VI. RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA Nowa władza (1944-1947) Decyzję o powołaniu polskiego, posłusznego Moskwie quasi-rządu podjął Stalin osobiście 20 lipca 1944 r. Polscy działacze komunistyczni już od pewnego czasu występowali wobec władz radzieckich z podobną inicjatywą, lecz na Kremlu nie śpieszono się. Moskwie najwidoczniej bardziej zależało na utworzeniu prora- dzieckiego gabinetu, w którym zasiadaliby znani politycy emigracyjni, niż na two- rzeniu „rządu", o którym wiadomo byłoby, iż ma charakter marionetkowy. Jak się wydaje, ośrodek w rodzaju Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego miał być początkowo w kalkulacjach Stalina instrumentem nacisku na polskich polityków działających w Londynie — miał ich skłonić do większej ustępliwości. Dnia 22 lipca (datę tę obrano później w Polsce Ludowej jako święto narodowe) 1944 r. w nadanej z Moskwy audycji radiowej Związku Patriotów Polskich odczytano komunikat o ukonstytuowaniu się Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) i objęciu przez Komitet władzy w Polsce. Nazwę wzorowano na Francuskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego, powołanym w czerwcu w Algierze przez gen. Charlesa de Gaulle'a i szykującym się do przejęcia władzy we Francji. W audycji odczytano również manifest Komitetu, w Polsce po raz pierwszy ogłoszony w Chełmie, skoro tylko miasto to zostało oswobodzone. Do Chełma członkowie PKWN przybyli 27 lipca, a od 1 sierpnia siedzibą Komitetu był Lublin. Na czele PKWN stanął, jako przewodniczący, Edward Osóbka-Morawski, który kierował również resortem spraw zagranicznych. Wiceprzewodniczącymi byli Andrzej Witos (kompletnie nie znany brat Wincentego), kierujący także resortem rolnictwa i reform rolnych, oraz Wanda Wasilewska; ta ostatnia wkrótce przestała zajmować się sprawami polskimi i powróciła do ZSRR. W skład Komitetu wchodzili też m. in. gen. Michał Rola-Żymierski (kierownik resortu obrony narodowej; jego zastępcą był Berling), Stanisław Radkiewicz (kierownik resortu bezpieczeństwa publicznego), Bolesław Drobner (praca, opieka społeczna i zdrowie), Wincenty Rzymowski (kultura i sztuka), Stefan Jędrychowski (informacja i propaganda). Poza Drobnerem i Rzymowskim były to osoby dotąd praktycznie nie znane, 369 znana była jeszcze Wasilewska, lecz jej działalność po 1939 r. oceniano na ogół fatalnie. W swym manifeście Komitet określał urzędujący na uchodźstwie rząd RP i Delegaturę Rządu władzą „samozwańczą i nielegalną", a konstytucję z 1935 r. — „bezprawną" i „faszystowską" (co samo w sobie było posunięciem zręcznym, gdyż konstytucji kwietniowej istotnie można było wiele zarzucić). Rząd na uchodźstwie autorzy manifestu oskarżali o rzekome hamowanie „walki z okupantem hitlerow- skim" i twierdzili, jakoby „swą awanturniczą polityką pchał Polskę ku nowej ka- tastrofie". W tej sytuacji, kontynuowano, niezbędne było ukonstytuowanie się „le- galnego ośrodka władzy", opierającej się na „jedynie obowiązującej legalnej, uchwalonej prawnie" konstytucji z 1921 r. (tj. konstytucji marcowej). „Jedynym źródłem władzy" miała być Krajowa Rada Narodowa. Nową konstytucję uchwalić miał dopiero Sejm Ustawodawczy. Mowa była o wzmożonej walce z Niemcami jako głównym zadaniu PKWN, ale też o sojuszu ze Związkiem Radzieckim (a także z Czechosłowacją), formowaniu Milicji Obywatelskiej. Zapowiadano radykalną reformę rolną, tj. parcelację bez odszkodowania większych majątków ziemskich powyżej 50 hektarów w Polsce Centralnej i powyżej 100 hektarów na obszarach wcielonych po wybuchu wojny do Rzeszy. O nacjonalizacji przemysłu natomiast milczano, w dość mglisty sposób pisano o granicy z ZSRR; z drugiej strony obiecywano zachodnią granicę na Odrze, włączenie do Polski Pomorza i Śląska Opolskiego. Zanim Komitetowi pozwolono wyjechać do Polski, 26 lipca Osóbka-Morawski musiał w Moskwie podpisać z Mołotowem porozumienie o stosunkach między dowództwem Armii Czerwonej a administracją, jaką miał tworzyć PKWN na wy- zwalanych ziemiach polskich. Na zachód od „linii Curzona" sprawy „dotyczące prowadzenia wojny" miały znaleźć się w gestii radzieckiego dowództwa. Tego samego dnia zawarto również układ o granicy polsko-radzieckiej, która miała zostać wytyczona w oparciu o „linię Curzona" (z drobnymi odchyleniami na rzecz Polski) i która pozostawiała Galicję Wschodnią z Lwowem po stronie radzieckiej; ZSRR zobowiązywał się natomiast popierać wytyczenie granicy polsko-niemiec-kiej wzdłuż Odry i Nysy. Oba układy były tajne. Na ziemiach polskich powstać miała sieć radzieckich komendantur wojskowych, utrzymujących ścisłe kontakty z organami władzy tworzonymi przez Komitet, przy czym właśnie komendanci radzieccy mieli odegrać istotną rolę w instalowaniu tychże organów. Podobną rolę odegrały NKWD i radziecki kontrwywiad wojskowy „Smiersz", zajmujące się tropieniem i aresztowaniem oficerów i żołnierzy prolondyńskiego podziemia polskiego oraz działaczy cywilnych. Jednym z głównych organizatorów tych operacji, spośród których największy rozgłos zyskało wspomniane już podstępne ujęcie 16 przywódców Państwa Podziemnego, był gen. Iwan Sierow, podówczas zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych i ełnomocnik NKWD przy 1. Froncie Białoruskim. Pełnomocnikiem Stalina do spraw zajmowanych ziem polskich został gen. Nikołaj Bułganin. ocześnie na terenie „Polski Lubelskiej" powstawały, z dużymi trudnościami, zręby administracji PKWN. Trudności te tylko po części wynikały z braku wykwalifikowanej kadry; istotniejsze znaczenie miał fakt, iż większość społeczeństwa nastawiona była do nowej władzy nieufnie lub wręcz wrogo. Oparciem tej władzy była siła; na ziemiach kontrolowanych przez PKWN stacjonowało — za- 370 nim ruszyła w styczniu 1945 r. nowa wielka ofensywa Armii Czerwonej — ponad 2 miliony żołnierzy radzieckich oraz ponad 100 tyś. Wojska Polskiego. Jako najwyższy organ władzy na wyzwolonych ziemiach polskich na zachód od „linii Curzona" przedstawiano Krajową Radę Narodową, w skład której wchodzili (do połowy 1945 r.) reprezentanci PPR oraz niewielkich ugrupowań współpracujących z komunistami: prokomunistycznej PPS, Stronnictwa Ludowego „Wola Ludu" i Stronnictwa Demokratycznego, organizacji młodzieżowych, zawodowych, społecznych i innych, a także osoby indywidualne. Liczba członków KRN rosła, osiągając w chwili zakończenia wojny stan 272 osoby (pod koniec 1945 r. osiągnięto stan 444 osoby). Przewodniczący KRN, komunista Bolesław Bierut (mimo że oficjalnie przedstawiany jako bezpartyjny, był nawet członkiem Politbiura), tytu- łowany od 31 grudnia 1944 r. prezydentem KRN, miał uprawnienia zarówno pre- zydenta RP, jak i marszałka Sejmu — należało do niego m. in. zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. Organem wykonawczym był PKWN; od sierpnia Komitet wy- posażony był też w prawo wydawania dekretów z mocą ustawy. Terenowy aparat administracyjny tworzyła sieć urzędów wojewódzkich i starostw powiatowych (zrezygnowano bowiem z idei połączenia funkcji wykonawczych z ustawodaw- czymi na tym szczeblu i powierzenia ich łącznie radom narodowym). Władza należała wprawdzie formalnie do KRN i PKWN, lecz w istocie decy- dujący głos mieli przybyli z ZSRR działacze Centralnego Biura Komunistów Polski, pozostający w ścisłym kontakcie z władzami radzieckimi. Zdominowali oni najwyższe władze PPR. Wpływy przewodniczącego PKWN, Osóbki-Morawskie-go, były mocno ograniczone. Szybko rosły siły bezpieczeństwa PKWN. Na mocy dekretu z 7 października 1944 r. powołano — podlegającą resortowi bezpieczeństwa publicznego — Milicję Obywatelską, której komendantem został fanatyczny komunista, Franciszek Jóź- wiak ps. „Witold", mianowany przez KRN generałem. Jej kadrę werbowano przede wszystkim spośród byłych partyzantów komunistycznych (Armia Ludowa), czę- ściowo też spośród dawnych członków Batalionów Chłopskich. Większość mili- cjantów nie miała nawet podstawowego wykształcenia, niektórzy (młodzi chłopi z najuboższych rodzin) byli analfabetami. Potężniejącą z miesiąca na miesiąc policję polityczną, zwaną potocznie „bezpieką" (lub UB), czyli powiatowe i wojewódzkie Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego, podporządkowano Radkiewiczowi, szefowi resortu bezpieczeństwa publicznego (on i jego dwaj zastępcy, Mieczysław Mietkowski i Roman Romkowski, byli głównymi architektami systemu terroru). Policję tę tworzono w oparciu o wzory radzieckie; szkoły NKWD opuścili liczni polscy funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa publicznego. Znaczą część wyż- szych stanowisk w resorcie (ok. 30 procent) piastowali komunistyczni działacze pochodzenia żydowskiego, co dało później początek mitowi, jakoby terror komu- nistyczny w Polsce był dziełem Żydów. Resort bezpieczeństwa publicznego kon- trolowany był przez NKWD, który skierował doń swych funkcjonariuszy jako doradców. Oprócz tych dwóch instytucji utworzono zbrojną formację pod nazwą Wojska Wewnętrzne, przekształcone wiosną 1945 r. w Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), dowodzony przez radzieckiego generała Bolesława Kie- niewicza. Gdy zachodziła potrzeba, do walki z antykomunistycznymi grupami zbrojnymi (polskimi i ukraińskimi) kierowano czasowo oddziały Wojska Polskie- 371 go. Jesienią 1944 r. MO liczyła 15 tyś. (rok później 62 tyś.), organa bezpieczeństwa publicznego — 3 tyś. (po roku już 30 tyś.), a Wojska Wewnętrzne — cztery bataliony (w rok później KBW liczył 32 tyś. ludzi). W lipcu i sierpniu połączono Armię Polską w ZSRR z partyzancką Armią Lu- dową, tworząc tym samym Wojsko Polskie. Naczelnym dowódcą został gen. Michał Rola-Żymierski, a jego zastępcami gen. Zygmunt Berling (na krótko, gdyż jesienią 1944 r. usunięto go) i były górnik, przebywający podczas wojny w ZSRR działacz komunistyczny Aleksander Zawadzki. Operacyjnie, na czas wojny, Wojsko Polskie podlegało dowództwu radzieckiemu. Ogłoszono przymusowy pobór. Do końca 1944 r. do sił zbrojnych zwerbowano dodatkowo 110 tyś. ludzi; liczebność podlegających KRN oddziałów Wojska Polskiego wzrosła więc do poziomu 290 tyś. żołnierzy. Część antykomunistycznie nastawionej młodzieży, zwłaszcza członkowie podziemnych organizacji, uchylała się od wcielenia do wojska, wielu jednak chciało walczyć z Niemcami. Największym problemem pozostał brak wykształconej kadry oficerskiej, toteż bardzo dużą liczbę stanowisk dowódczych powierzono oficerom radzieckim. Np. na czele 1. Armii Wojska Polskiego stanął jesienią 1944 r. gen. Siergiej Gorochow, występujący odtąd jako Stanisław Popławski. Wielu oficerów było pochodzenia polskiego, ulegli oni jednak rusyfikacji. Władza należała do liczącej wówczas ok. 20 tyś. członków (w „Polsce Lubel- skiej" było ich najpierw ok. 5 tyś., a w pół roku później 22 tyś.) Polskiej Partii Robotniczej. Na jej czele stał 18-osobowy Komitet Centralny, 11 członków KC wy- wodziło się spośród działaczy czynnych podczas wojny na terenie kraju. Główną rolę odgrywało jednak pięcioosobowe Biuro Polityczne KC, a tam proporcje układały się już inaczej. Działaczami „krajowymi" byli Gomułka i Bierut, lecz ten ostatni, powiązany z NKWD, był posłusznym realizatorem poleceń swych moskiewskich mocodawców i podobnie jak trzej pozostali (przybyli z ZSRR Jakub Berman, Hilary Minc i Aleksander Zawadzki) reprezentował linię „internacjonalistyczną", co oznaczało, iż gotów był dokładnie kopiować wzory radzieckie. Wobec Gomułki kierownictwo radzieckie nie miało zaufania, a w Biurze był on nieco izolowany, mimo że pełnił funkcję sekretarza generalnego partii. Działalność PKWN nadzo- rował Berman, który odpowiadał też za kontakty polskich władz z Moskwą, Za- wadzkiemu podlegały sprawy wojskowe, a Minc kierował polityką gospodarczą. W maju 1945 r. Politbiuro powiększono o Mariana Spychalskiego oraz Romana Zambrowskiego, który we władzach partii odgrywał coraz większą rolę. Spośród partii politycznych podporządkowanych komunistom większe zna- czenie miała tzw. odrodzona PPS, której przedstawicielem był Osóbka-Morawski. Nazwę PPS przybrała obradująca we wrześniu na konferencji w Lublinie grupa przedwojennych działaczy socjalistycznych. Naradę tę nazwano XXV Kongresem PPS; przewodniczącym Rady Naczelnej został wchodzący w skład PKWN przed- wojenny działacz PPS z Krakowa, przedstawiciel socjalistycznej lewicy Bolesław Drobner, a sekretarzem generalnym — kryptokomunista Stefan Matuszewski. Partia ta w początkach 1945 r. liczyła ponad 7 tyś. członków. Liderzy PPS-WRN, wierni rządowi na uchodźstwie, pozostali w konspiracji, podobnie jak przywódcy Stron- nictwa Ludowego „Roch". Grono mało znanych lewicowych działaczy ludowych zorganizowało mniej więcej w tym samym czasie naradę, którą nazwali I Zjazdem Stronnictwa Ludowego Ziem Wyzwolonych. Przewodniczącym Zarządu Głów- 372 nego tego prokomunistycznego stronnictwa (liczącego po kilku miesiącach ok. 5 tyś. członków) został członek PKWN Stanisław Kotek-Agroszewski (wiceprezesami — Andrzej Witos i Stanisław Janusz; ten ostatni stanął na czele SL w listopadzie, gdy pod naciskiem komunistów usunięto Kotka-Agroszewskiego i A. Witosa). Trzecim pro komunistycznym ugrupowaniem politycznym, najmniej licznym, było Stronnictwo Demokratyczne, na którego czele stanął publicysta Wincenty Rzymowski, w PKWN kierujący resortem kultury i sztuki, a sekretarzem generalnym został Leon Chajn. Wewnątrz tych partii działali też komuniści, skierowani tam przez PPR (np. wspomniani sekretarze generalni PPS i SD). Jesienią powołano Centralną Komisję Porozumiewawczą Stronnictw Demokratycznych, czyli PPR, PPS, SL i SD; koalicję tych partii nazwano wkrótce Blokiem Demokratycznym. Oficjalną działalność podjęły niektóre organizacje młodzieżowe; oprócz komuni- stycznego Związku Walki Młodych większą rolę odgrywały poddane czystkom Związek Młodzieży Wiejskiej „Wici" oraz powiązana przed wojną z PPS Organizacja Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych (OMTUR). Działać zaczęły związki zawodowe, z narzuconym kierownictwem, oraz stowarzyszenia twórcze. Wszystkie lokalne próby przejęcia władzy przez miejscowych delegatów rządu RP zostały udaremnione, a ujawniający się przedstawiciele Państwa Podziemnego byli więzieni przez NKWD. Tygodniami trwały aresztowania żołnierzy i oficerów AK, część z nich wywieziono w głąb Rosji (szacuje się, że do końca 1944 r. do ZSRR wywieziono co najmniej 15 tyś. ludzi), część osadzano w więzieniach i obozach utworzonych przez Niemców (lubelski Zamek, obóz na Majdanku). Aresztowano m. in. komendanta Okręgu Lubelskiego AK, płk. Kazimierza Tumi-dajskiego. Sądy wojenne zarówno radzieckie, jak i polskie wydawały liczne wyroki śmierci. Niektóre oddziały AK oraz innych organizacji podziemnych (np. NSZ) przeszły do konspiracji, a oddziały leśne podejmowały walkę z komunistycznymi władzami. Dezerterowali też akowcy wcieleni siłą w szeregi Wojska Polskiego. Gdy w nocy z 12 na 13 października 1944 r. zdezerterowała pod Krasnymstawem znaczna część pułku piechoty z 7. Dywizji Wojska Polskiego, zaprzestano wcielania akowców. Zachowane dokumenty potwierdzają tezę, że Stalin osobiście domagał się od PKWN zaostrzenia kursu; radziecki dyktator zarzucał polskim komunistom „miękkość i rozlazłość", żądając stosowania represji na większą niż dotąd skalę. Od jesieni 1944 r. do wiosny roku następnego komunistyczne organa bezpieczeństwa sięgnęły zatem po środki bardziej bezwzględne. Symbolem tego okresu był rozklejany jesienią 1944 r. plakat PKWN z odnoszącym się do Armii Krajowej napisem „zapluty karzeł reakcji". Prymitywna i zmasowana propaganda, szkalująca rząd na uchodźstwie i jego organa, trwała zresztą od początku. Prawną podstawę terroru stanowiły dwa dekrety, podpisane przez Osóbkę-- Morawskiego jesienią 1944 r.: dekret o kodeksie karnym Wojska Polskiego oraz dekret o ochronie państwa. Przewidywały one wysokie kary rn. in. za wyszydzanie ustroju, sprzeciwianie się reformie rolnej, a nawet za posiadanie radioodbiornika bez zezwolenia. Kara śmierci groziła m. in. za udział w związkach „mających na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego". Kolejny dekret przewidywał represje wobec „zdrajców narodu". Te trzy dekrety były instrumentem prawnym, formalnie