i 1913, wywołując skandalizujące reakcje wszelkiej maści konserwatystów. W przeciwieństwie do Europy, gdzie modernizm był przede wszystkim prądem intelektualnym i artystycznym, polscy moderniści na pierwszy plan wysuwali jego cechy polityczne. Moderniści polscy krzewili wiarę w potęgę geniuszu ludzkiego oraz hołdowali indywidualizmowi. Rozmaicie pojmowany na gruncie różnych dyscyplin artystycznych, szczególnie silne piętno zaznaczył w literaturze. Autorzy skupieni wokół miesięcznika „Chimera" (red. Zenon Przesmycki- -Miriam) stworzyli jedną z najgłośniejszych w literaturze polskiej grup, nazwaną „Młoda Polska", która charakteryzowała się dużą, nieraz przesadną dbałością o formę (stąd zaczątek uprawiania „sztuki dla sztuki"). Z polskiego punktu widzenia działające w Warszawie uczelnie (uniwersytet i politechnika) nie miały większego znaczenia. Były one obsadzone kadrą i personelem rosyjskim lub zrusyfikowanymi Polakami, których kariera osobista związana była z postępami w rusyfikacji. W związku z tym w Królestwie działalność naukowa rozwijała się przede wszystkim w oparciu o mecenat prywatny, którego kierunek wyznaczała utworzona w 1881 r. Kasa im. Mianowskiego. Patron tej Kasy, zmarły w 1879 r. lekarz (m. in. dworu carskiego) zasłynął jako rektor Szkoły Głównej Warszawskiej (1862-1869) i oddany przyjaciel polskich studentów. Wśród inicjatorów utworzenia Kasy, która miała na celu gromadzenie środków pieniężnych z przeznaczeniem na działalność naukową, znaleźli się Tytus Chałubiński, Filip Sulimierski (geograf, literat) i Henryk Sienkiewicz. Od końca XIX w. Kasa stała się instytucją dość zasobną (uzyskała m. in. zapis terenów naftowych w Baku), co zwiększyło jej możliwości fundowania stypendiów — krajowych i zagranicznych — dla osób szczególnie uzdolnionych. Kasa im. Mianowskiego w krótkim czasie stała się najważniejszą polską insty- tucją wspomagającą naukę w zaborze rosyjskim. Do jej sukcesów należy zainicjo- wanie w 1898 r. przez Stanisława Michalskiego wielotomowego wydawnictwa pt. Poradnik dla samouków. Edycja ta, jak sugerowała sama nazwa, miała ułatwić edu- kację na wyższym poziomie w drodze samokształcenia, a nawet przygotować do 43 prowadzenia działalności badawczej. O ponadzaborowym znaczeniu tej inicjatywy wydawniczej oraz jej popularności świadczy to, że w latach 1911-1913 ukazało się drugie wydanie Poradnika, a w latach 1915-1932 wydanie nowe, w 10 tomach. Olbrzymią rolę odegrało też opublikowanie pod auspicjami Kasy Słownika języka polskiego pod red. J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego. Uczeni skupieni wokół Kasy im. Mianowskiego byli współtwórcami powstałego w 1907 r. Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, które wyrosło na poważną instytucję naukową. Od początku Towarzystwo to aspirowało do skupienia pod swoimi skrzydłami elity intelektualnej miasta. Szczególnie mocno członkowie TNW akcentowali kontakt z nauką światową, podkreślając potrzebę rozwijania badań w zakresie językoznawstwa i literatury (Wydział I), nauk historyczno- -społecznych, filozofii i antropologii (Wydział II), nauk matematyczno-przyrodni- czych (Wydział III). W ramach Towarzystwa posiadającego specjalistyczne sekcje i komisje zaczęły powstawać zakłady badawcze, laboratoria, biblioteki, wydaw- nictwa. Dużą renomę zyskał m. in. utworzony w 1911 r. Instytut Przemysłu Fer- mentacyjnego i Bakteriologii Rolnej. Podobną rolę w zakresie tworzenia i rozwoju polskich placówek naukowo- -badawczych spełniało Towarzystwo Kursów Naukowych. Było ono kontynu- atorem tajnego uniwersytetu latającego działającego po likwidacji w 1869 r. Szkoły Głównej Warszawskiej. W poluzowanych przez rewolucję lat 1905-1907 rygorach rusyfikacyjnych TKN stało się pierwszą w Kongresówce jawną uczelnią mającą pierwotnie cztery wydziały: 1) matematyczno-przyrodniczy; 2) humanistyczny; 3) techniczny; 4) rolniczy. W miarę rozwoju zainteresowania kursami (początkowo od słuchaczy nie wymagano ukończenia szkoły średniej) powstawały dalsze wydziały — pedagogiczny, ogrodniczy i leśny. Godnym uwagi elementem działalności TKN był duży udział w nich kobiet. Na 25 tyś. słuchaczy kursów w latach 1905-1918, aż 15 tyś. czyli 60% było kobiet. Na tle trwającej aż do wojny światowej dyskryminacji kobiet, zarówno w zakresie praw publicznych, jak i edukacji, aktywność panien warszawskich zasługuje na uwagę. Był to niewątpliwie jeden z rezonansów nagrody Nobla przyznanej w 1903 r. dla Marii Skłodowskiej- Curie. Wśród wykładowców TKN był sławny matematyk Wacław Sierpiński, języko- znawca i współautor Słownika języka polskiego Adam Antoni Kryński, socjolog i antropolog Ludwik Krzywicki, matematyk Samuel Diekstein, psycholog i pedagog Jan Władysław Dawid, językoznawca Stanisław Szober, fizyk Józef Wierusz- Kowalski czy technolog i fizyko-chemik Józef Zawadzki. Większość z nich współtworząc warszawskie środowisko naukowe znalazła się wśród kadry powstałego w 1915 r. Uniwersytetu Warszawskiego oraz innych sławnych uczelni, jak Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego czy Szkoły Głównej Planowania i Statystyki. Rewolucja lat 1905-1907 wnosząc ożywcze tchnienia w wielu dziedzinach życia polskiego w niewielkim tylko stopniu objęła oświatę elementarną. Pod tym względem najgorzej przedstawiała się sytuacja w zaborze rosyjskim. Skalę mię- dzyzaborowych różnic pokazują następujące, przywoływane już wcześniej liczby: w 1913 r. na tysiąc mieszkańców w zaborze pruskim przypadało 194 uczniów, w zaborze austriackim 130 i tylko 30 w zaborze rosyjskim, gdzie władze nie wyda- 44 ły żadnych ustaw w sprawie obowiązku szkolnego. Nauka trwała 3-4 sezony je- sienno-zimowe, gdyż pierwszy śnieg „przygarnął" dzieci do szkoły, a wiosenne słońce je zabierało. Szkoły ludowe, utrzymywane przez gminy (na ogół biedne i bardzo biedne), obejmowały nauczaniem około 15% dzieci w wieku szkolnym. Był to stan katastrofalny. Aż 55% mieszkańców Królestwa było przed I wojną światową analfabetami. Szkoła wiejska to w 90% placówka z jednym nauczycielem, prowadzącym lekcje w klasach łączonych. Znaczyło to, że równocześnie w tej samej klasie znaj- dowały się dzieci, które powinny realizować odmienne programy nauczania, prze- widziane dla różnych grup wiekowych. Szkoły te, nazywane prześmiewczo „la- mentarnymi", oferowały skromną wiedzę i kiepskie przygotowanie ogólne, które uniemożliwiało dalsze kształcenie. Dlatego ludzie lepiej sytuowani kształcili dzieci w systemie nauki domowej, poprzez szkoły prywatne lub klasy przygotowawcze działające przy gimnazjach ogólnokształcących. Rządowe szkoły średnie, prowadzone w języku rosyjskim, starały się wpajać wszystkim uczniom, a więc także polskim, wiernopoddańczą ideologię, której centrum stanowił car i podporządkowana mu Cerkiew. Połączenie tych elementów stanowiło dla żywiołu polskiego wyjątkowo ciężkostrawny, w różny sposób kon- testowany konglomerat. Szczególnie ważną rolę spełniało podkreślane wielokrotnie przywiązanie dużej części Polaków do wiary katolickiej. Rosjanie jako wyznawcy odmiennej religii byli stale traktowani nie tylko jako „inni", ale także w polskim morzu katolickim jako „obcy". Trudną do przecenienia przeciwwagą dla jednolitego systemu oświatowego stawiającego na rusyfikację i definitywne włączenie Królestwa w obręb imperium rosyjskiego stanowiły szkoły prywatne — gimnazja męskie i pensje żeńskie. Po rewolucji 1905-1907 przeszły one okres intensywnego rozwoju Dzięki wysiłkowi rodziców przekonanych o potrzebie wykształcenia swych następców oraz większej atencji dla edukacji ze strony organizatorów polskiego życia narodowego, w 1913 r. w 900 szkołach prywatnych kształciło się 60 tyś. uczniów. Na nieco lepiej zorganizowanej oświacie elementarnej w zaborze austriackim ciążyła przede wszystkim bieda oraz ogólne zacofanie wsi. Od 1872 r. w Galicji istniał obowiązek szkolny (sześć klas na wsi, siedem w mieście), ale wypełniała go tylko połowa dzieci w odpowiednim wieku. Pod tym względem Galicja plasowała się na szarym końcu w ramach dualistycznej monarchii. W oparciu o te same lub bardzo zbliżone ustawy i zarządzenia obowiązek szkolny w Czechach w 1900 r. wypełniało 93% dzieci, na Śląsku Cieszyńskim 87%; nawet na Bukowinie (53%) odsetek był większy choć zbliżony do galicyjskiego. Dodać do tego trzeba nagminne (równie wielkie jak w zaborze rosyjskim) opuszczanie szkoły przez dzieci przed zakończeniem roku szkolnego oraz powszechną drugoroczność. W sumie, w Galicji aż 40% dorosłej ludności było przed I wojną światową analfabetami. Istniejący w Galicji system umożliwiał swobodne przejście dzieci ze szkół ele- mentarnych do gimnazjów. M. in. dlatego wielu inteligentów galicyjskich mogło mieć w swym rodowodzie chłopskie pochodzenie. Działalność uniwersytetów w Krakowie i Lwowie stwarzała też im szansę studiów w polskim języku. Jednak dzieci wiejskie na studiach wyższych to wielka rzadkość. 45 Galicyjskiemu szkolnictwu — zarówno powszechnemu, jak i średniemu — zarzucano, że wychowuje „szwarcgelberów", a więc ludzi lojalnych wobec czar-no- żółtych barw panującej monarchii habsburskiej. Byli to jednak ludzie, w tym zwłaszcza urzędnicy i nauczyciele, którzy znali dobrze język polski oraz byli przy- gotowani od strony merytorycznej do pracy zawodowej. Dla rozwoju polskich kadr był to skarb bezcenny, jakkolwiek spodziewana inwazja „galicjoków" wywoływała różne zastrzeżenia miejscowych, którzy byli przekonani, że zajmowane przez przybyszów stanowiska powinny być zarezerwowane dla tutejszych, naszych, swoich. W zaborze pruskim obowiązek szkolny był stanowczo egzekwowany. Dzięki temu tylko 5% dorosłej ludności było analfabetami. Ośmioklasowa szkoła, także wiejska, była stosunkowo dobrze wyposażona; często znajdowała się w nowym, piętrowym budynku, na tyle solidnym, że wiele z nich dotrwało do naszych czasów. Nieźle opłacani przez państwo nauczyciele znajdowali się często wśród głównych piewców niemczyzny. Z pruską konsekwencją i starannością oraz przywiązaniem do legalizmu proces germanizacji dzieci polskich z wolna obejmował kolejne przedmioty nauczania. Najwcześniej i najłatwiej poszło z matematyką; gorzej z historią, w której pierwsze miejsce zajęły pruskie sukcesy, także na rubieżach wschodnich; najbardziej zaś opornie z językiem polskim sprzęgniętym z nauką religii. Język niemiecki stał się językiem wykładowym we wszystkich szkołach pod- stawowych już w latach 1872-1873. Jedynym dopuszczalnym wyjątkiem było na- uczanie religii, które mogło odbywać się w języku ojczystym. Wyjątek ten, odno- szący się m. in. do Wielkopolski, Pomorza i regencji opolskiej, był przez Polaków traktowany jako ogromny sukces i powód do dumy. Tym bardziej próby zniem- czenia nauki religii wywołały zgodny protest ogółu Polaków, którzy jednoczyli się w oporze przeciw „luteranizacji" ludzi i kraju. Ogromnym rezonansem we wszystkich zaborach, a także w Europie oraz środowiskach emigracji polskiej odbił się strajk dzieci we Wrześni, gdzie przez kilka miesięcy na przełomie lat 1901- 1902 uczniowie w wieku 12-14 lat odmawiali uczenia się religii w języku niemieckim. Protest ten mógł być tak skuteczny i długotrwały dzięki dużemu za- angażowaniu rodziców, a zwłaszcza księży katolickich, którzy obawiali się, że mogą zostać pasterzami bez owczarni. Między innymi dlatego nauka religii stała się swoistą syntezą oporu polskiego przed germanizacją, traktowaną odtąd jako łączącą w sobie walkę Niemców z narodem polskim i jego wiarą. W maju 1906 r. doszło do kolejnego strajku szkolnego, który objął 40 tyś. dzieci w Poznańskiem i 20 tyś. na Pomorzu. Strajk ten trwał aż do wiosny roku następnego. John J. Kulczycki, autor najlepszej książki na temat polityki oświatowej w za- borze pruskim, napisał swe dzieło z sympatią dla polskiego dziecka, które „było bite przez nauczyciela, jeśli modliło się po polsku, bite przez swego ojca, jeśli mo- dliło się po niemiecku i bite przez księdza, jeśli nie modliło się wcale". Konsolidacja wokół krzyża jako symbolu polskości przekroczyła granice, stając się elementem odświeżającym poczucie narodowe. Ogromną rolę w tym spo- łeczno-politycznym procesie odegrała Maria Konopnicka, której przejmujący wiersz O Wrześni stał się wezwaniem do zbiorowego oporu, gdyż „Prusak męczy polskie dzieci". Apel Marii Konopnickiej do kobiet włoskich opublikowany w „Vita 46 Internazionale", a następnie powtórzony przez inne włoskie pisma spowodował „wielką falę protestów przeciwko germanizacji" —jak to ujął Bronisław Biliński, wytrawny tropiciel poloników we Włoszech. Edvige Solvi z Werony napisała wówczas wiersz Bimbi delia Polonia, który Konopnicka przetłumaczyła na język polski, publikując w „Kurierze Lwowskim" 22 stycznia 1902 r. Niezawodnie jednak także przy tej okazji intelektualna Europa przypominała sobie lub dowiadywała się o „sprawie polskiej", nabrzmiewającej co rusz nowymi wydarzeniami, wśród których z trudem nieraz rozgraniczano przyczynę od skutku. Powracające z zagranicy echa spraw polskich, skrupulatnie odnotowywane przez polskojęzyczne gazety, służyły emocjonalnej integracji osób jakby chętniej przyznających się do swej nieraz