umożliwiającym rozpętanie terroru skierowanego prze- 373 ciw agendom Delegatury Rządu, organizacjom zbrojnym z AK na czele, partiom politycznym obozu prolondyńskiego. Kontrolowany przez PKWN obszar obejmował prawie 80 tyś. km2 (województwo lubelskie, prawie całe białostockie i rzeszowskie, część kieleckiego i warszawskiego), z ponad 5 mln mieszkańców. Odtwarzano system szkolny (powstawały przy tym nowe szkoły średnie, a w listopadzie podjęto zajęcia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim), ukazywała się prasa i czasopisma (głoszenie poglądów krytycznych wobec nowej władzy było rzecz jasna niemożliwe, a władze nie dopuściły do powstania dziennika katolickiego), zaczęły pracować wydawnictwa. Powstawały zręby imperium prasowo-wydawniczego tworzonego przez znanego już przed wojną publicystę i działacza komunistycznego Jerzego Borejszę. Twórców kultury otaczano opieką. PKWN przystąpił też do odtwarzania życia gospodarczego na podległych sobie terenach. Od jesieni specjalne grupy operacyjne Komitetu przejmowały pod zarząd państwowy zakłady przemysłowe, których znaczna część była zdewastowana (także przez Armię Czerwoną). Uruchamiano transport kolejowy. U schyłku sierpnia weszła do emisji nowa waluta; od jesieni przeprowadzano wymianę pieniędzy, która bardzo dotkliwie uderzyła w ludność, ponieważ ogromna większość oszczędności przepadała. W ośrodkach miejskich wprowadzono kartki na podstawowe produkty spożywcze. Rozpoczęta została głęboka przebudowa systemu gospodarczego, a pierwszym krokiem ku temu stała się radykalna reforma rolna (dekret z 6 września 1944 r.). Na rzecz utworzonego wówczas Funduszu Ziemi przekazano nie tylko ziemię skarbu państwa, skonfiskowane gospodarstwa poniemieckie i będące własnością osób kolaborujących z Niemcami; wywłaszczone miały być w ogóle wszystkie majątki prywatne, w których użytki rolne przekraczały 50 hektarów, a w ówczesnych województwach poznańskim, pomorskim i śląskim 100 hektarów powierzchni ogólnej (a więc bez względu na obszar użytków rolnych). Ziemie te konfiskowano bez odszkodowania, chociaż osobom wywłaszczanym przyznać miano nadział ziemi w innym powiecie lub uposażenie urzędnicze średniej grupy. Reforma ta z jednej strony urzeczywistnić miała wysuwane od dawna postulaty lewicy, domagającej się likwidacji wielkiej własności ziemskiej (o konieczności radykalnej reformy rolnej mówiła też prolondyńska Rada Jedności Narodowej, zwłaszcza zaś ludowcy Mikołajczyka). Z drugiej strony PPR była przekonana, że realizacja reformy rolnej przyczyni się do wzrostu poparcia wsi dla nowego ustroju. Realizowana była zrazu dość opornie, zatem w październiku usunięto szefa resortu rolnictwa Andrzeja Witosa (który chciał poczekać z realizacją do decyzji Sejmu) i przystąpiono do przymusowego wykonywania reformy. Na wieś skiero- wano specjalnych pełnomocników PKWN, aktywistów PPR, milicjantów i żołnierzy; rozdzielanie ziemi nabrało tempa. Łącznie na obszarze „Polski Lubelskiej" rozdzielono ponad 212 tyś. hektarów ziemi pomiędzy prawie 110 tyś. rodzin. Część skonfiskowanej ziemi pozostała w rękach państwa (w grudniu upaństwowiono również prywatne lasy). Jedna rodzina otrzymywała — niemal za darmo — nie- spełna 2 hektary. Powiększyła się liczba gospodarstw karłowatych i małorolnych, powstawały nieduże, samodzielne gospodarstwa chłopów dotychczas bezrolnych. Wywłaszczani ziemianie z reguły tracili także część ruchomego mienia (meble, 374 dzieła sztuki itp.), niekiedy rabowanego przez przedstawicieli władzy. Warstwa ziemiańska w ciągu kilkunastu miesięcy przestała praktycznie istnieć. Reforma rolna zwiększyła poparcie dla nowej władzy wśród rolników, gdzie poczucie, iż parcelowana ziemia jest w gruncie rzeczy ziemią chłopską, było równie silne, jak obawy przed powrotem dawnych właścicieli. Niepewność w sprawie szans na zachowanie przyznanej ziemi wzmagało podziemie; część leśnych oddziałów nawet terroryzowała chłopów, którzy otrzymali nadział. Z drugiej strony chłopi byli mocno niezadowoleni z utrzymania przez PKWN — mimo że manifest Komitetu zapowiadał zniesienie kontyngentów — wprowadzonych przez Niemców obowiązkowych dostaw żywności. Uchylający się od dostaw ryzykowali wysokie kary, a rekwizycje przeprowadzano w sposób brutalny. Wiele osób z innych grup społecznych uznawało, że mimo wszystko należy brać udział w odbudowie kraju, bez względu na niedemokratyczny charakter instalującej się władzy. Niektórzy, o poglądach lewicowych — acz niekomunistycz-nych — widzieli wręcz szansę na stworzenie ustroju zapewniającego nowoczesne i bardziej sprawiedliwe stosunki społeczne, pozwalającego zmodernizować system gospodarczy (np. aresztowany przez Rosjan delegat rządu we Lwowie, przedwojenny pepeesowiec Adam Ostrowski, wkrótce po wyjściu z więzienia objął urząd wojewody krakowskiego). Wkrótce dołączały do nich osoby reprezentujące inne opcje, także prawicowe; ci z kolei uważali, iż Polska na długie lata znalazła się w radzieckiej strefie wpływów, z czym należy się pogodzić i w imię polskiej racji stanu aktywnie pracować na rzecz istniejącego realnie państwa, któremu tylko ZSRR mógłby zapewnić przesunięcie zachodnich granic ku Odrze i Nysie Łużyckiej. Jedną z takich osobistości był Bolesław Piasecki, dawny przywódca faszyzującej organizacji ONR- Falanga, aresztowany jesienią 1944 r. przez NKWD i przesłuchiwany przez samego Sierowa. Z więzienia wyszedł w połowie roku następnego jako zwolennik nowej władzy. Umocniwszy swą władzę, komuniści mogli pozwolić sobie na przekształcenie Komitetu w rząd. Uzgodniono to zapewne podczas wizyty Bieruta i Osóbki-Mo- rawskiego na Kremlu w początkach grudnia 1944 r. Wkrótce na łamach pism wy- dawanych w Lublinie pojawiły się liczne artykuły prasowe zapowiadające ten fakt. Nastąpił on ostatniego dnia tego roku, kiedy to Krajowa Rada Narodowa powzięła uchwałę o powołaniu Rządu Tymczasowego. Premierem i ministrem spraw zagranicznych został Osóbka-Morawski (PPS), wicepremierami — Gomuł-ka (PPR) i prezes Rady Naczelnej prokomunistycznego SL Stanisław Janusz. Ministrem obrony został Rola-Żymierski, bezpieczeństwa publicznego — Radkiewicz (PPR), skarbu — Konstanty Dąbrowski (PPS), przemysłu — Hilary Minc (PPR), rolnictwa — Edward Bertold (SL), informacji i propagandy — Stefan Matuszewski (PPS), kultury i sztuki — Wincenty Rzymowski (SD). W sumie po 5 resortów mieli przedstawiciele PPS i SL, podczas gdy w rękach członków PPR znalazły się „tylko" 4 ministerstwa (SD miało 2 reprezentantów), lecz była to formalność. Rządem sterowali faktycznie komuniści, oni też kierowali kluczowymi resortami. Jak wspomniano, 4 stycznia Rząd Tymczasowy został uznany przez ZSRR; ogólną kontrolę nad rządem sprawował gen. Nikołaj Bułganin (ambasadorem radzieckim był Wiktor Lebiediew), a sprawy bezpieczeństwa nadzorował gen. Sierow. Wkrótce rząd Osóbki-Morawskiego uznany został przez Czechosłowację, a w marcu 375 przez jugosłowiański gabinet Josipa Broz-Tity. 21 kwietnia Osóbka-Morawski i Stalin podpisali w Moskwie polsko-radziecki układ o przyjaźni, wzajemnej pomocy i współpracy po wojnie. Było to wzmocnienie pozycji Rządu Tymczasowego na arenie międzynarodowej; z drugiej strony zawarte w podpisanym dokumencie zobowiązanie się do nieingerowania w sprawy wewnętrzne drugiego państwa zakrawało na kpinę. W lutym rząd Osóbki-Morawskiego przeniósł się z Lublina do wyzwolonej 17 stycznia Warszawy. Miasto było zrujnowane., chodziło jednak o podkreślenie, iż Rząd Tymczasowy rezyduje w stolicy (określenie „rząd warszawski" brzmiało zupełnie inaczej niż „rząd lubelski", lecz jeszcze przez jakiś czas za granicą uży- wano tego ostatniego). Natychmiast ogłoszono, że Warszawa zostanie odbudowana; do miasta zaczęły napływać pierwsze grupki ludzi, którzy szukali dachu nad głową w nielicznych nadających się do zamieszkania budynkach. Wraz z wypieraniem Niemców na zachód nowe władze przejmowały kontrolę nad obszarami w Polsce Środkowej, a później także na ziemiach pozostających przed 1939 r. w granicach Rzeszy. Tworzono kolejne rady narodowe, wojewódzkie i powiatowe, kolejne urzędy bezpieczeństwa publicznego i komendy MO. Zwiększała się liczebność PPR, do której wstępowały zarówno osoby mające nadzieję na zrobienie szybkiej kariery, jak i ludzie, dla których idee i hasła głoszone przez komunistów okazały się atrakcyjne (zwłaszcza część młodzieży). PPR stawała się partią masową; wiosną 1945 r. każdego miesiąca jej liczebność rosła o kolejne kilkadziesiąt tysięcy. Z drugiej strony wychodzili z podziemia działacze partii niekomunistycznych, a część z nich zasiliła jawnie działające stronnictwa, zwłaszcza PPS i SL. Nie oznaczało to jednak, że partie te zaczęły dystansować się wobec komunistów. W SL prezesem Naczelnego Komitetu Wykonawczego został Stanisław Bańczyk, znany z prokomunistycznej postawy podczas okupacji. W PPS działacze prokomunistyczni usunęli ze stanowiska przewodniczącego Rady Naczelnej, Drobnera, zwolennika samodzielności partii (zastąpił go Henryk Świątkowski, reprezentujący poglądy zbliżone do komunistycznych). W tym samym czasie w Krakowie, pod swoistą opieką arcybiskupa Adama Sapiehy, młodzi publicyści katoliccy o postępowych poglądach społecznych przystąpili do wydawania „Tygodnika Powszechnego", będącego pismem kurii metropolitarnej . Równolegle w kraju trwały aresztowania; właśnie wówczas NKWD zwabiło w pułapkę i aresztowało przywódców Polski Podziemnej z gen. Okulickim i delegatem rządu Jankowskim na czele. Enkawudzistom dotrzymywała pod tym względem kroku polska „bezpieka", która przeprowadzała również akcje prewencyjne, mające zastraszyć ludność (pacyfikacje wsi). Więzienia i obozy wypełniały się, a narastający terror zmusił część żołnierzy Polski Podziemnej do powrotu do kon- spiracji lub partyzantki. Sytuację ułatwiło przesunięcie się frontu na zachód, gdyż liczba stacjonujących na ziemiach polskich żołnierzy radzieckich gwałtownie się zmniejszyła. Atakowano zatem posterunki MO i urzędy bezpieczeństwa publicz- nego, dochodziło do odbijania więzień, zdarzało się, że do lasu dezerterowali także milicjanci i żołnierze KBW. Specjalny obóz dla akowców w Rembertowie zaatakowany został przez oddziały zbrojnego podziemia — wolność odzyskało ok. 3 tyś. uwięzionych. Oddział Mariana Bernacika „Orlika" zajął l maja Kock, a ugru- 376 powanie Józefa Kurasia „Ognia" (dawnego szefa MO w Nowym Targu) prze/ pewien czas kontrolowało znaczną część Podhala. W nocy z 5 na 6 czerwca pułk AK opanował na krótko Kielce. Na Białostocczyźnie z władzą ludową walczył oddział Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki" (5. Wileńska Brygada AK), który przedarł się tam z Wileńszczyzny. Do tego dochodziła aktywność oddziałów Ukra ińskiej Powstańczej Armii na Rzeszowszczyźnie. Niektóre grupy podziemne do- puszczały się wyczynów o charakterze kryminalnym czy ekscesów antysemic kich. Przeciwko zbrojnemu podziemiu komunistyczny rząd skierował oprócz milicji także KB W i wojsko. Istniejące struktury organizacyjne podziemia ulegały rozkładowi. Po uwięzie niu gen. Okulickiego jego obowiązki w organizacji „Nie" przejął płk Jan Rzepecki, który w zaistniałej sytuacji działalność podziemną uznał za pozbawioną perspektyw, prowadzącą do niepotrzebnego rozlewu krwi i przekonał władze londyńskie o celowości rozwiązania organizacji. W jej miejsce powołano w maju Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj w Likwidacji, z Rzepeckim jako Delegatem Sił Zbrojnych, a więc formalnie zwierzchnikiem poakowskich struktur wojskowych. Obowiązki Delegata Rządu, w miejsce aresztowanego Jankowskiego, pełnił czasowo Stefan Korboński, który pod koniec czerwca złożył urząd, co nie uchroniło go przed aresztowaniem. Nadal istniała Rada Jedności Narodowej, lecz rozwiązała się ona 1 lipca, sugerując w wydanej odezwie podjęcie legalnej walki z komunistami. Poza strukturami Delegatury Sił Zbrojnych pozostawały związane z różnymi odłamami endecji NSZ i Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW), a także powstałe wówczas związki, jak np. Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta", czy tworzące się oddziały partyzanckie. Ich członkowie liczyli na rychły wybuch wojny między mocarstwami zachodnimi a Związkiem Radzieckim. Były to nadzieje złudne. Zachodni przywódcy dobrze zdawali sobie sprawę z ambitnych, agresywnych celów Kremla, lecz chcieli powstrzymać ekspansję radzieckiego imperium środkami pokojowymi. Przedstawiciel rządu polskiego na uchodźstwie w połączonym sztabie aliantów płk Leon Mitkiewicz w raporcie z 8 marca 1945: „l- Rachuby na rychłe zmiany w układzie sił i na rychły konflikt zbrojny między Zachodem a Rosją Sowiecką są zawodne. Podobnie jak w 1918 r. — lub raczej w roku 1815 — nowy układ sił i ustrój polityczny nie będą trwałe, lecz utrzymają się przez dłuższy okres; 2) W tym układzie sił międzynarodowych Polska nie może liczyć na praktyczną i bezpośrednią pomoc w ułożeniu jej żywotnych spraw ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii; 3) Wspólnie ze wszystkimi narodami środkowo-wschodniej Europy — trzy państwa bałtyckie, Rumunia, Węgry, Czechosłowacja, Austria, Jugosławia, Bułgaria i prawdopodobnie Grecja — Polska znajdzie się w strefie wyłącznej dominacji interesów rosyjskich; 4) Należy przyjąć za pewnik, że narody środkowo-wschodniej Europy pod presją działania aparatu sowieckiego zmuszone będą przejść bardzo poważne zmiany ustroju społecznego, aby upodobnione zostały do reszty obszaru Związku Radzieckiego. Jest rzeczą nieuniknioną, iż w przemianach tych wezmą bardzo poważny udział najliczniejsze w tych krajach masy włościańsko-robotnicze. Istnieją wszelkie dane sprzyjające rewolucyjnym ruchom w środkowo-wschodniej Europie, szczególnie w Polsce, Rumunii i na Węgrzech, zwłaszcza pod względem ustroju agrarnego", (cyt za: A. Czubiński, Polska i Polacy po II wojnie światowej (1945-1989), Poznań 1998, s. 55) 377 Radość z zakończenia wojny była powszechna Narodowi polskiemu nie groziła już zagłada biologiczna, a dla wielu obywateli mimo wszystko ważniejszy od ustrojowego i terytorialnego kształtu nowego państwa był sam fakt, że powstające struktury znów tworzone były przez Polaków, którzy zresztą odwoływali się do narodowych tradycji i unikali eksponowania haseł komunistycznych. Nowy system propagowano raczej jako ustrój „demokratyczny", w sensie sprawowania władzy przez „lud" — a więc socjalistyczny. Społeczeństwo było głęboko podzielone na tle stosunku do nowej rzeczywi- stości. Poparcie dla komunistów było w dalszym ciągu niewielkie, lecz z wolna rosło. Współpracować z nimi gotowa była część radykałów z ruchu socjalistycznego czy ludowego, wierząca głęboko, iż krajowi potrzebne są daleko idące reformy. Drugi biegun stanowili ci, którzy odrzucali jakąkolwiek formę porozumienia z komunistami. Bardzo wielu stało na stanowisku, że wykorzystać należy wszystkie możliwości, by poprzez wybory odsunąć komunistów od władzy. Nadzieje swe wiązano m. in. z Mikołajczykiem, który zgodnie z moskiewskimi porozumieniami miał powrócić z emigracji i wejść w skład rządu. Przekonanie, że jawna walka z PPR może przynieść sukces, było przez jakiś czas silne. Gdy Mikołajczyk wraz z innymi uczestnikami moskiewskich rozmów — Bierutem, Osóbką-Moraw-skim i innymi — pojawił się w Warszawie, witany był przez mieszkańców miasta entuzjastycznie. Tymczasem dla Stalina i dla polskich komunistów utworzenie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej było jedynie posunięciem taktycznym, a faktyczną władzą PPR nie zamierzała się z nikim dzielić. Rząd ten powołany został przez Bieruta, jako prezydenta Krajowej Rady Naro- dowej, 28 czerwca 1945 r. Premierem pozostał Osóbka-Morawski, wicepremierem — Gomułka, a jako drugi wicepremier do rządu wszedł Mikołajczyk, któremu oddano również Ministerstwo Rolnictwa. Zwolennicy Mikołajczyka objąć mogli już tylko mniej ważne resorty. Władysław Kiernik został ministrem administracji, Jan Stańczyk — ministrem pracy i opieki społecznej, Czesław Wycech — ministrem oświaty. Pozostałe resorty znajdowały się w rękach komunistów lub osób im posłusznych. Spośród najważniejszych ministerstw — obrona pozostała w gestii Roli-Żymierskiego, bezpieczeństwo