przykurzonej już polskości. O sile tych emocji mogą świadczyć różne uroczystości związane z polską przeszłością i teraźniejszością, jak chociażby honorowanie Marii Konopnickiej w 1902 r. z okazji 60 urodzin i 25-lecia pracy pisarskiej, kiedy od narodu dostała małą posiadłość w Żarnowcu koło Krosna. W uroczystości tej, 26 października, wzięła też udział jedna z matek wrzesińskich, Nepomucena Piasecka, co czasopismo „Praca" opisało następującymi słowami: „Słynna dziś dzięki kulturze« pruskiej Piasecka, widome wspomnienie całej wrze- sińskiej sprawy, przybyła wraz z pięciorgiem dziatek, aby hołd złożyć Jubilatce. Jej dzieciarnia mała kołem otoczyła Jubilatkę, całując ją po rękach. Na sali, poruszonej do głębi, zerwał się krzyk: «Września, Września! Drżąca ze wzruszenia, w prostej chłopskiej chuścinie stanęła Piasecka z maleńkimi swymi męczennikami i rzekła: «Oto są dzieci Twej Pieśni! Wzruszenie doszło do zenitu. Na sali rozległ się płacz. Poetka, sama bardzo wzruszona, podniosła najmłodsze dziecko Piaseckiej, przytuliła do serca i gorąco ucałowała; entuzjazm i wzruszenie na sali jeszcze bardziej się wzmogły. Najstarszy syn wrzesińskiej bohaterki złożył gałązkę palmową ze wstążkami i napisem: r>Jnipr/v miał nolskie mundury i sztandary oraz polską komendę. Ogromny postęp, jaki się dokonał w Legionach jeśli chodzi o eksponowanie elementów narodowych, wiązał się z rozwiązaniami zastosowanymi w innych formacjach wojskowych w ramach stale obecnej i postępującej licytacji państw zaborczych o przychylność polskiego żołnierza. W efemerycznym tzw. Legionie Puławskim (od miejsca tworzenia), zorganizowanym pod auspicjami Rosji (wiosną 1915 r. liczył 17 oficerów i 800 żołnierzy), na rosyjskich mundurach legioniści mieli naszywkę LP (Legion Polski); mieli też własny sztandar, a przede wszystkim polską komendę. Naciski przeciwników rozwijania sprawy polskiej spowodowały, że car Mikołaj II latem 1915 r. nakazał włączenie tej formacji do tzw. Pospolitego Ruszenia, gdzie nie wolno było ani nosić odrębnych odznaczeń, ani nawet mówić po polsku. Wkrótce jednak, głównie z powodu ponoszonych na froncie klęsk, przystąpiono na terenie Rosji do tworzenia Brygady Strzelców Polskich, wśród których jako dowódca jednego z pułków znalazł się płk Lucjan Żeligowski. Od marca 1916 r. Brygada w sile około 4 tyś. ludzi uczestniczyła w walkach w rejonie Baranowicz. Przeformowana w styczniu 1917 r. w Dywizję Strzelców Polskich walczyła na Ukrainie. Polskie formacje legionowe charakteryzowało duże poświęcenie oraz wola walki o niepodległą Polskę. Oczekiwanie to w tym czasie wydawało się niepro- porcjonalnie wielkie w stosunku do legionowych sił. Maria Dąbrowska obserwując defiladę w Lublinie 6 pp. (III Brygady Legionów) 28 listopada 1916 r. zanotowała: „Na chłopców sypią się kwiaty. Widok żołnierzy tego pułku był wzruszający. Nie wyobrażałam sobie, że to wszystko jest aż tak młode. Po prostu trudno uwierzyć, że na tych to barkach chłopięcych spoczywały tak długo te niesłychane zadania wojenne, jakie spełniali". 60 Po zaangażowanie tego właśnie żołnierza sięgali dowódcy niemieccy, których rezerwy ulegały systematycznemu wykruszaniu. Ziemie polskie znajdujące się od połowy 1915 r. pod okupacją państw centralnych to rezerwuar żołnierzy, surowców, żywności. Sięgnięcie do niego wymagało zdobycia sympatii społeczeństwa polskiego. Ochota Niemców do ustępstw na ziemiach zaboru rosyjskiego była nie- proporcjonalnie większa niż na ziemiach uważanych za integralną część Cesarstwa Niemieckiego, a więc Wielkopolski, Pomorza i Śląska. Mając w pamięci nie- powodzenie Polaków w sprawie powołania uniwersytetu w Poznaniu czy Byd- goszczy, odnotować trzeba łatwość, z jaką władze okupacyjne zgodziły się na utworzenie w Warszawie wyższych uczelni. Przełomowe znaczenie miała inau- guracja 15 listopada 1915 r. nauki na uniwersytecie. Jeszcze w tym samym roku Wyższe Kursy Handlowe zostały przekształcone w Wyższą Szkołę Handlową. W roku następnym Kursy Przemysłowo-Handlowe przerodziły się w Wyższą Szkołę Rolniczą, która przemianowana została później w słynną Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego. Od 1916 r. działała też w Warszawie Szkoła Nauk Poli- tycznych oraz otwarte zostało Muzeum Narodowe. Ten ożywczy ruch nie ominął nawet Wielkopolski, traktowanej z przekąsem jako kulturalna pustynia. Ekspresjoniści polscy decydując się w 1917 r. na wyda- wanie swego głównego organu „Zdrój" właśnie w Poznaniu informowali czytel- ników, że dwutygodnik ma w tym mieście „całkiem inne, nierównie głębsze i ważniejsze znaczenie aniżeli w Warszawie, Krakowie lub Lwowie". Wydawcy chcieli „wskrzesić do nowego życia chlubną tradycję Poznańskiego [...] rozbudować gorące życie umysłowe, zadać kłam niechętnym i zrażonym rodakom z innych dzielnic, którzy od dawna twierdzą, że Wielkopolska nie bierze żadnego udziału w życiu umysłowym Polski...". Ustępstwa czynione przez władze okupacyjne Niemiec i Austro-Węgier na zie- miach zaboru rosyjskiego szły dość daleko. Generał-gubernator Hans Hartwig Beseler, podporządkowany zresztą bezpośrednio kanclerzowi w Berlinie, zgodził się na uroczyste obchody przypadającej w 1916 r. 125 rocznicy uchwalenia Kon- stytucji 3 Maja. Wkrótce po tym odbyły się wybory samorządowe do Rady Miejskiej w Warszawie, która pod kierunkiem Zdzisława księcia Lubomirskiego rozpoczęła działalność 24 lipca 1916 r. Polityka władz okupacyjnych dodatkowo dzieliła, także antagonizowała spo- łeczeństwo. Jedni, zwani aktywistami, uważali, że współpraca z władzami okupa- cyjnymi ma sens, gdyż ułatwia rozwój życia narodowego, zakreślając w perspek- tywie realną możliwość utworzenia polskiego państwa. Główną siłą aktywistów byli konserwatyści. Odmienną koncepcję prezentowali pasywiści, którzy nie tylko bojkotowali awanse ze strony państw centralnych, ale nadto stawiali na zwycięstwo Rosji i ententy. Główną siłą pasywistów była endecja, generalnie wroga wszelkim planom, które zakładały aktywną rolę Niemiec w rozwiązywaniu sprawy polskiej. Podkreślali oni, że zwycięstwo państw centralnych to de facto zwycięstwo Niemiec. One też okupując od 1915 r. większą część ziem polskich (2/3 Królestwa) byłyby niekwestionowanym panem sytuacji, powodując utrwalenie i znaczne rozszerzenie panowania niemieckiego na ziemiach polskich. Spory w tej kwestii stały się jeszcze bardziej żywe, kiedy 5 listopada 1916 r. generał-gubernatorzy Niemiec i Austro-Węgier — gen. Beseler (rezydował w War- 61 szawie) i gen. Karl Kuk (rezydował w Lublinie) — wydali w imieniu swych mo- narchów proklamację, w której zapowiedziano utworzenie „samodzielnego" państwa polskiego na ziemiach „panowaniu rosyjskiemu wydartych". Perspektywa utworzenia własnego państwa miała przede wszystkim zachęcić Polaków do wstę- powania do Polskiej Siły Zbrojnej („Polnische Wehrmacht"), której liczbę szaco- wano na 500 tyś., a nawet milion. Wojsko to — jak uważali generał-gubernatorowie w specjalnej odezwie do ludności polskiej wydanej 8 listopada 1916 r. — miało „osłaniać Ojczyznę Waszą" pod „narodowymi barwami i sztandarami, które nade wszystko umiłowaliście. Znamy Waszą odwagę i płomienną Waszą miłość Ojczyzny — toteż wzywamy Was do boju przy naszym boku". Zachętą dla polskich patriotów miała być defilada kilku jednostek legionowych pod dowództwem gen. Szeptyckiego na Placu Saskim 1 grudnia 1916 r. Podkreślano przy tej okazji, że była to pierwsza defilada wojsk polskich w Warszawie od Powstania Listopadowego 1830 r. Wydanie aktu 5 listopada wywołało silne poruszenie w stolicach państw en- tenty, gdzie już kilka miesięcy wcześniej brano pod uwagę możliwość wykorzy- stania żołnierza polskiego przez państwa centralne. Zwłaszcza prasa francuska, i to różnych odcieni, starała się wymóc na Rosji co najmniej potwierdzenie obietnic manifestu wielkiego księcia z 1914 r. Chociaż więc akt 5 listopada nie był dla Francuzów pełnym zaskoczeniem, to jednak — jak pisze Janusz Pajewski w książce Wokół sprawy polskiej — wrażenie było olbrzymie, a sprawa polska przez kilkanaście dni nie schodziła ze szpalt dzienników. „Od dawna, chyba od r. 1863 nie poświęciła prasa francuska tyle uwagi Polsce. Co więcej, publicyści francuscy, i to nie tylko z opozycji, ale i bliscy rządowi, pozwalali sobie na krytykę polityki carskiej". Jakkolwiek rząd rosyjski niezmiennie uważał sprawę polską za wewnętrzną kwestię imperium, to jednak sugestie idące z Paryża, Londynu i Rzymu nie zostały całkowicie zignorowane. Rosja przede wszystkim protestowała przeciwko po- gwałceniu przez państwa centralne prawa międzynarodowego, które wykluczało tworzenie nowego państwa na terytorium okupowanym. W nocie złożonej 15 li- stopada 1916 r. w stolicach państw sprzymierzonych i neutralnych stwierdzono, że gubernie Królestwa Polskiego tworzą nadal „część państwa rosyjskiego, a mieszkańców obowiązuje przysięga na wierność, którą złożyli Jego Cesarskiej Mości". Krokiem w pożądanym przez ententę kierunku była wzmianka cara Mi- kołaja II w rozkazie noworocznym do armii i floty, gdzie powiedziano, że jednym z celów wojennych Rosji jest „stworzenie Polski wolnej, złożonej z wszystkich trzech części dotąd rozdzielonych". Powiedziano także o Polsce z własnym ustrojem państwowym, własnymi izbami prawodawczymi i własną armią. Zachwyt części Polaków z powodu tych enuncjacji był tym bardziej uzasad- niony, że sojusznicy Rosji 10 stycznia 1917 r. ogłosili deklarację w pełni solidary- zującą się z carem. Propolski chór został w tych dniach poważnie wzmocniony przez stwierdzenie prezydenta neutralnych jeszcze Stanów Zjednoczonych, Thomasa Woodrow Wilsona. W orędziu o stanie państwa przedstawionym 22 stycznia 1917 r. w Kongresie poszedł on najdalej, mówiąc, że wszyscy mężowie stanu obu wojujących stron są zgodni w sprawie odbudowy Polski — zjednoczonej, niepodległej, samodzielnej. 62 Rozkołysana przez akt 5 listopada licytacja sprawą polską przyczyniła się do jej umiędzynarodowienia oraz włączenia do tych problemów, które wymagają roz- wiązania zgodnego z rodzącym się, na nowo definiowanym poczuciem sprawie- dliwości międzynarodowej. Akt 5 listopada 1916 r. może służyć za potwierdzenie prawidłowości, że każda proklamacja przedstawiciela państwa zaborczego, w której przypominano o istnieniu Polski i Polaków, posuwała sprawę narodową do przodu, tworząc sytuację korzystniejszą od istniejącej poprzednio. Między innymi dzięki temu stopniowo do lamusa historii odchodziły kolejne rozwiązania cząstkowe. Roman Dmowski, który zrazu całą aktywność skupiał na Rosji, coraz więcej uwagi poświęcał działalności we Francji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Obóz niepodległościowy z Piłsudskim w roli głównej stopniowo dystansował się od współpracy z państwami centralnymi. Całą uwagę koncentrował na rozwoju polskich instytucji tak cywilnych, jak i wojskowych. Między innymi dlatego najważniejsze z niemieckiego punktu widzenia efekty wojskowe aktu 5 listopada okazały się znikome. W październiku 1918 r. „Polnische Wehrmacht" powstająca pod czujnym okiem i ogólnym kierunkiem fachowych sil niemieckich liczyła 5 tyś. ludzi. Wśród Polaków przeważała opinia, że rozbudowę armii polskiej należy połączyć z rozbudową politycznych instytucji Królestwa Polskiego proklamowanego aktem 5 listopada. Był to proces trudny, wyzwalający liczne konflikty. Niemniej jednak w połowie stycznia 1917 r. rozpoczęła działalność Tymczasowa Rada Stanu Królestwa Polskiego złożona / 25 osób. Jej pracami kierował Wacław Niemojowski, ziemianin / Kaliskiego, nazywany marszałkiem koronnym. Zadaniem Rady było opracowanie projektów organizacji polskiej administracji, szkolnictwa, wojska itp. Chociaż Rada ta została powołana przez władze okupacyjne (Beseler desygnował 15 osób, gen. Kuk — 10), które starały się kontrolować każdą jej inicjatywę, to jednak jej istnienie wpłynęło ożywczo na rozwój dyskusji o Polsce i towarzyszące temu spory. Maria Dąbrowska pod datą 14 grudnia 1916 r. zanotowała: „Podobno w Warszawie nikt o nikim inaczej nie mówi tylko, że „przekupiony". Ten przez Niemców, ów przez Austriaków, inny przez Żydów, masonów itp. Cała Polska przekupiona w swoim własnym mniemaniu. I tak tą fikcją przekupienia wszyscy się w sobie żrą". Nabrzmiewający problem odrodzenia państwa doznał silnego impulsu za sprawą rewolucji w Rosji. Narastała ona stopniowo i wiązała się z całym szeregiem czynników, jak niepowodzeniami oręża rosyjskiego, złą i stale pogarszającą się organizacją dostaw dla żołnierzy, wyjątkowo srogą zimą 1916/1917, głodem w miastach i niedostatkiem na wsi, aż po negatywne wpływy carycy i jej protegowanego Rasputina (zamordowany 30 grudnia 1916 r.). Bunty, strajki i protesty skierowane były przeciwko carowi, którego sprawy państwowe inte- resowały w ograniczonym zakresie. Jego obalenie to ważna cezura, także dla historii Polski XX w. Najpierw Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich podjęła 27 marca 1917 r. uchwałę stwierdzającą, że Polska ma prawo do „całkowitej nie- podległości pod względem państwowo-międzynarodowym". Dwa dni później głos w tej sprawie zabrał Rząd Tymczasowy stwierdzając, że