publiczne — Radkiewicza, dyplomacja — Rzymowskiego, przemysł — Minca, sprawiedliwość — Świątkowskiego. Pierwszym wystąpieniem TRJN na arenie międzynarodowej był udział w kon- ferencji szefów rządów ZSRR, USA i Wielkiej Brytanii w Poczdamie (17 lipca - 2 sierpnia 1945), dokąd, na zaproszenie „wielkiej trójki", delegacja z Bierutem na czele (w jej składzie znajdowali się ponadto Osóbka-Morawski, Mikołajczyk, Gomułka, Rola-Żymierski, Stanisław Grabski i Rzymowski) przybyła 24 lipca. Głównym przedmiotem obrad była przyszłość pokonanych Niemiec. Polacy za- prezentowali swe stanowisko w kwestii granic — domagali się przyłączenia do Polski ziem po Odrę i Nysę Łużycką — lecz oczywiście na kształt poczdamskich decyzji w tej sprawie wpływu mieć nie mogli. W kwestii tej zwyciężyła wola Stalina, który chciał kosztem Niemiec wynagrodzić Polsce utratę Kresów. W ogłoszonych na zakończenie konferencji uchwałach mowa była o oddaniu „pod administrację polską" terytoriów dotychczas należących do Rzeszy, rozciągających się na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej, obszaru Wolnego Miasta Gdańska i południowej części Prus Wschodnich; zaznaczono przy tym, że „ostateczne oznaczenie za- 378 chodniej granicy Polski należy odroczyć do konferencji pokojowej z Niemcami", chociaż ludność niemiecka miała zostać z tych terenów wysiedlona już teraz. Granica polsko-niemiecka nie została zatem wytyczona w sposób definitywny, co pozwoliło później rządowi Niemiec Zachodnich podkreślać przez długie lata, że problem ten jest nadal otwarty. Faktycznym gwarantem zachodniej granicy Polski zostawał w tej sytuacji Związek Radziecki, który w ten sposób dodatkowo wiązał ze sobą społeczeństwo i państwo polskie. Za pośrednictwem Moskwy Warszawa uzyskać też miała od Niemiec odszkodowania wojenne. W Poczdamie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej zobowiązany został do przeprowadzenia w Polsce wolnych wyborów „tak szybko, jak to tylko możliwe". W dokumentach końcowych konferencji znalazł się ponadto passus zawierający nadzieję, iż nowy rząd przyzna Polakom wracającym do kraju z wojennej emigracji prawa na równi z innymi obywatelami. Dokładnie w dwa tygodnie po zakończeniu poczdamskich obrad, 16 sierpnia delegacja TRJN podpisała w Moskwie umowę graniczną ze Związkiem Radzieckim. Linia graniczna ustalona została zgodnie z życzeniami Kremla, co zresztą PKWN zaakceptował już w lipcu poprzedniego roku; Polska traciła zatem ziemie położone na wschód od Bugu. Tego samego dnia strona radziecka wymogła niekorzystny dla Warszawy sposób, w jaki przekazana miała być Polsce należna część reparacji niemieckich. Zdaniem W. Roszkowskiego „było to rozwiązanie kolonialne, przewidziane na bliżej nie sprecyzowany okres czasu". Wypłatę dla Polski należnych jej od Niemiec reparacji uzależniono bowiem od przekazania przez nią Moskwie ogromnych ilości węgla po „specjalnej cenie umownej", dziesięć razy niższej od średnich cen światowych, i to przez cały „okres okupacji Niemiec". ZSRR wydać miał zaś Polsce 15 procent należnych jej od Niemiec reparacji, lecz ile to miało być dokładnie, strona polska nie była w stanie skontrolować. Jednym z najważniejszych zadań społeczeństwa było dźwignięcie zdewasto- wanego, skrwawionego kraju ze zniszczeń wojennych. O ile np. Francja utraciła w okresie II wojny światowej 1,5 proc. majątku narodowego, to wskaźnik ten dla Polski wynosił aż 38 procent. Straty w przemyśle szacowano na 35 procent w stosunku do jego wartości w chwili wybuchu wojny. Na podstawie spisu z lipca 1945 r. stwierdzono, że spośród 30 017 zakładów przemysłowych ponad 60 proc. uległo całkowitemu lub częściowemu zniszczeniu. Brak surowców, urządzeń i energii hamował ich uruchamianie. Stopniowo jednak kolejne zakłady podejmowały produkcję. Jeśli przyjąć za 100 miesięczną produkcję przemysłową w Polsce w 1937 r., to w kwietniu 1945 r. wynosiła ona 19 procent tej wartości, ale w czerwcu 36, we wrześniu 51, a w grudniu 60 procent. W trudnym, lecz lepszym niż przemysł położeniu znajdowało się rolnictwo. 20 procent zagród uległo dewastacji, pogłowie bydła rogatego spadło o 52, trzody chlewnej o 68 procent. Brakowało podstawowych środków produkcji rolnej, nie tylko maszyn, lecz także ziarna siewnego. Część obszarów rolniczych była jeszcze zaminowana, przeszło jedna trzecia powierzchni upraw leżała odłogiem. Ziemie Zachodnie odznaczały się wprawdzie wysokim poziomem agrokultury, lecz znisz- czonych było 28 procent tamtejszych zagród, a na obszarach tych zachowało się tylko 7,7 proc. bydła i 4 procent trzody chlewnej. W 1946 r. produkcja rolna w Polsce stanowiła mniej niż połowę stanu sprzed wybuchu wojny. Poważnym 379 NOWA WŁADZA (1944-1947) hamulcem odbudowy kraju był chaos w dziedzinie transportu, efekt zniszczenia 63 procent mostów, jednej trzeciej ogólnej długości torów kolejowych i ponad 80 procent parowozów. Dochód narodowy kraju spadł w latach 1938-1946 o ponad połowę. W następstwie zmiany granic Polska straciła zacofane gospodarczo Kresy, za co uzyskała wysoko uprzemysłowione okręgi na zachodzie — w tym bogate złoża węgla na Śląsku, co zapewniło szybki wzrost produkcji energii i pozwoliło eksportować nadwyżki tego surowca. Nowe ziemie, mimo że stopień ich zniszczenia był znacznie wyższy niż w przypadku ziem dawnych, miały też rozbudowaną infrastrukturę techniczną i gospodarczą oraz gęstą siec kolejową; nie bez znaczenia było też istnienie na tych terenach dużych zasobów mieszkaniowych. Komuniści zamierzali dokonać radykalnej przebudowy ustrojowej w odnie- sieniu do gospodarki, lecz nie kopiowali wówczas wzorów radzieckich. Część dzia- łaczy PPR z Gomułką na czele uważała, że w budowie socjalizmu należy uwzględnić specyficzne realia polskie. Większość działaczy komunistycznych, zwłaszcza zaś ci, którzy okres wojny spędzili w ZSRR (popierał ich też Bierut), chciała z wprowadzeniem radzieckich założeń gospodarczych jedynie odczekać, dopóki nie umocnią się u władzy. Na razie zatem umacniano prywatne gospodarstwa chłopskie, dopuszczano rozwój prywatnego handlu, rzemiosła i drobnego prze- mysłu. Całkowitej nacjonalizacji podlegać miały kluczowe środki produkcji, wa- runkujące realizację programu intensywnej industrializacji. System gospodarczy miał być mieszany, trójsektorowy, a więc państwowy, prywatny i spółdzielczy, na pierwszym miejscu stawiano jednak już -wówczas własność państwową. Głównym narzędziem zarządzania gospodarką miało być planowanie. System trójsektorowy popierała PPS, w której popularne było hasło „przez spółdzielczość do socjalizmu", przy czym spółdzielczość miała się rozwijać zwłaszcza w przemyśle spożywczym, handlu wewnętrznym i rolnictwie. Potrzebę wprowadzenia do gospodarki planowania głosili podczas wojny nie tylko komuniści, lecz także ekonomiści związani z obozem londyńskim. W pierw- szych miesiącach 1945 r. opracowywano, przy pomocy doradców radzieckich, kwartalne plany dla poszczególnych gałęzi przemysłu. Jesienią 1945 r. powstał Centralny Urząd Planowania, którego prezesem mianowano 42-letniego ekono- mistę z PPS, Czesława Bobrowskiego. CUP przygotowywał się do wprowadzenia planowania w skali makroekonomicznej, bliskiej koncepcjom PPS; na początku był to plan inwestycyjny na okres od kwietnia do grudnia 1946 r. Największym osiągnięciem Urzędu było opracowanie planu trzyletniego na lata 1947-1949, uwzględniającego trójsektorowy model gospodarki i stawiającego jako główny ceł podniesienie stopy życiowej ludności powyżej poziomu sprzed wybuchu wojny (szczególny rozwój rolnictwa i przemysłu produkującego środki konsumpcji w pierwszych dwóch latach i dopiero w trzecim roku większe środki na nowe inwestycje przemysłowe). Pierwszym centralnym organem zarządzania gospodarką było jednak potężne Ministerstwo Przemysłu, kierowane przez — wyrastającego na gospodarczego dyktatora kraju — utalentowanego dogmatyka, komunistę Hilarego Minca. Duży wpływ na kształtowanie stosunków własnościowych w przemyśle miały dekrety z wiosny 1945 r. o majątkach opuszczonych i porzuconych. Zakłady 380 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA przemysłowe przejmowane były przez władze państwowe dzięki temu, iż więk- szość tych zakładów została zabezpieczona przez robotnicze komitety fabryczne oraz rządowe „grupy operacyjne", które także uruchamiały produkcję. Po kilku miesiącach nasiliły się dążenia reprywatyzacyjne, co komuniści (popierani w tej kwestii przez większość robotników) zamierzali udaremnić — i udaremnili, często przy pomocy samych robotników. Na Ziemiach Zachodnich całość majątku poniemieckiego przejęło państwo. 3 stycznia 1946 r. Krajowa Rada Narodowa przyjęła ustawę o upaństwowieniu przemysłu. Znacjonalizowano 17 kluczowych gałęzi przemysłowych, niezależnie od wielkości zakładu. Inne przedsiębiorstwa przemysłowe nacjonalizowano w przypadku, gdy zatrudniały one na jedną zmianę powyżej 50 pracowników (wskutek tego wiele obiektów zatrudniających mniejszą liczbę pracowników zwrócono właścicielom), oprócz przedsiębiorstw budowlanych i instalacyjnych. Nacjonalizacji nie podlegały zakłady należące do związków samorządowych, komunalnych, spółdzielczych. Do końca 1948 r. upaństwowiono 5870 zakładów. Właścicielom należało się odszkodowanie, lecz przepisy o zasadach obliczania zadośćuczynienia nie zostały nigdy wydane. Uznano bowiem, że wypłacenie tych odszkodowań nazbyt obciążyłoby skarb państwa. Wypłacono je tylko tym osobom, które nie były w pełni zdolne do pracy. Dla kapitału zagranicznego wypłaty odszkodowań nie przewidywano, lecz w następnych latach, chcąc poprawić stosunki gospodarcze z Zachodem, wypłacono na mocy dwustronnych porozumień (do 1974 r.) łącznie ok. 200 min dolarów. Już w 1946 r. udział sektora państwowego w przemyśle wzrósł do 83 procent. Odbudowa kraju następowała stosunkowo szybko, co wiązało się z dużym zaangażowaniem społeczeństwa. Szczególną aktywność wykazywali robotnicy, którzy włączali się do akcji uruchamiania zakładów pracy. W pierwszym okresie nie czekali oni nawet na dopełnienie formalności związanych z zatrudnieniem, gotowi byli czekać nieco dłużej na wynagrodzenie. Niezadowolenie wywoływały niekiedy odgórne żądania zwiększenia wysiłku; wówczas dochodziło nawet do akcji strajkowych. W 1947 r. PPR zainicjowała akcję współzawodnictwa pracy; członek PPR, 43-letni Wincenty Pstrowski ogłosił latem tego roku list otwarty do kolegów-górników, wzywający do przekraczania norm („kto wyrąbie więcej niż ja?") — ten opiewany przez propagandę jako pierwszy „przodownik pracy" górnik zmarł już w następnym roku. Jednocześnie kończono prace nad realizacją dekretu PKWN z 6 września 1944 r. o reformie rolnej. 6 września 1946 r. wydano nowy dekret, sankcjonujący podział ziemi między osadników na Ziemiach Zachodnich i Północnych. W skali całego kraju rozdzielono łącznie ok. b mln ha gruntów; o połowę zmniejszyła się liczba gospodarstw dużych (20-50 ha), nieznacznie spadła liczba gospodarstw karłowatych, wzrosła liczba gospodarstw małych i średnich. Taka struktura gospodarstw chłopskich nie była korzystna dla rozwoju polskiej wsi, zmiany przyczyniły się jednak do wzrostu zamożności rolników (którzy uzyskali ziemię niemal za darmo) w porównaniu z okresem przedwojennym, a wieś stała się chłonnym rynkiem zbytu na artykuły przemysłowe. Jednocześnie zapoczątkowany został odpływ ludności (zwłaszcza młodzieży) do miast, co zmniejszało przeludnienie wsi. Nie wysuwano na razie haseł kolektywizacji rolnictwa, elektryfikowano wieś, 381 NOWA WŁADZA (1944-1947) pomagano rolnikom materialnie, udzielano im kredytów, zorganizowano bardzo przydatne chłopom spółdzielcze ośrodki maszynowe, wprowadzono system kon- traktacji płodów rolnych. Poważnej pomocy udzieliła Organizacja Narodów Zjed- noczonych ds. Pomocy i Odbudowy (UNRRA), dostarczająca inwentarz żywy, na- siona, nawozy sztuczne, maszyny rolnicze i in. Dążąc do zagwarantowania miastom (w których nadal istniało zaopatrzenie kartkowe) taniej żywności i pełnego zapro- wiantowania wojska władze zachowały jednak wprowadzone przez Niemców podczas okupacji dostawy obowiązkowe, których wymiar jedynie zmniejszono o połowę. Za przekazane w ramach tych dostaw produkty chłopi otrzymywali ceny znacznie niższe od wolnorynkowych. W handlu nadal dominował sektor prywatny, który obejmował w 1946 r. 80 procent placówek detalicznych i 89 procent hurtowych. Pod względem obrotów znaczny udział miały spółdzielnie (47 procent w hurcie i 21 procent w detalu). Znaczenie handlu państwowego było niewielkie. Położenie materialne ludności generalnie poprawiało się, w porównaniu z okresem przedwojennym. Dotyczyło to głównie robotników i chłopów. Zmniejszyło się bezrobocie, wyraźnie wzrosły płace realne i spożycie. Z roku na rok poprawiały się warunki mieszkaniowe społeczeństwa. Można było odnotować znaczący postęp w dziedzinie prawa pracy i ustawodawstwa socjalnego (opieką socjalną nie została jednak objęta ludność wiejska). Powojenna Polska, w granicach wytyczonych latem 1945 r., obejmowała obszar 311,7 tyś. km2, miała zatem powierzchnię o jedną piątą mniejszą niż II Rzeczpospolita. Długość granic zmniejszyła się z 5529 km przed wrześniem 1939 r. do 3566 km; zwiększyła się długość granicy morskiej, ze 140 do 497 km. W lutym 1946 r. ludność kraju wynosiła 23,9 min, tj. o ok. 30 procent mniej niż przed wojną. W 1945 r. na uporządkowanie czekały zagadnienia związane z przesiedlaniem ludności: polskiej z terytoriów włączonych do ZSRR, ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej do republik radzieckich oraz niemieckiej z przyłączonych do Polski ziem na północy i zachodzie, gdzie w 1939 r. mieszkało 7,1 mln Niemców i 1,3 mln Polaków. Kilka lat trwało wielkie przemieszczanie ludności. Przez ziemie polskie przejechało ponad 7 mln ludzi zmieniających miejsce zamieszkania. Jeszcze przed nadejściem Armii Czerwonej z obszarów tych zbiegła lub została ewakuowana na zachód znaczna liczba Niemców. W początkach lata 1945 r. Niemców wysiedlały jednostki Wojska Polskiego; akcją tą, która nie miała wtedy międzynarodowych sankcji i dlatego musiała zostać przerwana, objęto 300-400 tyś. ludzi. Wysiedlenia wznowiono po konferencji poczdamskiej — do końca 1945 r. Ziemie Zachodnie i Północne musiało opuścić ok. 900 tyś. osób. W sumie, według Ministerstwa Ziem Odzyskanych, spośród ponad 8 mln Niemców mieszkających na terenach polskich w granicach z 1945 r., l lutego 1946 r. pozostało ok. 2,1 min. Z liczby tej 2 mln wyjechało za Odrę do l sierpnia 1947 r. Zdarzało się, że Niemcy padali ofiarą krwawej zemsty, np. w Aleksandrowie Kujawskim czy w obozie w Łambinowicach, gdzie 4 października 1945 r. strażnicy zamordowali kilkudziesięciu niewinnych ludzi. W nielicznych przypadkach sprawców pociągano do odpo- wiedzialności, tak jak trzech milicjantów z Opolskiego, skazanych w lipcu 1946 r. na karę śmierci za „wyrafinowane okrucieństwo" i straconych. Obfite żniwo śmierci było najczęściej następstwem głodu i złych warunków sanitarnych, w których wy- 382 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA buchały epidemie. Niemniej pojawiające się później w RFN twierdzenia, jakoby zginęło kilka milionów osób, nie miały pokrycia w rzeczywistości. W ramach tzw. weryfikacji do końca 1948 r. ponad milion byłych obywateli niemieckich otrzymało obywatelstwo polskie; chodziło w większości o tzw. ludność autochtoniczną, tj. Ślązaków (niemal połowa ogółu zweryfikowanych pochodziła z Opolszczyzny), Mazurów, Warmiaków i in. W kwietniu 1947 r. na Ziemiach Zachodnich i Północnych mieszkało ok. 5 mln Polaków. Wielu osób jednak nie zweryfikowano i musiały one opuście kraj. Z Polski do ZSRR przesiedlono w latach 1945-1947 ponad pół miliona osób, głównie Ukraińców (ok. 480 tyś.), a także Białorusinów (36 tyś.) i Litwinów (ok. 20 tyś.). Drogę w odwrotnym kierunku pokonało prawie 2 mln Polaków. Ok. 300 tyś. zbiegło z Kresów w latach 1943-1944, uciekając przed mordującymi ludność polską Ukraińcami. „Repatriacją" zwano i wówczas, i później przesiedlenia polskich mieszkańców dawnych wschodnich województw Rzeczypospolitej na tereny na zachód od Bugu, trwające od 1945 r. Repatriacja oznacza jednak „powrót do ojczy- stego kraju" osób, które wskutek różnych kolei losu znalazły się poza jego grani- cami. „Ojczystym krajem" ogromnej większości tych ludzi, ich „małą ojczyzną" były tymczasem właśnie Kresy, które musieli opuścić. Przesiedleniem ludności polskiej kierował powołany jeszcze przez PKWN je- sienią 1944 r. Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR) i urząd Pełnomocnika Rządu ds. Repatriacji. Na mocy umów zawartych przez PKWN i Rząd Tymczasowy z władzami radzieckimi Polacy i Żydzi, mający przed 17 września 1939 r. obywatelstwo RP, mogli wybrać między obywatelstwem Polski a ZSRR, co łączyło się z prawem zamieszkania w jednym z tych dwóch państw. Osobom zdecydowanym na wyjazd (a zdecydowana większość chciała opuścić ZSRR) władze radzieckie pozwalały wywieźć l tonę (miasto) lub 2 tony (wieś) bagażu na rodzinę. W wielodniową podróż do nowego miejsca zamieszkania „repatriantów" wieziono zwykle w wagonach towarowych, przyozdobionych hasłami i biało-czerwony-mi flagami. Jeszcze w 1944 r. przybyło w ramach tej akcji ok. 117 tyś. osób „zza Buga". W roku następnym było ich już 700 tyś., w 1946 r. 420 tyś, w 1947 r. tylko 3 tyś.; łącznie od 1944 do 1947 r. z Kresów wyjechało 1,24 mln Polaków. Oprócz tego z głębi ZSRR przesiedlono do Polski (do 1950 r.) 266 tyś. Polaków i Żydów— obywateli RP. Po zakończeniu akcji, w 1950 r. w ZSRR pozostało jednak co najmniej 2 min Polaków. „Zabużan" osiedlano z reguły na Ziemiach Zachodnich, lecz wbrew pozorom nie stanowili oni tam większości. Na nowe ziemie ruszyli także mieszkańcy Polski centralnej — do 1948 r. przesiedliło się tam ok. 2,8 mln spośród nich, głównie mieszkańcy przeludnionych wsi, zniszczonych miast, a także inni, szukający no- wych perspektyw, wyglądający szansy łatwego wzbogacenia się czy po prostu żądni przygód. Także część wywiezionych do Rzeszy przez okupanta robotników przymusowych, jeńców, więźniów leżących w Niemczech obozów koncentracyjnych osiedliła się na Ziemiach Zachodnich. Byli też polscy Żydzi, którzy wojnę spędzili w ZSRR. Na miejscu spotykali nie tylko nielicznych już Niemców, lecz także autochtonów: Mazurów, Warmiaków, Ślązaków, polskich mieszkańców Pomorza. Później pojawili się Ukraińcy, deportowani w ramach akcji „Wisła" z południowego wschodu. U schyłkii lat czterdziestych na nowych obszarach państwa 383 NOWA WŁADZA (1944-1947) mieszkało ponad 5 milionów ludzi z różnych środowisk, często ze sobą skonflik- towanych. Szczególnie boleśnie odczuli to autochtoni, uważani często przez przy- byłych za Niemców i w związku z tym szykanowani. Represjom poddawani byli niekiedy także zasłużeni krzewiciele polskości na tych ziemiach. Na terenie Niemiec i niektórych krajów kontrolowanych podczas wojny przez Rzeszę znajdowali się również polscy robotnicy przymusowi, jeńcy i więźniowie hitlerowskich obozów, ponad 2,5 mln osób. Nazwano ich „dipisami", od displaced persons (DP); ich repatriacją zajmowała się UNRRA, tj. Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy i Odbudowy, a następnie Międzynarodowa Organizacja ds. Uchodźców. Do 1950 r. z Zachodu repatriowano do kraju ok. 2 min Polaków. Do kraju wróciła również część żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, reemigrowało ok. 150 tyś. osób z dawniejszej emigracji zarobkowej. Co najmniej pół miliona Polaków (wśród nich kilkadziesiąt tysięcy przedstawicieli inteligencji), którzy opuścili kraj podczas wojny, pozostało na wychodźstwie w krajach zachodnich, tworząc emigrację polityczną. Większość z nich uważała Mikołajczy-ka i tych przedstawicieli elit, którzy wrócili wówczas do Polski, za zdrajców sprawy niepodległościowej. Najważniejszym ośrodkiem emigracji politycznej stał się Londyn, gdzie nadal rezydował rząd RP na uchodźstwie. Bardzo żywa była działalność kulturalna emigracji. W stolicy Anglii powstał Instytut Historyczny im. Władysława Sikor- skiego, w Nowym Jorku działał Polski Instytut Naukowy i Instytut im. Józefa Piłsudskiego. W 1947 r. z Rzymu do Paryża przeniesiony został kierowany przez Jerzego Giedroyca Instytut Literacki, wydający znakomity miesięcznik „Kultura", niezwykle ważny także dla rozwoju polskiej myśli politycznej i publikujący utwory najwybitniejszych pisarzy emigracyjnych (czołowym ideologiem „Kultury" był Juliusz Mieroszewski). Propagandowo na kraj najbardziej oddziaływała nadająca z Monachium Rozgłośnia Polska Radia „Wolna Europa", kierowana przez Jana Nowaka (właśc. Zdzisława Jeziorańskiego) i finansowana przez Amerykanów. W łonie „londyńskiej" emigracji politycznej narastały konflikty; gdy po śmierci W. Raczkiewicza (czerwiec 1947) urząd prezydenta objął, zgodnie z wolą zmarłego, były minister spraw zagranicznych A. Zaleski, premier Arciszewski podał się do dymisji i przeszedł do opozycji. Ż upływem lat sytuacja komplikowała się jeszcze bardziej, a podjęta przez gen. Sosnkowskiego próba scalenia emigracji politycznej (1953-1954) zakończyła się niepowodzeniem. Znaczenie obozu prezydenckiego malało, zwalczały go środowiska skupione wokół tzw. Rady Politycznej i powstałej w 1954 r. Tymczasowej Rady Jedności Narodowej. Zjednoczenie przyniósł dopiero początek lat siedemdziesiątych (sędziwy prezydent Zaleski zmarł w 1972 r.). Tymczasem rodacy w kraju w 1945 r. entuzjastycznie witali Mikołajczyka, który — mimo zasiadania w rządzie Osóbki-Morawskiego — stał się liderem opozycji i najpoważniejszym rywalem rządzących komunistów. Natychmiast po powrocie do kraju przystąpił do tworzenia legalnej, niezależnej partii chłopskiej. Poparcia udzielił mu Wincenty Witos, a większość społeczeństwa widziała w nim męża opatrznościowego, który znajdzie drogę wyjścia z tragicznej sytuacji. Prokomuni- styczne SL rozpadało się, opuszczały je całe organizacje lokalne, a wielkopolska 384 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA organizacja tej partii manifestacyjnie wybrała Mikołajczyka w początkach lipca na swego prezesa. Potężny ruch ludowy, jedna z najważniejszych sił Państwa Pod- ziemnego z okresu okupacji niemieckiej, uważający jawnie działające prokomum styczne SL za nielegalne, wznowił działalność. W połowie lipca w Wierzchosławi- cach ogłoszono o rozpoczęciu działalności Stronnictwa Ludowego, jako jedynego kontynuatora przedwojennego SL. Prezesem został W. Witos, lecz w związku z jego ciężką, nieuleczalną chorobą (legendarny przywódca polskich chłopów zmarł jesienią tego roku) partią kierował Stanisław Mikołajczyk, formalnie wiceprezes. Pozostałymi wiceprezesami byli Józef Niecko i Władysław Kiernik. Po kilku tygo- dniach partia, oficjalnie zalegalizowana, zmieniła nazwę na Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL). Część przywódców prokomunistycznego SL ze Stanisławem Bańczykiem gotowa była na zjednoczenie z partią Mikołajczyka. Rozmowy między dwoma stronnictwami nie dały jednak rezultatów; PPR wykorzystała swe wpływy w SL i storpedowała te zabiegi. Grupa Bańczyka opuściła w tej sytuacji SL i po pewnym czasie przystąpiła do PSL, podobnie jak inne lokalne organizacje SL (oprócz wielkopolskiej prawie cała organizacja w Kieleckiem, Lubelskiem i Krakowskiem). Do PSL wstępowali zresztą nie tylko chłopi, lecz również przedstawiciele inteligencji, rzemieślnicy i robotnicy. Stało się ono szybko najliczniejszą, ogólnonarodową partią polityczną w Polsce: jesienią liczyło ok. 200 tyś., w styczniu 1946 r. ok. pół miliona, a w maju już ok. 800 tyś. członków. Jesienią zaczęła ukazywać się prasa Stronnictwa, dziennik „Gazeta Ludowa" i kilka tygodników. Obradujący w styczniu 1946 r. kongres PSL poprzez aklamację powierzył pre- zesurę Mikołajczykowi, wiceprezesami zostali Stanisław Bańczyk i Józef Niecko, a prezesem Rady Naczelnej Władysław Kiernik. Przyjęty program był rozwinięciem założeń programowych przedwojennego SL i SL „Roch" z okresu okupacji. U podstaw programu legł agraryzm: uznając, że „chłopi są warstwą najstarszą, podstawową, z której powstał i rozrósł się cały naród", twierdzono, iż właśnie chłopi i ruch ludowy powołani są, aby być „głównym współgospodarzem kraju". W rozwoju kraju pierwszeństwo miało mieć rolnictwo, którego struktura opierać się miała na pełnorolnych, prywatnych gospodarstwach rodzinnych. Odrzucano zarówno kapitalizm, jak i komunizm, na rzecz „trzeciej drogi". Gospodarka miała być rynkowa i wielosektorowa (własność prywatna obok spółdzielczej i państwowej). Akceptowano zrealizowaną już reformę rolną (domagano się objęcia nią także państwowych gospodarstw rolnych), upaństwowienie kluczowego przemysłu, komunikacji i lasów. Uważano jednak, że zbyt daleko idąca nacjonalizacja prze- mysłu nie byłaby uzasadniona ekonomicznie i społecznie. W zakresie spraw ustro- jowych opowiadano się za demokracją parlamentarną typu zachodniego, z władzą wyłanianą na drodze wolnych wyborów. Jako drugą izbę parlamentu widziano Naczelną Izbę Gospodarczą, składającą się z przedstawicieli instytucji i organizacji niezależnych od władz państwowych i biorącą udział w opracowywaniu planu gospodarczego. W polityce zagranicznej chciano współpracować zarówno z ZSRR, jak i z państwami zachodnimi. W połowie 1945 r. kroki zmierzające do zalegalizowania swego stronnictwa podjęli także działacze narodowodemokratyczni, których przedstawiciel konferował w tej sprawie z Osóbką-Morawskim, a inni pozostawali w kontakcie z otocze- 385 NOWA WŁADZA (1944-1947) niem Bieruta. Ostatecznie komuniści nie zgodzili się na podjęcie przez Narodową Demokrację oficjalnej działalności. Stronnictwo Narodowe i powołane przez nie jeszcze jesienią 1944 r. Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW) pozostały w konspiracji. Znaczna część działaczy tych ugrupowań padła zresztą ofiarą fali aresztowań wiosną 1945 r., niektórzy zdołali wydostać się z kraju. Kolejne masowe aresztowania centralnych i lokalnych działaczy SN i NZW nastąpiły w pierwszej połowie 1946 r. Starania o legalizację SN ponowiono we wrześniu 1946 r., i tym razem bezskutecznie. U schyłku 1946 r. całe centralne kierownictwo Stronnictwa zostało uwięzione, podobnie jak wielu działaczy szczebla terenowego. Na mocy moskiewskich porozumień z czerwca 1945 r., powołujących Tymcza- sowy Rząd Jedności Narodowej, legalną działalność mogło podjąć chadeckie Stron- nictwo Pracy (SP). W początkach lipca przybył do kraju prezes SP Karol Popiel. Na połowę tego miesiąca przywódcy współpracującej z komunistami grupy tzw. wojewodów (Feliksa Widy-Wirskiego i Zygmunta Felczaka) zwołali w Bydgoszczy konferencję, mającą stanowić zjazd SP. Na ten sam dzień Popiel wyznaczył zatem kongres „swojego" Stronnictwa, który przebiegał w warunkach na poły konspiracyjnych. Pod naciskiem władz w listopadzie doszło do połączenia obu ugrupowań, tj. prokomunistycznej „grupy wojewodów" i „prawdziwego" SP, popieranego przez Episkopat, pod prezesurą Popielą. „Grupa wojewodów" mogła liczyć na kilkuset zwolenników wśród ok. 100 tyś. członków SP, lecz miała poparcie PPR; stanowiła w gruncie rzeczy osobne ugrupowanie. Popiel próbował współpracować z rządem i dystansował się od podziemia, jednak w obliczu próby przejęcia władzy przez „wojewodów" podjął w lipcu 1946 r. decyzję o zawieszeniu działalności SP i następnie, we wrześniu wraz ze swymi zwolennikami de- monstracyjnie zrzekł się mandatu poselskiego. Część członków SP przeszła do PSL, a pod nazwą „Stronnictwo Pracy" działała nieliczna grupa, posłusznie reali- zująca dyrektywy komunistów. Grupa ta nie była jedynym ugrupowaniem o prawicowym rodowodzie, gotowym współpracować z komunistami. Jak miała pokazać przyszłość, znacznie większe znaczenie miało środowisko skupione wokół Bolesława Piaseckiego, który kilka miesięcy po wyjściu z więzienia przystąpił do wydawania pisma „Dziś i Jutro" (a później także dziennika katolickiego „Słowo Powszechne"). Piasecki miał ambicje zaistnieć jako przywódca partii współrządzącej, dlatego gotów był godzić nacjonalizm i katolicyzm z doktryną komunistyczną. Dla komunistów grupa „Dziś i Jutro" służyć jednak miała jedynie jako ośrodek dywersyjny wśród katolików. Spośród partii bloku kierowanego przez PPR największe po komunistach zna- czenie miała jawnie działająca Polska Partia Socjalistyczna, do której wstąpili tylko nieliczni socjaliści z emigracji (m. in. Jan Stańczyk). Także część członków PPS-- WRN z Zygmuntem Żuławskim na czele gotowa była wziąć udział w życiu politycznym zdominowanego przez komunistów kraju i podjęła rozmowy z przed- stawicielami oficjalnie działającej PPS — Stanisławem Szwalbem (nowym prze- wodniczącym Rady Naczelnej), E. Osóbką-Morawskim i H. Świątkowskim. Ci ostatni, chcąc zachować dotychczasowy układ sił w partii, nie zgodzili się na przejście całej WRN do „oficjalnej" PPS. Wobec niepowodzenia rozmów grupa Żuławskiego próbowała legalnie założyć nowe ugrupowanie pod nazwą Polska Partia Socjal- Demokratyczna, lecz organizacja ta została rozbita aresztowaniami. Chcący 386 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA legalnie walczyć z dominacją komunistów Żuławski przystąpił do „lubelskiej" PPS indywidualnie, wraz z kilkoma popierającymi go działaczami. Widząc, że usamodzielnienie tej partii jest niemożliwe, odszedł z niej we wrześniu 1946 r. PPS kontrolowana była przez zwolenników ścisłej współpracy z komunistami. Oprócz zwykłych kryptokomunistów (Stefan Matuszewski, Henryk Świątkowski) czynni w niej byli działacze chcący współpracować z PPR, ale z zachowaniem pewnej samodzielności partii (Szwalbe, Drobner, Osóbka-Morawski). Sekretarz generalny Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS Józef Cyrankiewicz coraz bardziej popierał działających w partii agentów komunistycznych. Rządząca Polską PPR liczyła u schyłku 1945 r. już prawie ćwierć miliona człon- ków. Na obradującym wówczas I Zjeździe PPR padło hasło budowy masowej partii, liczącej milion członków. Po utworzeniu TRJN władze ogłosiły 22 lipca 1945 r. amnestię dla żołnierzy pozostających w konspiracji. Z możliwości ujawnienia się skorzystało ok. 30 tyś. osób, lecz amnestia okazała się podstępem. Wkrótce nastąpiło zaostrzenie kursu i część ujawniających się poddano represjom. Pociągnęły one za sobą ponowny wzrost liczebności antykomunistycznego podziemia. Wprawdzie w sierpniu roz- wiązała się poakowska Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, lecz w jej miejsce powołano Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (WiN), dysponujące własnymi oddziałami zbrojnymi i organizacją polityczną kierowaną przez płk. Jana Rzepeckiego, poprzednio Delegata Sił Zbrojnych. Za cel WiN stawiało sobie wprowadzenie w Polsce demokracji parlamentarnej typu zachodniego. U schyłku 1945 r. na łączną liczbę ok. 80 tyś. członków podziemia 30 tyś. należało do WiN, 20 tyś. do NSZ i NZW, pozostali do innych organizacji. W trwającej konfrontacji, nazywanej przez niektórych historyków niezbyt słup7-nie wojną domową, stroną skazaną na klęskę było podziemie. W listopadzie aa towany został Rzepecki, do więzień trafili inni członkowie kierownictwa WiN. Aresztowania doprowadziły do zlikwidowania komend główn)^ch NSZ i NZW. W procesach zapadały liczne wyroki śmierci, często jednak członkowie grup pod- ziemnych ginęli bez sądu. Zbrodnie były dziełem przede wszystkim kierowanego przez Radkiewicza resortu bezpieczeństwa publicznego, liczącego latem 1946 r. prawie 50 tyś. pracowników. Ponad 60 tyś. liczyła Milicja Obywatelska, w pół roku później —już dwukrotnie więcej. Do walk z „bandami", jak zwykle władze określały leśne oddziały, rzucono też KBW (liczący 100 tyś. w początkach 1947 r.) i wojsko. W drugiej połowie 1946 r. zlikwidowano wiele oddziałów, dowodzonych przez tak głośnych — dla jednych: osławionych, dla innych: legendarnych — dowódców jak Józef Kuraś „Ogień" na Podhalu czy Marian Bernacik „Orlik"; aresztowano też kolejnego po Rzepeckim prezesa Zarządu Głównego WiN, płk. Franciszka Niepokólczyckiego, którego następca (ppłk Wincenty Kwieciński, prezes tzw. III ZG WiN) ujęty został kilka tygodni później, w styczniu 1947 r. Wielkie zaniepokojenie komunistów i ich popleczników wywoływała ogromna popularność Stronnictwa Stanisława Mikołajczyka. PPR od początku starała się ograniczać wpływy PSL. Próby współdziałania z PPS w obrębie rządu nie powiodły się. W samym