utworzenie niepod- 63 ległego państwa polskiego z ziem zamieszkanych w większości przez ludność polską będzie „niezawodną rękojmią trwałego pokoju w przyszłej, odnowionej Europie". Proklamacja Rządu Tymczasowego z 29 marca 1917 r. stanowiła doniosły akt międzynarodowy. Rosjanie zrezygnowali bowiem z traktowania sprawy polskiej jako wewnętrznej, zastrzeżonej do jej wyłącznego rozstrzygania. Zgodzili się też na połączenie odbudowy Polski z dążeniem do trwałego pokoju ogólnoeuropejskiego, co otwierało nowe możliwości do działania nie tylko zresztą w Paryżu, Londynie, Rzymie czy Waszyngtonie, ale także w Berlinie i Wiedniu. Dzięki temu wiosną 1917 r. w opinii europejskiej utrwaliło się przekonanie, że odbudowa państwa polskiego jest już przesądzona. Wiarę tę umacniało przystąpienie do wojny po stronie ententy potężnej Ameryki. Idealistyczny program głoszony przez Stany Zjednoczone, mówiący o wyzwoleniu ludów, wolności i sprawiedliwości w stosunkach międzynarodowych, poprawiał koniunkturę dla rozwoju sprawy polskiej, znakomicie pilnowanej za oceanem przez Paderewskiego, który stale przypominał Amerykanom o ich dziejowej misji naprawienia krzywdy wyrządzonej Polsce przez zachłannych sąsiadów. ilu Europy, .wywołała Stany Zjednoczone uznające się za państwo stowarzyszone (a nie sprzymie- rzone) lekko traktowały wzajemne zobowiązania, jakie państwa wojujące zawarły między sobą. Większość tych zobowiązań -— choć sekretnych — była znana. Jednak publikacja tajnych dokumentów znalezionych przez bolszewików w archi- wach carskich, a dotyczący szok, stając się znakomitym argumentem i instrumentem propagandowym. Po- sługiwali się nim wszyscy, także zwolennicy rewolucji socjalistycznej, która w listopadzie 1917 r. przywiodła do władzy w Rosji bolszewików. Ich naczelne hasła — pokoju, chleba i ziemi — odzwierciedlają upowszechniające się podczas wojny przekonanie o wadliwości i kruchości ówczesnej struktury politycznej i społecznej. Dążenia do zmiany wydawały się tym bardziej oczywiste, że rozlewające się po Europie hasła samostanowienia narodów dotarły do okopów. Tak więc polscy, czescy, węgierscy czy chorwaccy żołnierze zastanawiali się, czy walczą po właściwej stronie. Z samolotów na linie frontu spadały tysiące ulotek informujących o tworzeniu się armii narodowych i zachęcających do dezercji. Nasilający się propagandowy bój też przyczynił się do tego, że duża część spo- łeczeństwa polskiego coraz śmielej mówiła o pełnej niepodległości. Wincenty Witos przemawiając w austriackiej Radzie Państwa 16 czerwca 1917 r. (po raz pierwszy i ostatni) powiedział: „Teraz i lud polski cały zrozumiał, że tylko we własnym, wolnym państwie może żyć i może się rozwijać. [...] Jak długa i szeroka jest ziemia polska, jest jedna myśl, jedno pragnienie — wolnej, niepodległej, zjednoczonej Ojczyzny". Realizacja tego maksymalistycznego planu dla wielu była nadal mrzonką, skoro ziemie polskie znajdowały się pod okupacją państw centralnych, eksploatujących do granic możliwości wszelkie zasoby ludzkie i materialne (konie i trzoda chlewna, drób, zboże, wszelkie surowce, zwłaszcza węgiel i metale kolorowe). Szczególnego rozgłosu nabrało łapczywe pozyskiwanie brązu, w tym także rekwirowanie dzwonów kościelnych, co wywoływało niebywałą złość miejscowych. Nie stroniono od pomników. 64 Polityka rekwizycji uprawiana przez wojska okupacyjne, nasilająca się w miarę przedłużania wojny oraz pogarszania kondycji gospodarczej państw wojujących (szczególnie dotkliwe były kłopoty zaopatrzeniowe wojsk rosyjskich i austro- węgierskich), oddalała Polaków od bratania się z byłym zaborcą, przemianowanym na wyzwoliciela. Stosunkowo najwcześniej politycy polscy rozstali się z orientacją filorosyjską. Rozbrat ten przypieczętowały rokowania pokojowe za- inicjowane przez bolszewików w końcu 1917 r. z państwami centralnymi. Pokój podpisany w Brześciu 3 marca 1918 r. był dobitnym wyrazem przewagi, jaką w tej części Europy zdobyły Niemcy. Rząd bolszewicki zaakceptował niemiecką oku- pację Białorusi i Ukrainy oraz pełną kontrolę nad procesem formowania się no- wych państw od Finlandii po Polskę. W lutym 1917 r. rada miejska Warszawy, nie bez obaw o powrót dawnych oku- pantów, powzięła decyzję o likwidacji znienawidzonego pomnika odsłoniętego w 1841 r. dla uczczenia poległych Polaków, którzy w Powstaniu Listopadowym pozostali wierni carowi. Rachuby Niemców na pozyskanie dużej ilości szlachetnego metalu okazały się płonne: rzekomo spatynowany brąz okazał się blachą pomalowaną na zielono. Z Warszawy zniknął wszakże jeden z najbardziej nienawistnych dla jej mieszkańców pomników, systematycznie brudzony i opluwany. Maria Skłodowska w pamiętnikach zanotowała, że nawet za cenę spóźnienia do szkoły podążała w pobliże pomnika, aby spełnić ów specyficzny obowiązek. Mniej lub bardziej znani poeci nie skąpili upamiętnionym przez obelisk generałom najbardziej dosadnych obelg. W setną rocznicę Powstania Listopadowego Adam Breza napisał, że obelisk ów sterczał, aby „wzajemną nienawiść ciągle podsycać, żeby drażnić i żeby nikt wątpić nie przestał, że pomiędzy jedną a drugą stroną istnieje przepaść". Decyzje powzięte w Brześciu wywołały wśród Polaków wstrząs. Protesty wy- rażone w formie burzliwych demonstracji wynikały z tego, że Ziemia Chełmska, część Polesia oraz Galicja Wschodnia miały zostać włączone do Ukrainy, a państwo litewskie — ze stolicą w Wilnie — miało sięgać po Lublin. Wojciech Korfanty przemawiając ostatni raz w Reichstagu 25 października 1918 r. wśród wrzawy i śmiechu pozostałych posłów przypomniał „wielkoduszność niemiecką" mówiąc, że tzw. „wolna Polska" stworzona przez Rzeszę „obejmowałaby zaledwie Warszawę z Saską Kępą oraz najbliższą okolicę". Równie pangermańskie znamiona miało żądanie rozbrojenia polskich legionów operujących u boku armii rosyjskiej pod nazwą „Korpusy Polskie na Wschodzie". Problem leżał w tym, że część spośród żołnierzy Korpusów rekrutowała się spośród jeńców (a także dezerterów) z armii niemieckiej i austro-węgierskiej. Najliczniejszy i najlepiej zorganizowany I Korpus, dowodzony przez gen. Józefa Dowbora- Muśnickiego po ciężkich bojach skapitulował w maju 1918 r. Około 3 tyś. oficerów i kilkanaście tysięcy żołnierzy zostało rozbrojonych i odesłanych do kraju; II Korpus został rozbity przez Niemców po bitwie pod Kaniowem 11 maja 1918 r., a III Korpus został w tym samym czasie rozbrojony przez Austriaków. Współdziałanie państw centralnych w likwidacji Korpusów Polskich na Wschodzie przekonało najbardziej zagorzałych zwolenników rozwiązania austro- polskiego, że nadzieje związane z Wiedniem nie mają szans na urzeczy- 65 wistnienie. Weszły one na równię pochyłą po akcie 5 listopada 1916 r., kiedy Polski Korpus Posiłkowy (czyli przemianowane przez Austriaków Legiony Polskie) miał zostać przekazany Tymczasowej Radzie Stanu jako zalążek „Polnische Wehrmacht". Austriacy, zachęcani w różny sposób przez Polaków, zwlekali z przekazaniem Legionów pod niemiecką komendę. W Komisji Wojskowej Tymczasowej Rady Stanu kierowanej przez Piłsudskiego oraz bliskich mu ludzi z półjawnej POW zwyciężyło przekonanie, że dalsza współpraca z Niemcami byłaby błędem. „Nasza wspólna droga z Niemcami — mówił Piłsudski w lipcu 1917 r. do grupy oficerów legionowych podczas spotkania w Hotelu Briihla — skończyła się. Rosja, nasz wspólny wróg — skończyła swą rolę. Wspólny interes przestał istnieć. Wszystkie nasze i niemieckie interesy układają się przeciw sobie. W interesie Niemców leży przede wszystkim pobicie aliantów, w naszvm -— by alianci pobili Niemców". Wniosek Piłsudskiego, aby Tymczasowa Rada Stanu podała się do dymisji, gdyż okupanci uniemożliwiają jej sprawowanie władzy, zyskał tylko 4 głosy poparcia. W tej sytuacji 2 lipca 1917 r. Piłsudski zrzekł się swej funkcji w Radzie, co pociągnęło za sobą dymisję wszystkich jego współpracowników. Spanikowana Rada, poszukując rehabilitacji w oczach gen. Beselera uzgodniła rotę przysięgi, jaką miały złożyć przekazane pod jej rozkazy w kwietniu 1917 r. Legiony. Chociaż rota przysięgi różniła się na korzyść od składanej przez legionistów w 1914 r., to jednak za namową Piłsudskiego prawie cała I Brygada oraz część III Brygady odmówiły jej złożenia. Skutkiem tego tylko 1100 legionistów znalazło się w szeregach „Polnische Wehrmacht". Natomiast ok. 3300 legionistów z Królestwa internowano w Beniaminowie k. Zgierza i Szczypiornie k. Kalisza. Około 3500 legionistów z Galicji wcielono do armii austro-węgierskiej, a II Brygada jako kontynuacja Polskiego Korpusu Posiłkowego (7,5 tyś. ludzi) została przez dowództwo austriackie skierowana na front rosyjski. Represjami objęto zwłaszcza oficerów związanych z POW. Wśród 90 aresztowanych znaleźli się też Piłsudski oraz szef sztabu I Brygady Kazimierz Sosnkowski, których osadzono w twierdzy wojskowej w Magdeburgu. Po roku Piłsudski napisał do Zdzisława ks. Lubomirskiego, że jego więzienie to „kara bez sądu" albo ostre „więzienie śledczo-prewencyjne". Sparaliżowana na kilka miesięcy działalność POW odżyła i rozwinęła się jesienią 1917 r. pod komendą płk. Edwarda Rydza-Śmigłego. Kilkanaście tysięcy członków prowadziło zarówno działalność polityczną, jak i przygotowywało się do powstania zbrojnego. Stale aktualizowany przez Niemców problem pozyskania sympatii polskich żołnierzy, umundurowanych i wyszkolonych (w październiku 1917 r. „Polnische Wehrmacht" liczyła 3 tyś. ludzi), zazębiał się z ponawianymi przez Polaków / Królestwa oczekiwaniami na powołanie odrębnej wrładzy państwowej i osobnego rządu. Patenty cesarzy w tej sprawie zostały ogłoszone 12 września 1917 r. W skład ukonstytuowanej miesiąc później Rady Regencyjnej weszli arcybiskup Aleksander Kakowski, Zdzisław książę Lubomirski (prezydent Warszawy) oraz ziemianin Józef Ostrowski. Sekretarzem Rady został ksiądz prałat Zdzisław Chełmicki. Do czasu powołania króla Rada miała sprawować regencję, czyli być zastępczą zbiorową głową Królestwa Polskiego. Ponad dwa miesiące trwały spory w sprawie utworzenia rządu, na czele którego stanął historyk Jan Kucharzewski. 66 Spośród ośmiu resortów jedynie sądownictwo i zarząd nad oświatą mogły prowadzić bardziej niezależną od okupantów działalność. Dzięki tej działalności jesienią 1917 r. do szkół elementarnych poszło 763 tyśs. dzieci, do szkół średnich 66 tyś. młodzieży; studia podjęło 5 tyś. studentów. Rada Regencyjna nie miała żadnego wpływu na sprawy zagraniczne oraz wojskowe, chociaż firmowała program budowy 150- tysięcznej armii. Niemniej jednak spełniała ona ważną rolę w procesie przygotowania polskiej administracji dla wolnego państwa. Andrzej Ajnenkiel twierdzi nawet, że główne zręby centralnego i terenowego aparatu administracyjnego, jego struktura i kompetencje zostały właśnie ukształtowane pod auspicjami Rady Regencyjnej. Organizowane przez Radę sądownictwo wyrokowało w imieniu Korony Polskiej; w jej imieniu wydawane były też różne akty prawne, z których część zachowała moc przez następne lata. Ważną decyzją Rady było mianowanie 45-osobowej Rady Stanu (surogatu par- lamentu) przygotowującej projekty aktów prawnych oraz mającej uprawnienia sądownicze, m.in. w zakresie rozstrzygania spraw kompetencyjnych. Powstanie oraz roczne funkcjonowanie Rady Regencyjnej było powodem wielu kontrowersji. Część instytucji niepodległościowych uznała jej zwierzchność, jak np. krakowski Naczelny Komitet Narodowy, który rozwiązał się. Inne organizacje społeczno-polityczne, jak Międzypartyjne Koło Polityczne czy PPS, zajęły postawę wyczekującą, aczkolwiek życzliwą. Do zdecydowanych krytyków Rady należała skrajna lewica z SDKPiL i PPS-Lewica, a także endecja generalnie wroga wszelkim pomysłom wiązania przyszłości Polski z łaską niemiecką. Niechęć do Rady Regencyjnej ze strony endecji wiązała się także z tym, że liderzy tego ruchu z Dmowskim na czele z powodzeniem organizowali i rozwijali współpracę z ententą. Ważnym oparciem dla nich był tzw. Komitet Veveyski (od miejscowości Vevey) zorganizowany na terenie Szwajcarii 9 stycznia 1915 r. prze/ Erazma Piltza, przy czynnym, pełnym poświęcenia zaangażowaniu Henryka Sien- kiewicza i Ignacego Paderewskiego. Główne zadanie tego Komitetu dobrze oddaje jego oficjalna nazwa: Generalny Komitet Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Do jesieni 1917 r. 174 komitety lokalne zgromadziły 17 mln franków szwajcarskich, które zostały przekazane do Królestwa. Najważniejszym punktem oparcia dla orientacji prozachodniej okazała się Francja, gdzie już w sierpniu 1914 r. powstał Komitet Wolnej Polski i przystąpiono do organizacji polskiej armii. Do Bayonne, gdzie prowadzono szkolenie, zgłosiło się 1500 ochotników, którzy następnie w składzie 2. pułku Legii Cudzoziemskiej uczestniczyli w kilku krwawych operacjach. Bohaterski epizod „bajończyków" trwał krótko z powodu protestu Rosji. Kiedy jednak w 1917 r. Rząd Tymczasowy uznał sprawę polską za zagadnienie ogólnoeuropejskie, prezydent Francji 4 czerwca utworzył Armię Polską we Francji. Jej organizacją zajmowała się Francusko-- Polska Misja Wojskowa z gen. Louisem Archinardem na czele, znanym z wojen kolonialnych i