rządzie PSL dysponowało tylko trzema tekami, w tym resortem administracji, lecz ministerstwu temu nie podlegało obsadzanie stanowisk administracyjnych (znajdowało się to w gestii Rady Ministrów). Dodatkowym ogra- 387 NOWA WŁADZA (1944-1947) niczeniem było powołanie jesienią 1945 r. Ministerstwa Ziem Odzyskanych (na czele tego resortu stanął Władysław Gomułka), któremu podlegała administracja ok. 1/3 obszaru państwa. Tylko dwóch wojewodów należało do PSL; Stronnictwo nie miało ani jednego wicewojewody czy starosty. W radach narodowych również odgrywało niewielką rolę. Pewne wpływy PSL widoczne były w administracji lokalnej (powiatowej i gminnej), w instytucjach podległych kierowanemu przez Mikołajczyka Ministerstwu Rolnictwa (urzędy ziemskie, izby rolnicze), w ZMW „Wici", w Związku Nauczycielstwa Polskiego. PPR musiała respektować: zobowiązania jałtańskie i moskiewskie, toteż nie mogła pozwolić sobie na natychmiastowe rozbicie Stronnictwa. Komuniści zdawali sobie sprawę, że partia Mikołajczyka odniosłaby w demokratycznych wyborach — które były wymogiem postanowień jałtańskich — przygniatające zwycięstwo. Przeprowadzone wówczas wolne wybory na Węgrzech dały zwycięstwo tamtejszemu stronnictwu ludowemu, Niezależnej Partii Drobnych Rolników (57 procent), co przysporzyło węgierskim komunistom niemałych kłopotów. W Polsce mogło być podobnie. PSL było zbyt silne, by polscy komuniści mogli pozwolić sobie na rozpisanie wyborów. Obawiająca się o wynik PPR przyjęła zatem taktykę odsuwania terminu wyborczej konfrontacji i wykorzystywała wszystkie instru- menty znajdujące się w gestii partii komunistycznej, aby zadać politycznemu prze- ciwnikowi jak największe straty. Aparat bezpieczeństwa, którym komuniści władali niepodzielnie, odegrać miał pod tym względem rolę szczególną. Na obradującym w grudniu 1945 r. zjeździe PPR padały liczne głosy domagające się zgniecenia nie tylko podziemia, lecz także legalnej opozycji. Komunistyczne kierownictwo uznało jednak, że być może uda się zneutralizować PSL poprzez wciągnięcie partii Mikołajczyka do wspólnego bloku wyborczego (Blok Demokra- tyczny). Na swym obradującym w styczniu następnego roku kongresie PSL nie zajęło w tej kwestii jednoznacznego stanowiska. Stronnictwo było przekonane, że poparcie społeczeństwa daje PSL wystarczającą siłę, by ufnie spoglądać w przy- szłość. W toczących się w lutym negocjacjach z PPR i PPS partia Mikołajczyka zażądała „dla reprezentantów wsi" (a więc PSL i SL) 3/4 miejsc na ewentualnej wspólnej liście wyborczej oraz urzędu prezydenta lub premiera. Komuniści i współ- pracujący z nimi socjaliści proponowali dla PPR, PPS i prokomunistycznego SL po 20 procent, a dla SD i SP po 10 procent, co rzecz jasna było dla Mikołajczyka nie do przyjęcia, gdyż oznaczało praktycznie kapitulację. Rozmowy zostały zerwane. Jednocześnie przybierała na sile antypeeselowska kampania propagandowa, w której aktywne było zwłaszcza SL. Epitet „chłopi z Marszałkowskiej" był jednym z bardziej eleganckich określeń, jakimi obrzucano PSL. Już wcześniej Gomułka określał na jednym z plenów KC PPR stronnictwo Mikołajczyka mianem „konia trojańskiego w obozie polskiej demokracji". Peeselowcom zarzucano reakcyj-ność, antysowietyzm, nacjonalizm. Najpoważniejszym oskarżeniem stać się miał zarzut o kontakty ze zbrojnym podziemiem (z „bandami"). Już jesienią 1945 r. działacze PSL stali się celem komunistycznego terroru. Oprócz zastraszania mnożyły się przypadki pobicia, zdarzały się nawet zabójstwa. We wrześniu śmierć poniósł członek najwyższych władz Stronnictwa Władysław Kojder, w grudniu zamordowano sekretarza naczelnego PSL Bolesława Ściborka. Mordowano drugorzędnych działaczy Stronnictwa, a także szeregowych człon- 388 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA ków, w tym — chłopów; łącznie śmierć poniosło kilkadziesiąt osób. Sprawcy byli „nieznani", powszechnie wiedziano jednak, że zbrodni dokonywali funkcjonariusze „bezpieki". Chodziło o zastraszenie nie tylko członków Stronnictwa, lecz także całego społeczeństwa. Zimą 1945/46 PPR za pomocą brutalnych metod (rozpędzenie zjazdu w grudniu 1945 r., sfingowana konferencja w marcu 1946 r.) przejęła pod swą kontrolę Związek Samopomocy Chłopskiej, który był odtąd — podobnie jak miało to wcześniej miejsce w przypadku związków zawodowych — instrumentem władzy. Sposobem na dalsze odwleczenie terminu wyborów stała się koncepcja refe- rendum, przyjęta przez PPR i jej trzy partie sojusznicze (PPS, SL i SD) 5 kwietnia 1946 r. Było to posunięcie zręczne, podobnie jak treść pytań, na jakie miano odpo- wiadać. Dotyczyły one: zniesienia Senatu, zatwierdzenia przeprowadzanych reform społecznych i poparcia dla granicy na Odrze i Nysie. Za zniesieniem drugiej izby parlamentu opowiadali się ludowcy przed wojną, popierali też reformy (popularne w społeczeństwie), chcieli również granicy na Odrze i Nysie. O granicę wschodnią, wzdłuż „linii Curzona", przezornie Polaków nie pytano. Kierownictwo PSL popełniło wówczas jeden z najbardziej zasadniczych błędów, nie protestując przeciwko pomysłowi przeprowadzenia referendum (o plebiscycie sam zresztą wcześniej mówił Mikołajczyk). Równie poważnym błędem była decyzja przeforsowana przez grupę skupioną wokół Mikołajczyka (wbrew stanowisku części kierownictwa), aby — nie ze względów merytorycznych, lecz czysto taktycznych — wezwać zwolenników PSL do głosowania „nie" na pierwsze pytanie, dotyczące Senatu. Apelując o głosowanie „l raz nie, 2 razy tak" Mikołajczyk słusznie zakładał, że większość społeczeństwa zagłosuje w myśl apeli Stronnictwa. Nie sądził, że PPR będzie w stanie dokonać aż tak wielkiej manipulacji. Dla komunistów referendum (nazwane „ludowym") było jDróbą generalną przed nieuchronnymi wyborami, sprawdzianem dla posłusznej im administracji, aparatu represji (w tym pepeerowskich bojówek, jakimi w praktyce była powołana w lutym Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej, wkrótce licząca 100 tyś. członków), znajdującej się w dyspozycji komunistów machiny propagandowej. Władza dysponowała dekretami z 15 listopada 1945 r. „o przestępstwach szcze- gólnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa", o postępowaniu doraźnym i o Specjalnej Komisji do Walki z Nadużyciami Gospodarczymi. Jeszcze przed plebiscytem w życie wszedł tzw. mały kodeks karny, obowiązujący przez następne 33 lata, oraz bardzo przydatny władzom dekret o cenzurze. Powołano Państwową Komisję Bezpieczeństwa, kierowaną przez ministrów obrony narodowej i bezpieczeństwa publicznego. W tej sytuacji PPR przy okazji referendum zyskiwała świetną okazję, by zorientować się w prawdziwych nastrojach społeczeństwa, roz- poznać rozkład wpływów opozycji w poszczególnych regionach kraju, wreszcie — by sprawdzić, jak przyjęte zostanie podawanie do wiadomości publicznej sfałszowanych wyników plebiscytu. Słowem — metody terroru, manipulacje i wy- borcze fałszerstwa najpierw miały zostać wypróbowane przy okazji referendum. Atmosfera w kraju była napięta. Niekorzystne dla władz nastroje antykomuni- styczne szły w parze z antyradzieckimi, a te ostatnie wzmagało zachowanie żoł- nierzy radzieckich i radzieckich komendantur wojskowych na ziemiach polskich. W ośrodkach przemysłowych wybuchały strajki na tle ekonomicznym, ogromne 389 niezadowolenie wzbudzały trudności aprowizacyjne. Dochodziło do antyrządo- wych manifestacji, z których najpoważniejsza odbyła się w Krakowie z okazji święta 3 maja: zorganizowany przez młodzież akademicką i wznoszący okrzyki na cześć Mikołaj czy ka pochód został rozbity przez siły bezpieczeństwa, co pociągnęło za sobą strajki i wiece solidarnościowe w innych ośrodkach akademickich (naj- ostrzejsze w Łodzi i we Wrocławiu); byli zabici i ranni. Nadał walkę z komuni- stycznymi władzami prowadziło zbrojne podziemie, zwłaszcza na Białostocczyź-nie i Lubelszczyźnie; na Rzeszowszczyźnie aktywni byli banderowcy, czyli Ukraińska Powstańcza Armia (UPA). Wielu członków PSL sympatyzowało z poakowskim podziemiem, poważniejsze przypadki współpracy należały jednak do wyjątków. Zarzuty takiej współpracy były przeważnie fingowane przez organa bezpieczeństwa w celu likwidowania lokalnych struktur Stronnictwa (rozwiązywano w ten sposób powiatowe zarządy PSL). Kilka tysięcy działaczy PSL znalazło się w więzieniach, nierzadko za posiadanie i kolportaż legalnie wydawanych materiałów propagandowych. Odbywały się procesy polityczne. Starano się ograniczać liczbę członków PSL w okręgowych i obwodowych ko- misjach wyborczych; na ok. 11 tyś. komisji obwodowych peeselowcy tylko w 461 uzyskali funkcję przewodniczącego, prawie dziesięciokrotnie mniej niż członkowie PPR. Druki agitacyjne PSL były niszczone przez funkcjonariuszy UB i MO, organizowanie przez Stronnictwo otwartych wieców było praktycznie niemożliwe wskutek szykan lokalnej administracji. Akcja propagandowa PPR i stronnictw prokomunistycznych zorganizowana została natomiast na gigantyczną skalę; hasło „Trzy razy tak" widoczne było wszędzie. PPR wraz z sojusznikami, we współpracy z administracją państwową i milicją zorganizowała tysiące wieców. Na kilka tygodni przed plebiscytem miała ponadto miejsce próba rozbicia PSL; niewielka grupa działaczy szczebla centralnego, przeważnie dawni członkowie posłusznego komunistom SL (Tadeusz Rek, Bronisław Drzewiecki i in.), znalazła się poza partią Mikołajczyka, tworząc następnie własne ugrupowanie — PSL „Nowe Wyzwolenie" (od tytułu pisma, na wydawanie którego łatwo uzyskali zezwolenie władz państwowych). Głosowanie w podobny sposób jak PSL zaleciło swym zwolennikom Stronnictwo Pracy, lecz partia K. Popielą była podzielona (prokomunistyczna „grupa wo- jewodów" wzywała do głosowania „trzy razy tak"). Niejednolite było stanowisko podziemia. Organizacja WiN oraz działające nielegalnie Stronnictwo Narodowe wzywały do głosowania „nie" na dwa pierwsze pytania. Narodowe Siły Zbrojne żądały od wyborców głosowania „trzy razy nie". Część podziemia stała na stano- wisku, że plebiscyt należy zbojkotować. Wyznaczone na 30 czerwca 1946 r. referendum odbywało się przy stosunkowo wysokiej frekwencji. Niepokojąca była obecność wewnątrz lokali funkcjonariuszy MO i UB, a także liczne przypadki organizowanego przez PPR i jej stronnictwa sojusznicze manifestacyjnego, jawnego oddawania głosów „trzy razy tak". W ten sposób głosowano w jednostkach wojskowych, podobnie oddawali głosy zastra- szeni członkowie mniejszości narodowych i autochtoni, lękający się, iż zostaną uznani za Niemców. Liczenie głosów odbywało się pod kontrolą komunistów, niekiedy wręcz w urzędach bezpieczeństwa. Mimo że opracowana pod dyktando 390 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA PPR ordynacja była dla niej korzystna (np. białe kartki interpretowano jako głos „trzy razy tak", a nie jako głos nieważny), wyniki referendum były dla komunistów mimo wszystko deprymujące. Okazało się, że tylko 25, a najwyżej 30 procent głosowało zgodnie z apelami obozu rządowego, a więc „trzy razy tak". Ok. jednej trzeciej wyborców głosowało nawet „trzy razy nie". PPR polecił zatem sfałszować wyniki. Ogłoszono je dopiero 11 lipca; oświadczono wówczas oficjalnie, jakoby na pierwsze pytanie (w sprawie likwidacji Senatu) głosowało „tak" aż 67 procent, na drugie (w sprawie reform) 78 procent, na trzecie (granica na Odrze i Nysie) 92 procent. Jedynie w niewielu przypadkach nie udało się sfałszować wyników, m. in. w Krakowie, gdzie ogłoszono, że na kolejne pytania 84, 59 i 30 procent biorących udział w referendum odpowiedziało „nie". Protesty PSL przeciwko bezprawiu towarzyszącemu kampanii przed referendum i przeciwko jawnym fałszerstwom były bezskuteczne. Mikołajczyk zainspirował złożenie protestów przez ambasadorów Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, lecz rząd Osóbki-Mo- rawskiego odrzucił je jako ingerowanie w wewnętrzne sprawy Polski. Stosunki między mocarstwami zachodnimi a ZSRR stawały się tymczasem coraz gorsze. Świat wkraczał w okres „zimnej wojny" między dwoma tworzącymi się blokami. W wygłoszonej w Fulton (USA) mowie Winston Churchill mówił o „że- laznej kurtynie", jaka zasłoniła kontrolowaną przez Moskwę część kontynentu. Były premier brytyjski publicznie kwestionował też zasadność przekazania „rządowi polskiemu znajdującemu się pod panowaniem Rosjan" terenów na wschód od Odry i Nysy. Poparcie, jakiego udzielał Zachód Mikołajczykowi, zostało wykorzystane w kolejnej fali kampanii propagandowej komunistów, wymierzonej przeciw legalnej opozycji. Obca agentura — tak zatytułowany był poświęcony PSL artykuł jednego z czołowych publicystów PPR. Bezpośrednim pretekstem było przemówienie wygłoszone 6 września 1946 r. w Stuttgarcie przez szefa amerykańskiej dyplomacji Jamesa Byrnesa. Sekretarz stanu USA stwierdził wówczas, że granica na Odrze i Nysie nie jest ostateczna i dopiero będzie musiała zostać uregulowana w osobnym układzie. Co więcej, Byrnes oznajmił, że Stany Zjednoczone nie poprą polskich postulatów w tej kwestii na przyszłej konferencji pokojowej — stało się zatem jasne, że Amerykanie pogodzili się z faktyczną utratą przez Polskę niepodległości i zaczęli zabiegać o Niemcy. Zorganizowana w dwa dni później przez PPR w Warszawie antyamerykańska manifestacja przerodziła się w demonstrację przeciwko PSL; budynek centralnych władz Stronnictwa został przez manifestantów zaatakowany, zdemolowano wnętrza. Protest Mikołajczyka przeciwko wystąpieniu Byrnesa władze ocenzurowały. Przeciwko PSL wykorzystano też istniejące w kraju nastroje antysemickie. Spora część społeczeństwa utożsamiała umacniający się reżim z Życiami, których obecność we władzach partyjnych i państwowych, zwłaszcza zaś w aparacie bezpieczeństwa, utrwalała silny już przed wojną stereotyp „żydokomuny". Silne było przekonanie, że Żydzi sterują rządem. Było ich wówczas na ziemiach polskich ok. ćwierć miliona (wielu przybyło do Polski w ramach przesiedleń z ZSRR), a więc ok. l procent ludności; część spośród nich przygotowywała się do wyjazdu, wielu — utożsamiających się z lewicą, zwłaszcza zaś komunistyczną — zamierzało pozostać i uczestniczyć w budowie państwa według radzieckich wzorów. W Polsce jednak obawiano się również, że osoby pochodzenia żydowskiego będą 391 upominać się o nieruchomości należące ongiś do członków ich rodzin, pomordo- wanych przez Niemców. Już w 1945 r. dochodziło do napadów na Żydów i pojedynczych wystąpień o charakterze antysemickim, które przeradzały się w pogromy. Także wśród ofiar leśnych antykomunistycznych oddziałów zbrojnych, i to nie tylko spod znaku NSZ, znajdowali się Żydzi. 