zdobycia Sudanu. Wojskowe czynniki francuskie liczyły przede wszystkim na ściągnięcie pod polskie sztandary emigrantów zza Atlantyku. W memoriale Erazma Piltza do francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych z 10 maja 1917 r. wymieniono 50-60 tyś. ochotników z obu Ameryk i 300 tyś. z Rosji. Zapewnienia polonofilów o szybkim napływie ochotników spośród emigracji oraz łatwym formowaniu się kolejnych pułków spośród Polaków — jeńców 67 niemieckich i austro-węgierskich okazały się mało realistyczne. Powodów było wiele. Do formowanej we Francji Armii Polskiej bardzo źle byli usposobieni Włosi, którzy — w obawie o retorsje ze strony Wiednia — nie chcieli nawet rozmawiać o wydzieleniu Polaków z ogółu jeńców. Zmiana tego stanowiska dokonywała się powoli i opornie także dlatego, że rząd włoski nie chciał wiązać sobie rąk żadnymi zobowiązaniami, które krępowałyby ruchy w basenie Morza Adriatyckiego. Życzliwe przyjęcie natomiast znaleźli działacze polonijni u włoskiego episko- patu, który dla pełnienia posługi wśród jeńców polskich wyznaczył ks. Fortunato Gianniniego. Od początku 1917 r. pomagał mu ojciec Euzebiusz Reyman, paulin z Częstochowy. Także ich wysiłkowi zawdzięczać należy stopniową poprawę wa- runków życia jeńców polskich, obejmujących różne dziedziny — od zakwatero- wania i wyżywienia po naukę, życie artystyczne i religijne. Duży rozgłos nadany został wręczaniu 10 tyś. polskich książeczek do nabożeństwa, będących osobistym darem dla Polaków od papieża Benedykta XV. Z imieniem Benedykta XV, nazywanego też „papieżem pokoju", wiązała się szeroko dyskutowana inicjatywa zawarta w orędziu z 1 sierpnia 1917 r. Poprzedziły ją trwające kilka miesięcy przygotowania, w których pierwszorzędną rolę odgrywał nuncjusz w Berlinie, kardynał Eugeniusz Pacelli (przyszły Pius XII). Oferta papieskiej mediacji wspierająca się na filozofii status quo ante helium była przede wszystkim ogólnym apelem o zaprzestanie rzezi i przywrócenie pokoju. Wśród kwestii szczegółowych orędzie wymieniło „zupełną ewakuację Belgii z gwarancją jej pełnej niepodległości". Mniej kategoryczne były sugestie odnośnie do przywrócenia pokoju na wschodzie i południu Europy. Duch sprawiedliwości i słuszności powinien zdaniem papieża kierować się badaniem wszystkich kwestii terytorialnych i politycznych odnoszących się np. do Armenii, państw bałkańskich i „terytoriów należących do dawnego Królestwa Polskiego, któremu w szczególności jego szlachetne tradycje historyczne i cierpienia doznane podczas toczącej się obecnie wojny powinny zjednać sympatię narodów". Orędzie Benedykta XV wywołało duże poruszenie w świecie polityczno-dy- plomatycznym, ale także w masach katolików, którzy dostrzegali w nim zachętę i przyzwolenie dla rozwijania idei niepodległościowych, także przez księży. Końca sporu o moralne i polityczne skutki orędzia raczej nie widać. Konstanty Skirmunt zanotował we wspomnieniach, że papież już w połowie 1917 r. zdecydował się na „wyraźne postawienie sprawy polskiej jako jednego z celów wojny". Michał Bobrzyński, także bliski Kościołowi polityk konserwatywny, uznał, że papież potraktował Polaków „na równi z Armeńczykami jako sprawę humanitarną, a ludziom się zdaje, że sprawa polska ma światowe znaczenie". Niewątpliwie inicjatywa watykańska przyczyniła się popularyzacji sprawy polskiej przede wszystkim w środowisku katolików. Modląc się w intencji orędzia wielu z nich dowiadywało się, że w ogóle istnieje jakiś problem odrodzenia „daw- nego Królestwa Polskiego". Także w tym sensie można uznać, że Stolica Apostolska stała się jedną z trampolin, z której skorzystali polscy niepodległościowcy tworząc 15 sierpnia 1917 r. w Lozannie Komitet Narodowy Polski (KNP). Przewodniczył mu Roman Dmowski, który — przypomnijmy — od przełomu lat 1915-1916 przeniósł swą działalność polityczną na Zachód, najpierw do Londynu, później Paryża. Stolica Francji stała się też formalną siedzibą Komitetu złożonego ze zna- 68 nych polityków reprezentujących endecję oraz koła konserwatywno-ziemiańskie. Pierwotnymi członkami Komitetu, stopniowo rozszerzanego byli: Ignacy Pade- rewski, Erazm Piltz, Jan Rozwadowski, Marian Seyda, Konstanty Skirmunt, Wła- dysław Sobański oraz Maurycy Zamoyski. Komitet starał się zrazu pełnić rolę ministerstwa spraw zagranicznych nie istniejącego jeszcze państwa. Już we wrześniu 1917 r. Komitet uzyskał od Francji uznanie jako formalny i wiarygodny reprezentant aspiracji narodu polskiego oraz odradzającego się państwa; w październiku uczyniły to Wielka Brytania i Włochy, w listopadzie — Stany Zjednoczone. Do centralnych zadań Komitetu należało wpływanie na przywódców państw ententy w sprawie określenia swego stanowiska wobec przyszłości Polski, które odpowiadałoby zmianom zachodzącym na ziemiach polskich pod wpływem re- wolucji w Rosji oraz rozszerzania uprawnień Rady Regencyjnej w Królestwie Pol- skim. W staraniach tych największy sukces odniósł Ignacy Paderewski będący formalnym reprezentantem KNP przy prezydencie Stanów Zjednoczonych oraz mjr Franciszek Fronczak, reprezentujący w Komitecie Polonię amerykańską. Sukces ten to objęcie sprawy polskiej amerykańskim programem pokoju, który został przedstawiony przez prezydenta Wilsona 8 stycznia 1918 r. na dorocznym posie- dzeniu obu izb Kongresu. Uprawnione jest zaliczanie tego programu do najbardziej znanych dokumentów XX w. Spopularyzował on nazwisko Wilsona i uczynił z niego jednego z najczęściej przypominanych polityków świata, którego koncepcje wytyczyły nowe perspektywy dla ludzkości. Pierwszych pięć punktów programu pokoju madę in USA dotyczyło spraw ogólnych — jawnej dyplomacji, wolnej żeglugi i handlu, rozbrojenia, uregulowania spraw kolonialnych oraz (p. 14) powołania do życia Ligi Narodów. Pozostałe 9 punktów pokojowego programu dotyczyło spraw konkretnych — Rosji, Belgii, Francji, Włoch, Półwyspu Bałkańskiego, Turcji oraz Polski. Punkt 13 programu Wilsona dotyczący Polski brzmiał: „Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować paktem międzynarodowym". Równie dobrze rozwijała się sprawa polska we Francji, gdzie 22 lutego 1918 r. rząd francuski zgodził się na przejęcie przez KNP kontroli politycznej nad Armią Polską. Jej liczbowy i organizacyjny rozwój był obiektem szczególnych zabiegów, ale też kontrowersji o prawno-międzynarodowym charakterze. Przełamywano je z trudem o tyle większym, że dyplomaci włoscy stale obawiali się o los swoich jeńców znajdujących się w rękach austriackich i niemieckich. Tymczasem w miarę postępującego rozkładu armii austro-węgierskiej, będącego także efektem nasilającej się propagandy (od maja 1918 r. na okopy austro-węgierskie spadło 60 min ulotek w ośmiu językach oraz 10 min w czterech językach), w obozach jenieckich we Włoszech znalazło się do 60 tyś. byłych żołnierzy podających się za Polaków. Jeńcy z ziemi włoskiej w sposób zasadniczy współtworzyli Armię Polską we Francji. Był to proces najeżony licznymi trudnościami, zwielokrotnionymi przez nasilającą się rywalizację włosko-francuską, która dotknęła także spraw polskich, a więc i formowania się wojska polskiego na obczyźnie oraz uznania go za stronę współwalczącą. 