4 lipca w Kielcach doszło do pogromu ludności żydowskiej, z udziałem milicjantów i żołnierzy; zginęło 39 Żydów, śmierć' poniosło 2 Polaków. Przyczyny i dokładny przebieg pogromu nie zostały po dziś dzień dokładnie wyjaśnione. Władze odpowiedzialnością za krwawe wydarzenia obarczyły „reakcję", chcącą jakoby zemścić się za „klęskę" w referendum; z kolei opozycja głosiła, że była to prowokacja UB lub NKWD, m. in. w celu skompromitowania antykomunistycznej większości polskiego społeczeństwa w oczach światowej opinii publicznej i odciągnięcia uwagi od sfałszowanego referendum (pogromu dokonano między dniem głosowania, a dniem, w którym podano oficjalne wyniki). W toczącym się w lipcu procesie 9 osób oskarżonych o bezpośredni udział w zbrodni skazano na karę śmierci, a następnie stracono. Po sfałszowanym referendum dla wielu stało się jasne, że PPR nie odda już władzy i nie cofnie się przed niczym. Niedługo później komunistom udało się rozbić Stronnictwo Pracy Karola Popiela. Wielu członków opozycji zrozumiało, że sytuacja staje się beznadziejna, a PSL z miesiąca na miesiąc coraz bardziej bezsilne. W kierownictwie Stronnictwa rosła w siłę antymikołajczykowska opozycja, skupiona wokół Józefa Niecki i Czesława Wycecha, wspierana przez prezesa Rady Naczelnej Władysława Kiernika i przewodniczącego klubu poselskiego Zygmunta Załęskiego. Zwolennicy kompromisu z PPR wymogli na Mikołajczyku wznowienie rozmów z obozem prokomunistycznym, lecz nie dały one rezultatów. Komuniści bardzo starannie wykorzystali okres między referendum a wyborami. Już w lipcu urzędy ziemskie zostały wyłączone spod kompetencji ministra rolnictwa (był nim Mikołajczyk), rozwiązano też znajdujące się pod wpływem PSL izby rolnicze. We wrześniu KRN uchwaliła opracowaną przez PPR i PPS or- dynację wyborczą, dającą komunistycznej administracji różnorodne możliwości ingerencji. Powstał kierowany przez PPR Blok Stronnictw Demokratycznych. Ad- ministracji i organom bezpieczeństwa udało się zadać PSL poważne ciosy. Aresz- towaniom (na jakiś czas zatrzymano nawet kilku posłów, niekiedy w więzieniach osadzano pełne składy zarządów wojewódzkich czy powiatowych), nieustannym rewizjom pod byle pretekstem, napadom bojówek na lokale PSL i innym gwałtom towarzyszyło zawieszanie działalności Stronnictwa w kolejnych powiatach, łącznie w ponad 30. Niektóre sprzyjające Mikołajczykowi wsie były pacyfikowane. Władze starały się utożsamiać Stronnictwo z „bandami leśnymi" i usprawiedliwiały tym terror. W trakcie kampanii wyborczej śmierć poniosło ok. 30 osób, członków lub sympatyków PSL. Kierownictwo Stronnictwa złożyło protest nawet na ręce ambasadora radzieckiego; adresowane do Stalina pismo pozostało bez odpowiedzi. W grudniu w teren ruszyły wojskowe „grupy propagandowo-ochronne", pod koniec roku działało ok. 2,6 tyś. takich grup, z udziałem ponad 61 tyś. żołnierzy; ze sprawozdań wynika, iż zorganizowano 67 tyś. wieców i zgromadzeń / udziałem 6,5 mln osób (wiele tych wieców miało charakter półprzymusowy). Obecność wojska na wsi była czynnikiem zastraszającym; kilkadziesiąt tysięcy osób wystąpiło z PSL, 392 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA Mimo szykan i terroru ludowcom udało się zarejestrować listy wyborcze w 42 okręgach, w 10 pozostałych okręgach (obejmujących 22 procent ludności Polski) zostały one unieważnione. Z list wyborczych skreślono ponad 400 tyś. osób podej- rzanych o sympatie opozycyjne. Na ponad 5,5 tyś. obwodów wyborczych PSL mogło wprowadzić niespełna 300 swoich mężów zaufania; w komisjach wybor- czych nie zasiadał ani jeden członek Stronnictwa. PPR zadbała też, by w dniu wyborów do Sejmu Ustawodawczego — w niedzielę 19 stycznia 1947 r. — odbywały się zorganizowane, zbiorowe przemarsze do lokali wyborczych i manifestacyjnie jawne oddawanie głosów na listę Bloku Demokratycznego. Jawna agitacja za listami Bloku w samych lokalach oraz obecność' wojska, MO i ORMO w tychże lokalach sprawiły, że atmosfera była nerwowa i napięta. Mimo apeli części podziemia, by wybory zbojkotować, frekwencja była dość wysoka. Oficjalnie podano, że Blok zdobył 80,1 proc., a PSL 10,3 proc. głosów (SP uzyskało 4,7, PSL „Nowe Wyzwolenie" 3,5, a pozostałe listy 1,4 proc.). Ulica skwitowała te wyniki dowcipem: „Wydarzył się cud — w styczniu zakwitła lipa". Nie ulega wątpliwości, że wynik ten był sfałszowany. Nie wiadomo, jakie były faktyczne wyniki w skali krajowej. Z wyrywkowych danych PSL wynika, że w rzeczywistości na Stronnictwo głosowało ponad 60 procent biorących udział w głosowaniu, a na Blok 28 procent. Także te liczby trudno przyjąć bez zastrzeżeń. Mikołajczyk, PSL i — szerzej — cała opozycja przegrała walkę o demokrację. PPR umocniła władzę nad państwem i narodem. Ambasador USA pisał w raporcie do sekretarza stanu George'a C. Marshalla, że wybory „były tylko mechaniczną formalnością, która miała dostarczyć prawnego uzasadnienia dla utrzymania przy władzy" komunistycznego rządu. Blok dysponował teraz 394 posłami, a PSL jedynie 28 (spacyfikowane SP 12, PSL „Nowe Wyzwolenie 7, kierowani przez B. Piaseckiego katolicy „postępowi" 3 mandaty). Komuniści dysponowali zatem w Sejmie Ustawodawczym większością, władną „legalnie" już dokonywać zmian ustrojowych. PSL złożyło protest generalny i protesty szczegółowe w każdym z 52 okręgów wyborczych. Protestowały rządy amerykański i brytyjski, bezskutecznie. W specjalnej deklaracji Gomułka ogłosił, że jałtańskie postanowienie o zorganizowaniu w Polsce wolnych wyborów parlamentarnych zostało wypełnione. Innego zdania był Zachód; amerykański sekretarz stanu oznajmił, że wybory w Polsce nie spełniły warunków, jakie zostały ustalone na konferencjach w Jałcie i Poczdamie. Jedynym kandydatem na urząd prezydenta był — oficjalnie bezpartyjny, w rzeczywistości członek ścisłego kierownictwa PPR — Bolesław Bierut, który został wybrany 5 lutego przy jedynie 24 głosach sprzeciwu. Nowy rząd utworzono trzy dni później, już bez PSL, z komunistami i ludźmi im posłusznymi. Premierem został Józef Cyrankiewicz z PPS, Władysław Gomułka (PPR) wicepremierem i ministrem Ziem Odzyskanych, Antoni Korzycki (SL) drugim wicepremierem, Zygmunt Modzelewski (PPR) ministrem spraw zagranicznych. Resorty zachowali m.in. Rola-Żymierski (obrona), Radkiewicz (bezpieczeństwo), Minc (przemysł, niedługo również handel), Świątkowski (sprawiedliwość). Osóbkę-Morawskiego zdegradowano na urząd ministra administracji; polityka tego wkrótce odsunięto całkowicie. Nadzwyczajną rolę w pracach rządu odgrywał Jakub Berman, aczkol- wiek formalnie zajmował drugorzędne stanowisko (podsekretarz stanu w Prezy- dium Rady Ministrów). 393 Stalinizm w wydaniu polskim 19 lutego 1947 r. kontrolowany przez PPR Sejm Ustawodawczy przyjął (przy 17 głosach przeciwnych) tzw. małą konstytucję, czyli ustawę „o ustroju i zakresie najwyższych organów Rzeczypospolitej Polskiej", mającą pozorować istnienie w Polsce formalnie demokracji, nawiązującą pod pewnymi względami do konstytucji marcowej z 1921 r. Mała konstytucja obowiązywała przez pięć i pół roku, do chwili ogłoszenia 22 lipca 1952 r. konstytucji PRL. Najwyższą władzą ustawodawczą miał być Sejm, wykonawczą — prezydent, Rada Państwa i rząd, sądowniczą — formalnie niezawisłe sądy. Jednoizbowy, wybierany na 5-letnią kadencję Sejm składać się miał z 444 posłów. Sejm wybierał na 7-letnią kadencję prezydenta RP, który oprócz funkcji reprezentacyjnych mianował i odwoływał członków rządu, odraczał i zamykał sesje Sejmu, był zwierzchnikiem sił zbrojnych i pełnił funkcję przewodniczącego Rady Państwa, nowej w polskim ustroju instytucji skopiowanej z ZSRR. Ta ostatnia mogła wydawać dekrety z mocą ustawy (w tym uchwały o wprowadzeniu stanu wyjątkowego i wojennego) i koordynować działalność rad narodowych, które były konkurencyjnymi w stosunku do Sejmu organami władzy (Rada Państwa i rady narodowe nie podlegały nawet formalnie kontroli społecznej). Cały ten system był w gruncie rzeczy fikcją, gdyż faktyczną władzę sprawowało ścisłe kierownictwo partii komunistycznej. Z okazji uchwalenia małej konstytucji ogłoszono kolejną amnestię dla członków podziemia; według oficjalnych danych skorzystało z niej prawie 60 tyś. osób (z więzień wyszło 25 tyś. osób). Zbrojny opór był drogą prowadzącą donikąd. Walki trwały jednak nadal, zwłaszcza z Ukraińską Powstańczą Armią (UPA) na Rzeszowszczyźnie, głównie w Bieszczadach. W zasadzce zginął 28 marca 1947 r. pod Baligrodem wiceminister obrony narodowej gen. Karol Świerczewski; jak po- dano, zasadzkę zorganizowała UPA, jakkolwiek kursowały pogłoski, że w rzeczy- wistości zamach zorganizowało lub przynajmniej zainspirowało NKWD. Niedługo później rozpoczęła się tzw. akcja „Wisła", w ramach której przymusowo wysiedlono ukraińską ludność Bieszczad na Ziemie Zachodnie i Północne (ok. 140 tyś. ludzi). Władzom chodziło o pozbawienie ukraińskich oddziałów naturalnego zaplecza; jednocześnie w rejon działań UPA skierowano duże siły wojska (20 tyś. żołnierzy), które po kilku miesiącach praktycznie zlikwidowały liczące kilka tysięcy osób ukraińskie podziemie zbrojne. Podobnie działalność polskiego antyko- munistycznego podziemia zamierała wskutek aresztowań i akcji w terenie. Według oficjalnych danych w połowie 1947 r. w polskich więzieniach znajdowało się 21,2 tyś. więźniów politycznych; była to z pewnością liczba znacznie zaniżona. Wśród nich było wielu działaczy PSL, skazanych na przykład za szpiegostwo (jak redaktor naczelny peeselowskiej „Gazety Ludowej" Zygmunt Augustyński) czy kontakty ze zbrojnym „reakcyjnym podziemiem" (jak drugi sekretarz generalny Stronnictwa Stanisław Mierzwa). Gęstniała atmosfera strachu i niepewności, w które] coraz bardziej wszechobecny resort bezpieczeństwa (MBP liczyło u schyłku 1947 r. już 200 tyś. pracowników) poddawać zaczął swej kontroli wciąż nowe dziedziny życia. Rozrastała się MO i ORMO. Czystki w prokuraturze i sądowni- 394 ctwie umożliwiły władzom sprowadzenie tego aparatu do roli czysto instrumen- talnej. Prokurator wojskowy płk Stanisław Zarako-Zarakowski stał się ponurym symbolem cynizmu i bezwzględności, z jaką przygotowywano procesy pokazowe, z reguły sfingowane. Wyroki więzienia zapadały za uprawianie tzw. szeptan-ki, czyli szeptanej propagandy (m. in. półtora roku więzienia za powtarzanie pogłosek o wprowadzeniu w Polsce kołchozów). Doradców radzieckich było wprawdzie mniej, lecz usytuowani zostali w kluczowych miejscach. Wojsko Polskie nie tylko było podporządkowane operacyjnie dowództwu stacjonującej w Polsce grupy Armii Radzieckiej (dowodzonej przez marszałka Konstantina Ro-kossowskiego), lecz mimo wyjazdu do ZSRR znacznej liczby radzieckich oficerów zostało ich na tyle dużo, by obsadzić lub kontrolować ważne stanowiska dowódcze. Polskie Stronnictwo Ludowe praktycznie nie miało już możliwości działania. Posłowie wybrani z list Stronnictwa (wśród nich był jedyny niezależny socjalista Zygmunt Żuławski) mogli wygłaszać w Sejmie przerywane wrogimi okrzykami przemówienia, które były cenzurowane nie tylko w prasie, lecz nawet w oficjalnym stenogramie obrad. W kierownictwie PSL kilku cieszących się dużym autorytetem działaczy (Józef Niecko, Czesław Wycech i in.) przekonywało, że należy porozumieć się z partiami Bloku i włączyć się do pracy na rzecz państwa, gdyż liczenie na pomoc Zachodu jest bezpodstawne, a program rządu jest w wielu za- sadniczych punktach słuszny. Prezes Mikołajczyk uważał jednak, że w obliczu bezprawia PPR należy do końca trwać twardo w opozycji; w tej s)rtuacji jego opo- nenci utworzyli rozłamowe ugrupowanie pod nazwą Lewica PSL, popierane przez władze i stopniowo zyskujące poparcie na wsi. Działalność Stronnictwa mikołaj- czykowskiego była natomiast coraz bardziej paraliżowana przez administrację rzą- dową, praca w terenie praktycznie zamarła. Komuniści stopniowo opanowywali kierownictwo potężnej, niemal półmilionowej organizacji młodzieżowej ruchu lu- dowego — Związkti Młodzieży Wiejskiej „Wici". W tej sytuacji część przywódców PSL (m. in. Stefan Korboński) proponowała samorozwiązanie Stronnictwa. Mikołajczyk sprzeciwił się, głosząc, że należy nadal trwać w imię wyższych racji. Gdy jednak uzyskał informację, że władze przygotowują jego aresztowanie i pokazowy proces, podjął decyzję o ucieczce. W samochodzie ambasady amery- kańskiej przedostał się do Gdyni, skąd 21 października 1947 r. na pokładzie bry- tyjskiego statku handlowego potajemnie opuścił kraj. Niemal natychmiast po znik- nięciu prezesa Lewica PSL zajęła budynek władz Stronnictwa i redakcję „Gazety Ludowej" oraz z pogwałceniem statutu powołała nowy, tymczasowy Naczelny Komitet Wykonawczy. Nowym prezesem został Niecko, a Wycech jednym z dwóch wiceprezesów. W trakcie przeprowadzonej następnie czystki ze Stronnictwa usu- nięto zwolenników Mikołajczyka, zrezygnowano z wyrażania poglądów krytycznych wobec rządu, nawiązano współpracę z SL. Na licznych wiecach potępiano zbiegłego polityka. W listopadzie 1949 r. PSL i SL połączyły się, tworząc Zjedno- czone Stronnictwo Ludowe, na którego szefa wyznaczono Władysława Kowal- skiego, dawniej członka Komunistycznej Partii Polski. U schyłku 1947 r. coraz bardziej zhierarchizowana PPR liczyła już ponad 820 tyś. członków. W jej kierownictwie narastał spór pomiędzy coraz bardziej osamot- nionym sekretarzem generalnym Gomułką, mającym własną wizję komunistycz- 395 nej dyktatury, a pozostałymi członkami najściślejszego kierownictwa, zwolenni- kami możliwie wiernego kopiowania wzorów radzieckich: Bierutem, Bermanem, Mincem, Zambrowskim. Na razie jeszcze różnice zdań były podporządkowane walce PPR o wyeliminowanie ostatnich samodzielnych ośrodków w politycznym życiu kraju. Po spacyfikowaniu PSL kolej przyszła na PPS. Już wiosną 1947 r. mnożyć się zaczęły wśród komunistycznych przywódców głosy o rzekomej ko- nieczności „zjednoczenia" ruchu robotniczego. W bardzo wówczas licznej PPS (660 tyś. latem 1947 r.) silne były jednak dążenia do zachowania pewnej niezależ- ności od komunistów, co więcej — pojawiały się głosy, że po rozbiciu „reakcji" socjaliści powinni zwiększyć wpływy w aparacie władzy. Ponadto w PPS bardziej podkreślano znaczenie spółdzielczości i samorządności, a więc elementów prak- tycznie nieobecnych w pepeerowskiej wizji państwa. W kierownictwie PPS grupa kryptokomunistów nie mogła jeszcze przeforsować koncepcji jak najszybszego zjednoczenia z PPR, ale słabła też pozycja zwolenników samodzielności (S. Szwal-be, B. Drobner, E. Osóbka-Morawski, Julian Hochfeld i in.). Rosło znaczenie grupy polityków w kwestii „zjednoczenia" nastawionych konformistycznie i godzących się w dalszej przyszłości z wchłonięciem partii przez PPR, takich jak sekretarz generalny PPS J. Cyrankiewicz czy Henryk Jabłoński. Pośrednio także w socjalistów głoszących konieczność zachowania trójsekto- rowości w gospodarce wymierzona była zainicjowana przez PPR wiosną 1947 r. tzw. bitwa o handel. Komuniści, których tezy przedstawiał przede wszystkim ich czołowy ekonomista Hilary Minc, postanowili teraz wyprzeć z handlu sektor pry- watny i spółdzielczy. Na plenum KC PPR w kwietniu 1947 r. zadecydowano o zwiększeniu roli państwa w gospodarce; własność państwowa miała stanowić podstawę ustroju. Zwracano uwagę na niekontrolowany wzrost cen, trudności zaopatrzeniowe w miastach oraz rzekomą skłonność do spekulacji i jakoby nad- mierne zyski kupców i spółdzielni. W rzeczywistości zakwestionowano naturalne prawa rynku, na którym o cenie decyduje podaż i popyt. Opór PPS trwał krótko. Pod naciskiem PPR socjaliści zmuszeni zostali przyjąć stanowisko swego sojusz- nika-hegemona. Ceny i zyski miano zatem regulować, dominujące dotąd prywatny handel i rzemiosło były eliminowane przy użyciu wszystkich możliwych środków (z niezwykle wysokimi „domiarami" na czele), a niezależność spółdzielni stawała się jedynie formalna — uspołecznienie oznaczało w praktyce upaństwowienie. Powstawać zaczęła sieć stosunkowo prymitywnych państwowych domów towarowych, a spółdzielczość handlowa stała się tworem zbiurokratyzowanym i scentralizowanym (w miastach handlem kierowała Centrala Spółdzielni Spożywców „Społem", na wsi — Centrala Rolnicza Spółdzielni „Samopomoc Chłopska" i in.). Samorząd kupiecki zastąpiły wkrótce przymusowe zrzeszenia. W latach 1947--1949 zlikwidowano 66 procent prywatnych hurtowni i 42 procent placówek detalicznych. Kilka tysięcy „spekulantów" znalazło się w obozach pracy. Wzrost cen wprawdzie zahamowano, ale pojawiły się trudności z zaopatrzeniem ludności, znacznie zmniejszyła się liczba punktów sprzedaży, pogorszeniu uległa jakość obsługi. Zjawiska te staną się immanentną cechą systemu Polski Ludowej. Początki „bitwy o handel" zbiegły się z uchwaleniem przez Sejm, w początkach lipca 1947 r., ustawy „o Planie Odbudowy Gospodarczej" na lata 1947-1949, czyli opracowanego przez Centralny Urząd Planowania planu trzyletniego. Zwią- 396 zane z „bitwą o handel" nowe przepisy sprawiły jednak, że niektóre założenia planu stały się deklaracjami bez pokrycia (np. ułatwienia dla gospodarki prywatnej i spółdzielczej). Głównym zadaniem planu było „podniesienie stopy życiowej pracujących warstw ludności powyżej poziomu przedwojennego", a także „scalenie Ziem Odzyskanych z resztą kraju". W początkowych dwóch latach realizacji więcej środków miano przeznaczyć na rozwój rolnictwa i działu przemysłu pro dukującego środki konsumpcji. Już jednak w 1948 r. komuniści zaczęli korygowat plany roczne, zwiększając nakłady na inwestycje przemysłowe. Gdy komuniści nasilili akcję eliminowania socjalistów z administracji (m. in działacze PPR oskarżyli C LIP o odejście od zasad marksistowskich i doprowadzili do usunięcia Bobrowskiego z szefostwa tego urzędu), a członkowie PPS znaleźli się na celowniku UB, w partii zwyciężyły tendencje kapitulacyjne. Wiosną 1948 r żądania