69 W maju 1918 r. na froncie włosko-austriackim pojawiła się 180-osobowa kom- pania dowodzona przez por. Stefana Kluczyńskiego. Po kilku akcjach o charakterze dywersyjnym została wycofana na tyły i włączona do organizujących się polskich pułków. Kłopot w tym, że Włosi odmawiali zgody na prowadzenie działalności rekrutacyjnej w swoich obozach jenieckich przez Francuzów, de facto przez misję polsko-francuską działającą w imieniu KNP. Dopiero kiedy we wrześniu 1918 r. rząd francuski przekazał władzę nad Armią Polską w ręce KNP (dowódcą mianowany został gen. Józef Haller), proces rekrutacji nabrał przyspieszenia. Tak jak we Francji znaczące miasta (Paryż, Yerdun, Nancy) fundowały sztandary pułkom polskim, tak i we Włoszech uroczystości z tym związane miały okazałą oprawę. Wśród kilkudziesięciu nadzwyczajnie dla tej działalności przychylnych Włochów palmę pierwszeństwa dzierży adwokat z Turynu, Attilio Begey. Wrę- czając 7 stycznia 1919 r. sztandar pierwszemu sformowanemu w Italii pułkowi, nazwanemu imieniem uwielbianego Adama Mickiewicza, wyraził przekonanie, że żołnierze zatkną go „na waszym Akropolu Narodowym — Wawelu. Oto oficerowie i żołnierze, serdeczne życzenia nasze: niech wiekowe pragnienie polskiego narodu jak najpomyślniej uwieńczone zostanie za waszym współudziałem". Im bliżej klęski państw centralnych, tym chętniej w szeregi Armii Polskiej, zwanej potocznie armią Hallera lub Błękitną (od koloru mundurów), garnęło się coraz więcej Polaków. Była to ważna demonstracja wiary w powodzenie trwającej kilka pokoleń walki o odrodzenie państwa. Stanowiła ona też swoiste zwieńczenie udziału żołnierzy w polskich mundurach lub tylko z narodowymi symbolami w różnych formacjach i na różnych frontach wielkiej wojny. Ich wiara w polskość była najbardziej przekonująca, i to niezależnie od reprezentowanej orientacji politycznej. Od kilkusetosobowych oddziałów „bajończyków" we Francji czy Legionu Puławskiego, poprzez „Polnische Wehrmacht" (5 tyś. w październiku 1918 r.), Korpus Józefa Dowbora-Muśnickiego w Rosji (29; tyś.), Legiony Polskie (15-20 tyś.), konspiracyjny POW (30 tyś.), aż po armię Hallera, której stan zbliżył się do 70 tyś. Efektywny udział tych formacji w wojskowych rozstrzygnięciach I wojny świa- towej był ograniczony jeśli zważyć, że przez jej fronty przelało się 70 min ludzi. Tym razem jednak wysiłkowi zbrojnemu Polaków mających na widoku odrodzenie samodzielnego państwa sprzyjało szczęście i nadzwyczajnie korzystny układ sil międzynarodowych. Konfiguracja ta, przez swą nieprzewidywalność zaliczana do darów Opatrzności, polegała na tym, że najpierw mocarstwa zaborowe znalazły się w przeciwnych obozach, a następnie żadnego z nich nie było wśród zwycięzców. Można mówić, że powstałą dzięki temu pustkę musiało wypełnić niepodległe państwo. Bolszewicka Rosja, podpisując separatystyczny pokój brzeski oraz anulując zabory i przyznając Polakom prawo do samostanowienia, nie mogła wchodzić w grę jako powiernik ententy w tej części Europy. Austro-Węgry od śmierci w 1916 r. sędziwego Franciszka Józefa znalazły się na równi pochyłej, tak pod względem wojskowym, jak i politycznym. Podjęte przez jego następcę próby przekształcenia państwa w federację raczej zachęcały poszczególne narody do proklamowania państw narodowych. Posłowie polscy w parlamencie wiedeńskim 27 października 1918 r. utworzyli Komisję Likwidacyjną, której władza rozciągała się na Galicję Zachodnią. Jej część wschodnią ogarnęło powstanie ukraińskie i prokla- 70 mowanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Tworzone w pośpiechu przez Komisję Likwidacyjną wojsko polskie podjęło z powstańcami walkę, koncentrującą się wokół Lwowa Trwające równolegle rozmowy o warunkach rozejmu między Austro-Węgra-mi i ententą zostały zamknięte 3 listopada 1918 r. Rozpad dualistycznej monarchii to charakterystyczny przejaw procesów państwowotwórczych w tej części Europy. Tak pielęgnowany przez krakowskich konserwatystów trializm austro-węgier-sko-polski legł w gruzach. Klęska Niemiec oraz uznanie 14 punktów Wilsona za podstawę do rozmów rozejmowych i pokojowych eliminowało to państwo z grona mocarstw mających decydujący głos w sprawie polskiej. Premia za klęskę nie mogła wchodzie w grę, tym bardziej że 3 czerwca 1918 r. Francja, Wielka Brytania i Włochy wydały długo odkładaną deklarację, w której odrodzenie niepodległej Polski zaliczyły do celów wojny. Na ogół brano też pod uwagę włączenie do odrodzonego państwa polskiego zaboru pruskiego, co wielu Niemcom, jeszcze w końcu wojny, wydawało się mrzonką. Kiedy Wojciech Korfanty 25 października 1918 r., a więc na dwa tygodnie przed rozejmem mówił w Reichstagu o przyłączeniu całego zaboru pruskiego do zjednoczonej i niepodległej Polski, wywołał wrzawę i śmiechy. Nie zrażony tumultem przypomniał, że Polacy, odkąd znaleźli się w parlamencie Rzeszy, zawsze uważali się za przedstawicieli całego narodu polskiego: „tymi przedstawicielami jesteśmy także dzisiaj, mając szczególny obowiązek obrony tutaj wyłącznie interesów całego narodu polskiego". Układ o zawieszeniu broni między państwami ententy a Rzeszą Niemiecką, podpisany 11 listopada 1918 r., stanowił ważny fakt w dziejach Europy, ale też przełom w walce Polaków o odrodzenie państwa. Ostatni z zaborców został rzucony na kolana, co dało Polakom szansę istnienia i rozwoju. Wiekopomne znaczenie tego przełomu polegało na tym, że dalsze trwanie germanizacji i rusyfikacji stanowiło realne zagrożenie dla istnienia narodu jako całości, m. in. poprzez zatracenie ogólnopolskiej świadomości narodowej. Dlatego też dążność społeczeństwa polskiego do posiadania własnego państwa oraz gotowość: do ofiar w walce o nie trzeba postawić wśród najważniejszych elementów odrodzenia. Wszystko to razem wzięte pozwala stwierdzić, że powrót Polski na mapę Europy po I wojnie światowej jest najważniejszym wydarzeniem nie tylko w jej XX-wiecznych dziejach, ale nawet całej tysiącletniej historii.