komunistów w kwestii „zjednoczenia" stały się już niemal ultymatywne. Partię socjalistyczną, zwłaszcza jej gremia kierownicze, poddano czystce, w trakcie której usuwano przeciwników narzucanej jedności (z PPS wyrzucono ok. 300 tyś. członków). Na posiedzeniu Rady Naczelnej we wrześniu tego roku dążąca teraz jawnie do szybkiego „zjednoczenia" grupa Cyrankiewicza opanowała kierownicze gremia partii, a działaczy „prawicowych" zmuszono do odejścia. Finałem był zjednoczeniowy kongres PPR i PPS, obradujący w kilka tygodni po skazaniu na kary wieloletniego więzienia niezłomnych działaczy PPS-WRN z Kazimierzem Pużakiem na czele. Następowało to w okresie wchodzenia świata w szczytowy okres zimnej wojny. Świat podzielił się na dwa zwalczające się obozy. Zachłyśnięty swym wielkim zwycięstwem nad nazistowską Rzeszą Stalin, a w ślad za nim jego współpracownicy i większość komunistycznych przywódców w państwach kontrolowanych przez Moskwę bvli przekonani, że system kapitalistyczny niedługo rozpadnie się, a formujący się blok komunistyczny jest w stanie proces ten przyspieszyć. Pod panowaniem komunistów znajdowała się Europa Środkowa, Wschodnia i Bałkany oraz znaczna część Azji (w wojnie domowej w Chinach szala zwycięstwa przechylała się na stronę tamtejszych komunistów). Wpływy partii komunistycznych na Zachodzie zwiększały się. Zaczynały rozpadać się brytyjskie, francuskie i ho- lenderskie imperia kolonialne. W Moskwie lekceważono fakt, że USA dysponują potencjałem ekonomicznym trzykrotnie większym niż ZSRR. Zagrożone Stany Zjednoczone (dysponujące wówczas ok. 100 bombami atomowymi) uznały, że ekspansję radzieckiego komunizmu należy zahamować; ogłoszona w 1947 r. przez amerykańskiego prezydenta Harry'ego Trumana koncepcja tzw. powstrzymywania (containment) stała się wspólną polityką demokratycznych mocarstw zachodnich, które postanowiły zewrzeć swe szeregi w obliczu zagrożenia ze strony Kremla, dysponującego najpotężniejszą wówczas armią świata. Państwom zagrożonym ekspansją radzieckiego imperializmu zaoferowano też w czerwcu 1947 r. pomoc gospodarczą; był to tzw. plan Marshalla, od nazwiska ówczesnego szefa amery- kańskiej dyplomacji. Pomoc w ramach tego planu zaproponowano także Polsce i innym państwom rządzonym przez komunistów. Polscy przywódcy gotowi byli pomoc taką przyjąć, lecz Moskwa bezceremonialnie to uniemożliwiła. Propaganda komunistyczna atakowała Zachód w sposób coraz bardziej ostry i niewybredny; nasilała się izolacja państw obozu radzieckiego od reszty świata, czego nie 397 STALINIZM W WYDANIU POLSKIM zmieniały głośne imprezy, jak zmanipulowany przez głównego organizatora, Andrieja Zdanowa, wrocławski Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju (sierpień 1948 r.), z udziałem m.in. Pabla Picassa i Paula Eluarda. W tym samym czasie Stalin wcielił w życie swój projekt powołania nowego organu, koordynującego działania europejskich partii komunistycznych (Między- narodówka Komunistyczna nie istniała od 1943 r.). Kierownictwo partii radzieckiej zwołało na koniec września do Szklarskiej Poręby tajną naradę wysokich przedstawicieli partii komunistycznych ZSRR, Polski, Czechosłowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii, Jugosławii oraz Francji i Włoch. Reprezentujący partię bolszewicką Żda-now oznajmił, że okres współpracy z Zachodem zakończył się, a wskutek agresywnej polityki Stanów Zjednoczonych kraje socjalistyczne są poważnie zagrożone i muszą wobec tego zacieśnić stosunki. Na konferencji powołano zatem organ o nazwie Biuro Informacyjne Partii Komunistycznych i Robotniczych. Zadaniem tego tzw. Kominformu miało być ułatwienie Moskwie sterowania partiami komunistycznymi w innych krajach. Podczas konferencji w Szklarskiej Porębie Gomułka, sceptycznie nastawiony do pomysłu powołania Kominformu, przeciwstawiał się radzieckiemu projektowi ogłoszenia rezolucji o potrzebie przyspieszenia kolektywizacji rolnictwa w krajach bloku wschodniego. Tymczasem z Moskwy nadchodziły coraz wyraźniejsze sygnały, że Kreml oczekuje od swych protegowanych dokładnego kopiowania „sprawdzonych" radzieckich wzorów. Gomułce Rosjanie nigdy nie ufali, jego skłonność do samodzielności musiała Stalina irytować. Gdy w połowie 1948 r. Gomułka bezskutecznie zgłaszał zastrzeżenia wobec decyzji Kominformu o przystąpieniu do szybszego kolektywizowania rolnictwa w krajach obozu radzieckiego i o potępieniu Jugosławii, upadek sekretarza generalnego polskiej partii był już kwestią czasu. Właśnie za krnąbrność Kominform potępiał wówczas przywódcę jugosłowiańskich komunistów Josipa Broz-Titę, wykazującego niedopuszczalną w oczach Stalina samodzielność. Tito odsądzany był przez propagandę pozostałych państw komunistycznych od czci i wiary, oskarżany o faszyzm i obrzucany epitetami w rodzaju „pies łańcuchowy amerykańskiego imperializmu". Gomułka zaś w tym samym mniej więcej czasie pozwalał sobie na takie stwierdzenia, jak wypowiedź na czerwcowym (1948 r.) plenum KC PPR, iż „w sprawie niepodległości Polski PPS wykazała wiele realizmu politycznego, odczuwała o wiele lepiej rzeczywistość polityczną aniżeli SDKPiL". Zaatakowany za to podczas dyskusji, Gomułka podtrzymywał swe tezy, twierdząc, że „wszelkie uproszczenia sytuacji istniejącej w Polsce i niedocenianie nastrojów istniejących w szeregach klasy robotniczej ł w narodzie, a zwłaszcza doszukiwanie się nacjonalizmu tam, gdzie go nie ma, może poderwać ten wielki kapitał zaufania, jaki zdobyła sobie nasza partia u klasy robotniczej i u narodu dzięki swojej polityce i dzięki stosowaniu słusznej taktyki". Gomułka i nieliczni działacze tak jak on dostrzegający konieczność uwzględ- nienia polskich realiów podczas budowy nowego ustroju (Władysław Bieńkow-ski, Zenon Kliszko) i postrzegający szykujące się zjednoczenie obu partii robotniczych jako możliwość wykorzystania doświadczeń i dorobku obydwu ugrupowań byli w zdecydowanej mniejszości, zdominowani przez „inteniacjonalistów", bezwzględnie posłusznych Moskwie: Bieruta (wciąż oficjalnie „bezpartyjnego"), Ber-mana, Minca, Zambrowskiego, Zawadzkiego i in. Na kolejnym, lipcowym ple- iii 398 RZECZPOSPOLITA STALINOWSKA num KC przyjęto rezolucje oznaczające całkowite zerwanie z dotychczasową tak- tyką: uznano, że także w Polsce zaostrza się — wraz z postępami w „budowie socjalizmu" — walka klasowa, że należy skończyć z trójsektorowością w gospo- darce i uznać dominację własności państwowej, że najwyższy już czas przebudować rolnictwo w duchu kolektywizacji wsi. Zainicjowano ofensywę przeciwko „prawicowo-oportunłstycznemu", „nacjonalistycznemu" niebezpieczeństwu w łonie partii. W połowie sierpnia Bierut udał się do Moskwy, gdzie uzyskał zgodę Stalina na usunięcie Gomułki. Podczas kolejnego plenum, w dniach 31 sierpnia — 3 września 1948 r., Bierut przedstawił referat „O odchyleniu prawicowym i nacjonalistycznym w kierownictwie partii i sposobach jego przezwyciężenia". Gomułka złożył częściową samokrytykę, lecz w wielu podstawowych punktach pozostał przy swym stanowisku. Kolejni mówcy ostro atakowali sekretarza gene- ralnego. W podjętej uchwale potępiono Gomułkę i innych przedstawicieli „od- chylenia prawicowo-nacjonalistycznego": Kliszkę, Bieńkowskiego, Ignacego Logę- Sowińskiego, Mieczysława Moczara i kilku innych. Gomułka odwołany został z funkcji sekretarza generalnego partii, aczkolwiek pozostał jeszcze formalnie w Biurze Politycznym (nie brał jednak już udziału w posiedzeniach tego gremium). Nowym sekretarzem generalnym został Bierut, który — jak podano publicznie — „powrócił do czynnej pracy" w szeregach partii. Jednocześnie podjęto uchwałę zapowiadającą kolektywizację wsi. W następnych dniach organizowano w terenie wiece potępiające Gomułkę i „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne". Poddana czystce partia, kierowana teraz niepodzielnie przez Bieruta, Bermana i Minca, ludzi cieszących się zaufaniem Kremla, mogła przystąpić do realizowania w Polsce stalinowskiej wizji ustroju socjalistycznego. Na czele nowej partii stanął Bierut, polityk przeciętnego formatu, lecz dość zręczny, którego — jak pisze A. Garlicki — ukształtował Komintern i który „do końca życia pozostał wierny zasadzie, że ojczyzną komunistów jest Związek Radziecki". Zjednoczeniowy kongres PPR i PPS obradował w dniach 15-21 grudnia 1948 r., z udziałem 1526 delegatów. Nową partię nazwano Polska Zjednoczona Partia Robotnicza (PZPR); do jej Komitetu Centralnego weszło 48 pepeerowców i 24 pe- peesowców. W najwyższym kierownictwie znajdowało się już tylko trzech dawnych członków PPS. W skład Biura Politycznego weszli Bierut, Berman, Cyrankie-wicz (PPS), Jóźwiak, Minc, Radkiewicz, Adam Rapacki (PPS), Spychalski, Świąt-kowski (PPS), Zambrowski i Zawadzki. Przewodniczącym KC został Bierut, sekretarzami — Cyrankiewicz, Zambrowski i Zawadzki. Organem KC PZPR była nowa gazeta codzienna — „Trybuna Ludu", która zastąpiła „Głos Ludu" i „Robot- nika". Powstała partia liczyła l mln 367 tyś. członków, z czego 56 proc. stanowili robotnicy. W zbiurokratyzowanych strukturach PZPR wielką rolę odgrywał aparat partyjny (7,5 tyś. osób w dniu zjednoczenia). Kilka lat później aparat partyjny oraz członkowie partii delegowani do pracy w administracji państwowej, organizacjach społecznych itd. tworzyli grupę mniej więcej stutysięczną, tj. ok. 8 procent członków partii. Organizacją młodzieżową PZPR stał się Związek Młodzieży Polskiej, utworzony pięć miesięcy wcześniej z połączenia Związku Walki Młodych, Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici", pepeesowskiego OMTUR-u i niewielkiego, związanego ze Stronnictwem Demokratycznym, Związku Młodzieży Demokratycznej; w połowie grudnia mający stanowić odpowiednik radzieckiego Komso- 399 mołu ZMP liczył ponad pół miliona członków. Na jego czele stanął rzecz jasna działacz ZWM (Janusz Zarżycki). ZMP kontrolował politycznie Powszechną Or- ganizację Młodzieży „Służba Polsce", powstałą w lutym 1948 r. na podstawie ustawy Sejmu dotyczącej przymusowej pracy i treningu wojskowego młodzieży. „Służba Polsce" działała pod patronatem wojska, była formacją państwową, częściowo zmilitaryzowaną, obejmowała zaś młodzież od 16 do 21 roku życia. Jej hufce istniały w gminach, szkołach, przedsiębiorstwach państwowych; umundurowani junacy z brygad SP pracowali m. in. przy odbudowie Warszawy, budowie Nowej Huty, osuszaniu Żuław. W 1949 r. SP liczyła 1,2 mln osób. Mimo że formalnie istniał system wielopartyjny, była to jedynie fasada, gdyż faktycznie rządziła PZPR, a pozostałe partie (od 1950 r. tylko dwie, nazwane zresztą stronnictwami: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne) pełniły raczej funkcję narzędzia komunistów w środowisku wiejskim (ZSL) i wśród rzemieślników (SD). Narzędziem PZPR w środowiskach katolickich stała się grupa „Dziś i Jutro" Bolesława Piaseckiego, która przyjęła nazwę swego wydawnictwa (PAX) i funkcjonowała jako Stowarzyszenie PAX. Oprócz tygodnika „Dziś i Jutro" ugrupowanie to wydawało jedyną katolicką gazetę codzienną „Słowo Powszechne". PZPR miała strukturę scentralizowaną i hierarchiczną, co nazwano „centrali- zmem demokratycznym" — przy czym przymiotnik „demokratyczny" jawnie wprowadzał w błąd. Partia sprawowała rządy w kraju, lecz o realizowanej linii politycznej nie decydował nawet jej Komitet. Centralny, będący najwyższą władzą partii w okresie między zjazdami, lecz ścisłe kierownictwo PZPR, grono mniejsze niż Biuro Polityczne KC. Byli to Bierut jako przewodniczący, odpowiadający za ideologię (częściowo, gdyż ograniczony był w tej kwestii przez „doradców" radzieckich) i bezpieczeństwo Jakub Berman oraz „gospodarczy dyktator" Minc, być może także Zambrowski. Stojący na czele rządu Cyrankiewicz miał już mniejsze wpływy. W terenie linię wytyczoną przez kierownictwo posłusznie wcielały w życie instancje coraz niższych szczebli: wojewódzkie, powiatowe, miejskie, gro- madzkie, zakładowe; najniższą komórką była Podstawowa Organizacja Partyjna. Administracja państwowa, stronnictwa „sojusznicze", związki zawodowe, stowa- rzyszenia, związki i organizacje podporządkowane były partii komunistycznej. Jedną z podstaw systemu stała się tzw. nomenklatura, czyli zasada mianowania ludzi na bardziej znaczące stanowiska decyzją odpowiedniej instancji PZPR. Po- szczególne wydziały KC partii nadzorowały różne dziedziny życia społeczeństwa, istniały zatem wydziały: Rolny, Ekonomiczny, Zagraniczny, Oświaty, Kultury i in. PZPR była partią masową, w grudniu 1949 r. liczyła już ok. l mln 370 tyś. członków; wiele osób usunięto wcześniej z jej szeregów w ramach tzw. czystki, m. in. pod hasłem walki z „prawicowo-nacjonalistycznym odchyleniem" (wkrótce nazwanym po prostu „gomułkowszczyzną"). Sam Gomułka usunięty został w początkach 1949 r. z rządu, w którym był wicepremierem i ministrem Ziem Odzyskanych. W 1951 r. uwięziono Spychal- skiego (przesłuchiwano go w bardzo brutalny sposób), aresztowano współpra- cowników Gomułki, których poddano torturom; w sierpniu 1951 r. pozbawiono wolności samego byłego sekretarza generalnego PPR — jego jednak nie bito ani nie torturowano. Atmosfera strachu zaczęła panować nie tylko wśród rzesz bez- 400 partyjnych, lecz również w PZPR. Na plenum KC PZPR w listopadzie 1949 r. Bie-rut mówił: „Dziś zadanie polega na tym, aby wydobyć z ukrycia przytajone niedobitki wroga i rozsiane po wszystkich szczelinach machiny społecznej chytrze zamaskowane jego macki, na których usiłują oprzeć swą szpiegowską, szkodnic-ką, spiskową, terrorystyczną, dywersyjną robotę wrogie nam imperialistyczne ośrodki zagraniczne". Manifestowana publicznie gorliwość członków partii nie była jednak napę- dzana wyłącznie strachem, lecz miała też swoje źródło w przekonaniu, iż budowany ustrój jest najlepszy z możliwych, najbardziej sprawiedliwy i nowoczesny. Nie tylko konformizm, lecz także swoiście pojmowany idealizm owocował często donosicielstwem i gotowością przyjęcia za dobrą monetę nawet najbardziej nie- prawdopodobnych twierdzeń propagandy. Budowa państwa „dyktatury proleta- riatu" stawała się wartością nadrzędną. Polska upodabniała się do Związku Radzieckiego. Panował wszechobecny kult Stalina i ZSRR, mających być wzorami dla Polski i Polaków. Na wzór kultu Stalina propagowano kult osoby Bieruta, określanego m.in. mianem wiernego ucznia Stalina. Mnożyły się wiernopoddańcze, niekiedy nawet groteskowo uniżone gesty ze strony polskiego kierownictwa. „Dla nas, dla partyjniaków, Związek Radziecki jest naszą ojczyzną" — mówił na przykład późniejszy przywódca „narodowej" frakcji w PZPR Mieczysław Moczar. Wciąż obecni byli radzieccy doradcy, zwłaszcza w resorcie bezpieczeństwa i w wojsku (nazwa „doradca" wprowadzała zresztą w błąd, gdyż w mniejszym stopniu „doradzali", faktycznie zajmując się raczej podejmowaniem decyzji). Symbolem podległości Polski było zastąpienie jesienią 1949 r. marszałka Roli-Żymierskiego na stanowisku ministra obrony narodowej dotychczasowym dowódcą stacjonującej w Polsce radzieckiej Północnej Grupy Wojsk, marszałkiem Konstantinem Rokossowskim. Urodzony w Wielkich Łukach (gubernia witebska) nowy minister obrony narodowej był synem Polaka i Rosjanki, w latach 1901-1914 mieszkał wprawdzie w Warszawie, lecz dla potrzeb propagandy podano, że Warszawa była też miejscem jego urodzin. Mianowany marszałkiem Polski Rokossowski został też wicepremierem, członkiem KC i Biura Politicznego, a później także posłem na Sejm PRL. Pod rządami „marszałka dwóch narodów" z szeregów wojska usuwano przedwojennych oficerów, znów zwiększyła się liczba Rosjan na stanowiskach dowódczych, modyfikowano armię według radzieckich wzorów. Wielu oficerów, i to nie tylko z przedwojennym stażem, znalazło się w więzieniu. Główny Zarząd Informacji WP był miejscem, w którym stosowano wymyślne, okrutne tortury. Jak się miało wkrótce okazać, niemal cała gospodarka podporządkowana została długofalowym potrzebom wojska i możliwej wojny bloku radzieckiego z państwami zachodnimi. Ciągle rozbudowywany był aparat bezpieczeństwa, nazywany przez Bieruta „mieczem klasy robotniczej"; rosła liczebność Milicji Obywatelskiej. Kierowane nadal przez Radkiewicza i nadzorowane przez Bieruta oraz Bermana Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego stało się prawdziwym „państwem w państwie". Zdarzało się, że przekroczywszy progi budynku Urzędu Bezpieczeństwa ludzie „ginęli bez śladu". Szacuje się, że U B dysponował wówczas liczącą sto kilkadziesiąt tysięcy armią konfidentów i informatorów; swoich konfidentów miała też milicja i służby wojskowe. Wśród departamentów MBP istniał departament V 401 spoleczno-polityczny, kierowany przez rzekomo wszechwładną płk Julię (Lunę) Brystygierową, i zajmujący się m. in. walką z Kościołem katolickim. Szczególnie ponurą sławę zyskał departament śledczy, na którego czele stał płk Józef Różań- ski, sadysta osobiście torturujący przesłuchiwanych więźniów. W początkach 1952 r. utworzono X departament, zajmujący się sprawami wewnątrzpartyjnymi (kierował nim płk Anatol Fejgin, wicedyrektorem był ppłk Józef Światło). Wymiarowi sprawiedliwości wyznaczono rolę podrzędną, wykonawczą: w przyjętym latem 1950 r. prawie o sądach powszechnych zaznaczono, że sądownictwo ma chronić: ustrój, „ludowy porządek prawny". Zapadały wyroki, jakich życzyła sobie będąca narzędziem resortu bezpieczeństwa prokuratura. Nie doszło jednak w Polsce do wielkiego procesu pokazowego na wzór Czechosłowacji (proces Slanskiego), Węgier (proces Rajka) czy Bułgarii (proces Kostowa). Jakkolwiek Kreml naciskał, aby proces taki wytoczyć Gomułce, „bezpieka" nie była w stanie zmontować odpowiednich materiałów i w miarę logicznie zharmonizować ze sobą wymuszonych zeznań różnych osób. Niemniej sprawę Gomułki chciano powiązać ze sprawą Spychalskiego oraz procesami wojskowych, jakie toczyły się w pierwszych latach pięćdziesiątych. W procesie generałów latem 1951 r. najwyższymi wyrokami były wprawdzie „tylko" wyroki dożywotniego więzienia (dla generałów Franciszka Hermana, Je- rzego Kirchmayera, Stefana Mossora i Stanisława Tatara), lecz w tzw. procesach odpryskowych zapadały wyroki śmierci. W okresie 1950-1953 na karę śmierci skazano 37 wojskowych, wykonano 19 wyroków. Częściej wyroki takie ferowano wobec członków antykomunistycznego podziemia, także wobec byłych żołnierzy Armii Krajowej i działaczy Delegatury Rządu RP. Stracono m. in. szefa Kedywu i współtwórcę organizacji „Nie" gen. Emila Fieldorfa „Nila", skazanego na śmierć w karykaturalnym procesie. Na dożywotnie i wieloletnie więzienie skazano wielu polityków. Niektórzy z aresztowanych zmarli w więzieniu jeszcze przed procesem. Oskarżano nie tylko o udział w zbrojnych organizacjach, lecz także o szpiegostwo (głównie na rzecz Stanów Zjednoczonych, które stały się „wrogiem numer jeden") i współpracę z niemieckim okupantem w czasie wojny. Ten ostatni zarzut był na przykład jednym z głównych motywów na procesie przedwojennego działacza narodowodemokratycznego, znanego z antysemickich wystąpień Adama Doboszyńskiego, oskarżonego w czerwcu 1949 r. o szpiegostwo. Podczas procesu próbowano skompromitować Armię Krajową, stawiając zarzut współdziałania AK z Abwehrą. Posługiwano się prowokacją, pod tym względem zaś chyba najbardziej spektakularną była sprawa „V Komendy WiN". Podczas likwidacji IV Komendy WiN pracownikom resortu bezpieczeństwa udało się zmusić jednego z jej członków do „utworzenia" nowej komendy, będącej w rzeczywistości agenturą „bezpieki". Był to jeden z największych sukcesów UB, któremu udało się spenetrować zagraniczne ogniwa WiN oraz odgórnie zlikwidować krajowe struktury organizacji. Finałem sprawy była śmierć i wyroki wieloletniego więzienia dla wielu członków podziemia. W grudniu 1952 r. rzekoma V Komenda WiN „ujawniła" swą działalność przed komunistycznymi władzami. Potężną instytucją przeszkadzającą komunistom w walce o umysły społeczeństwa był niezależny od państwa Kościół katolicki. W powojennej Polsce, inaczej niż to było do tej pory, ponad 90 procent obywateli stanowili wyznawcy jednej 402 religii — katolicyzmu. W pierwszych latach po wojnie stosunki między nową władzą a Kościołem układały się — mimo zerwania przez rząd we wrześniu 1945 r. konkordatu z Watykanem (pretekstem było obsadzenie przez Watykan zachodnich diecezji niemieckimi rządcami podczas wojny) — jeszcze w miarę znośnie; w szkołach państwowych nadal odbywały się lekcje religii, w wojsku byli kapelani, a — tuż po wojnie — w różnych uroczystościach dygnitarze uczestniczyli obok księży. Było jednak jasne, że katolicyzm jest wrogiem komunizmu, przede wszystkim z uwagi na materialistyczny charakter marksistowskiej ideologii (a także ze względu na laicyzowanie życia publicznego przez władze, poprzez wprowadzenie krytykowanych przez Kościół ślubów cywilnych, rozwodów itd.). Komuniści nie mogli zaś zaakceptować faktu, że większość obywateli ich państwa chodzi do kościoła. Było też oczywiste, że hierarchowie i księża sympatyzowali z obozem prolondyńskim i z PSL. Wśród aresztowanych znaleźli się kapłani, oskarżani o kontakty z „bandami" czy wręcz o szpiegostwo. Faktem obciążającym stosunki między Kościołem a państwem było utrzymywanie przez Watykan tymczasowej administracji na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Otwartą walkę z Kościołem zapowiedział A. Zawadzki na Kongresie Zjedno- czeniowym. Polski Kościół kierowany był już wówczas przez nowego prymasa; zmarłego w październiku 1948 r. kardynała Hlonda zastąpił najmłodszy członek Episkopatu, 47-letni biskup lubelski Stefan Wyszyński. Ponurą perspektywę uka- zywały wydarzenia na Węgrzech, gdzie w grudniu aresztowano tamtejszego prymasa Józefa Mindszentyego — i w wyniku pokazowego procesu skazano niedługo później na dożywotnie więzienie. Watykan i polskie duchowieństwo stały się celem ostrych ataków propagandowych. Opublikowano m. in. oświadczenie, w którym rząd ostrzegał, że „nie będzie tolerował nadużywania religii przez niektórych katechetów dla siania niepokoju w umysłach młodzieży i podburzania przeciw władzy państwowej", a w całym kraju organizowano antykościelne manifestacje. Gdy w lipcu 1949 r. papież Pius XII pod groźbą ekskomuniki zakazał wierzącym wstępowania do partii komunistycznej, ataki wzmogły się. Na mocy wydanego w sierpniu dekretu o „ochronie wolności sumienia" zapowiadano kary więzienia nie tylko za „nadużywanie wolności wyznania i sumienia w celach wrogich ustrojowi", lecz także za bierność wobec takich czynów. UB dostawało do rąk niezwykle poręczny instrument prawny, pozwalający uwięzić praktycznie każdego. Klimat tych miesięcy odzwierciedla napisane ręcznie 6 marca 1950 r. oświadczenie kardynała Adama Sapiehy (zmarł on w roku następnym): „W razie gdybym był aresztowany, stanowczo niniejszym ogłaszam, że wszelkie moje tam złożone wypowiedzi, prośby i przyznania się są nieprawdziwe. Nawet, gdyby one były wygłaszane wobec świadków, podpisane, nie są one wolne i nie przyjmuję je za swoje". Jednocześnie władze siłą przejęły majątek kościelnej instytucji charytatywnej „Caritas", a nieco później (w maju) Sejm uchwalił ustawę o upaństwowieniu dóbr kościelnych. MBP nadzorowało akcję tworzenia ruchu tzw. księży patriotów, sku- pionych w Komisji Księży przy Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD), mającego stanowić zalążek kościoła państwowego, konkurencyjnego wobec istniejącego. W Komisji znajdowali się bardzo nieliczni księża skłóceni ze swymi przełożonymi, większość została do współpracy z nią po prostu zmu- 403 szona, często za pomocą szantażu i zastraszenia. W ciągu paru lat kilkudziesięcio- osobowa pierwotnie grupa rozrosła się do ok. tysiącosobowego grona. MBP dys- ponowało jeszcze środowiskiem PAX B. Piaseckiego, lecz nawet on starał się za- chować dystans wobec „księży patriotów" (wkrótce powołał bardziej umiarkowaną grupę księży i działaczy świeckich, tj. Komisję Intelektualistów i Działaczy Katolickich przy Polskim Komitecie Obrońców Pokoju, która rywalizowała z „księż-mi- patriotami"). Lider „koncesjonowanych" działaczy katolickich nie mógł jednak pozwolić sobie na dystansowanie się od antykościelnej polityki PZPR, czym doszczętnie skompromitował się w oczach Episkopatu. Niemniej Piasecki odegrał pewną rolę jako pośrednik w rozmowach między rządem a Episkopatem. Osaczony prymas Wyszyński uznał, że w tej sytuacji — dla dobra polskiego Kościoła — należy zawrzeć z władzami porozumienie, nawet płacąc bardzo wysoką cenę. W podpisanym 14 kwietnia 1950 r. dokumencie Kościół zobowiązywał się wzywać wiernych do poszanowania „prawa i władzy państwowej", dał wyraz woli walki ze „zbrodniczą działalnością band podziemia", potępiał „nadużywanie uczuć religijnych w celach antypaństwowych", deklarował nieprzeci wsta wianie się kolektywizacji wsi, zobowiązywał się wystąpić do Watykanu o utworzenie stałych ordynariatów biskupich na Ziemiach Zachodnich i Północnych, potępiał rewizjonistyczne antypolskie wystąpienia duchowieństwa niemieckiego. W zamian Episkopat uzyskał m. in. utrzymanie nauki religii w szkołach (z uzgadnianiem z władzami programu nauczania), opieki duszpasterskiej w wojsku, szpitalach i więzieniach, prawo organizowania tradycyjnych procesji i pielgrzymek, nauki w seminariach (oraz w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim), wydawania pism reHgijnych. Władze uznawały prerogatywy papieża w kwestiach wiary, moralności i kościelnej jurysdykcji, we wszystkich innych sprawach Kościół miał kierować się polską racją stanu. Porozumienie państwo-Kościół zostało niechętnie przyjęte w Watykanie, gdzie nie rozumiano przymusowej sytuacji, w jakiej znalazł się prymas Wyszyński. Z pewnością nie był to sukces Kościoła, gdyż walkę z religią kontynuowano. W wielu szkołach władze praktycznie uniemożliwiły nauczanie religii, represje wobec poszczególnych księży trwały (u schyłku 1951 r. w więzieniach znajdowało się kilkuset kapłanów, m. in. aresztowany w styczniu tego roku pod zarzutem kolaboracji z Niemcami i współpracy z podziemiem po wojnie biskup kielecki Czesław Kaczmarek), kilku biskupów usunięto ze stanowisk i wysiedlono poza ich diecezje, kontynuowano program ateizacji społeczeństwa. Urzędnikom, woj- skowym, milicjantom oraz ich rodzinom zakazywano odbywania praktyk religijnych, zawierania ślubów kościelnych, chrzczenia dzieci. Starano się odciągać dzieci i młodzież od udziału w mszach, nabożeństwach i uroczystościach kościelnych. Latem 1952 r. zamknięto niższe seminaria duchowne i nowicjaty zakonne. Gdy zaś w listopadzie tego roku prymas Wyszyński został wyniesiony do godności kardynalskiej, uniemożliwiono mu wyjazd do Rzymu, gdzie na grudniowym kon- systorzu odebrać miał kapelusz kardynalski. Wielką nagonkę na Watykan i Episkopat rozpętano w związku z brakiem sta- bilizacji administracyjnej Kościoła na Ziemiach Zachodnich. Za zgodą papieża prymas Hlond mianował w 1945 r. administratorów apostolskich w Opolu, Wro- cławiu, Gorzowie, Gdańsku i Olsztynie. Rząd uznał, że jest i o umacnianie stanu 404 tymczasowości i odsunął ich w początkach 1951 r. od zarządzania diecezjami; pod naciskiem władz kapituły wybrały, niezgodnie z prawem kanonicznym, wikariuszy kapitulnych. Prymas Wyszyński w trosce o jedność Kościoła czuł się zmuszony zalegalizować ten stan, wiosną zaś spowodował w Rzymie nominowanie przez Piusa XII administratorów apostolskich tych diecezji na biskupów tytularnych. Władze uznały to za podtrzymywanie tymczasowości i domagały się nominowania biskupów ordynariuszy. Watykan tymczasem liczył się bardziej ze stanowiskiem RFN, która nie uznawała wytyczonej w Poczdamie linii Odra-Nysa Łużycka za zachodnią granicę Polski. Polska podpisała z rządem NRD 6 lipca 1950 r. w Zgorzelcu układ o uznaniu tej granicy, lecz Watykan stał wówczas na stanowisku, że sprawa ta jest nadal otwarta. W styczniu 1953 r. odbył się pokazowy tzw. proces kurii krakowskiej, na którym oskarżonym o szpiegostwo księżom pracującym w tej kurii zarzucano „działanie na szkodę Państwa Polskiego, a w interesie imperializmu amerykańskiego i Watykanu" (głównego oskarżonego księdza skazano na karę śmierci); w tym sfingowanym procesie starano się też skompromitować nieżyjącego już kardynała Adama Sapiehę. 9 lutego zaś Rada Państwa wydała dekret o stanowiskach ko- ścielnych: każda nominacja podlegać miała kontroli władz państwowych, które nadały sobie też prawo anulowania takich decyzji, co stanowiło bezpośrednią in- gerencję w jurysdykcję wewnętrzną polskiego Kościoła. W 1950 r. biskupi czuli się zmuszeni poprzeć akcje zbierania podpisów pod tzw. Apelem Sztokholmskim, domagającym się zakazania broni atomowej. Była to jedna z wielu akcji propagandowych, których ostrze wymierzone było w „impe- rializm amerykański". Propaganda tych lat była równie agresywna jak prymitywna — polityków zachodnich porównywano do zbrodniarzy takich jak Hitler, jugo- słowiańskiego przywódcę marszałka Tito nazywano faszystą. W grudniu 1952 r. w warszawskim Arsenale została otwarta wystawa „Oto Ameryka", mająca ukazać „prawdziwe oblicze" USA. Cieszyła się ona dużą popularnością raczej z tego względu, że odcięte od Zachodu społeczeństwo chciało zobaczyć coś amerykań- skiego. W ujęciu stalinowskich ideologów kultura i sztuka stanowić miały narzędzie polityki. Wzory już były gotowe, a to — w postaci doktryny realizmu socjalistycznego (socrealizmu), obowiązującej w ZSRR od lat trzydziestych. W okresie tuż powojennym cenzura starała się uniemożliwiać głoszenie opinii jawnie opozycyj- nych, lecz było jeszcze miejsce na dyskusje, pojawiały się wcale nie tak rzadko głosy krytyczne i polemiczne wobec wystąpień marksistowskich autorów, sku- pionych m. in. wokół tygodnika „Kuźnica" (celowali w tym publicyści „Tygodnika Warszawskiego", zlikwidowanego we wrześniu 1948 r., czy wychodzącego w Krakowie „Tygodnika Powszechnego"). Widownią ostrych polemik był zjazd pisarzy jesienią 1946 r. Jedna z wielkich dyskusji na łamach prasy („Kuźnica", „Nowa Kultura" i in.) toczyła się wokół realizmu socjalistycznego, któremu część autorów zdecydowanie się przeciwstawiała. Szef wielkiego koncernu prasowo-- wydawniczego „Czytelnik" (istotne miejsce zajmował tam tygodnik „Odrodzenie") Jerzy Borejsza starał się pozyskać środowiska twórcze dla sprawy budowy w Polsce nowego ustroju. Do kraju powrócił z emigracji Julian Tuwim, władze zabiegały o Marię Dąbrowską, Zofię Nałkowską, Jarosława Iwaszkiewicza, Leona 405 Schillera, Wilama Horzycę, Juliusza Osterwę i innych. Powstawały utwory wybitne i wstrząsające, takie jak opowiadania oświęcimskie Tadeusza Borowskiego czy cykl Medaliony Zofii Naikowskiej. Pod koniec lat czterdziestych taktykę symbolizowaną przez osobę Borejszy porzucono, a on sam popadł w niełaskę. Na polemiki nie było już miejsca, oczekiwano bezwzględnego podporządkowania się nakazom partii. Na zjazdach pisarzy (Szczecin 1949), plastyków (Nieborów 1949), filmowców (Wisła 1949) i przedstawicieli innych dziedzin sztuki narzucono nowe zasady tworzenia (zawierane następnie w uchwałach zjazdowych). Wdrażanie socrealizmu nadzorowało Ministerstwo Kultury i Sztuki; jeden z ministrów tego resortu (Włodzimierz Sokorski) pisał: „Sztuka postępowa może być tylko i wyłącznie [...] sztuką realizmu socjalistycznego. Wszelka inna pozycja twórcy jest tylko świadomym lub nieświadomym staczaniem się na pozycje wyrodniejącej sztuki ginącego świata". Zasady socrealizmu popularyzowali marksistowscy krytycy, tacy jak Stefan Żółkiewski, Adam Ważyk, Melania Kierczyńska, muzykolodzy jak Zofia Lissa czy Stefania Łobaczewska. Szczególnie mocno propagował nowe zasady tygodnik „Nowa Kultura" (założony w marcu 1950 r. na miejsce zlikwidowanych „Kuźnicy" i „Odrodzenia") i jego redaktorzy: Paweł Hoffman (naczelny), Tadeusz Borowski, Kazimierz Brandys, Andrzej Braun, Andrzej Man-dalian, Ryszard Matuszewski, Juliusz Żuławski i in. Ze szczytów władzy sterował tym wszystkim „towarzysz Jakub", jak nazywano tam Bermana. Księgarnie zalała fala tłumaczeń licznych radzieckich powieści socrealistycz nych, wśród których tylko kilka miało wartość artystyczną. Skrajnie schematycz ne były tzw. produkcyjniaki (np. Cement F. W. Gładkowa) — ich tematem była heroizowana praca, najczęściej fizyczna. Po pewnym czasie pojawiły się rodzime dzieła tego typu: powieści czy pseudoreportaże, których tytuły zapowiadały za wartość— Nr 16 produkuje, Węgiel, Traktory zdobędę wiosnę, Penicylina. Przykładem dzieła „kolektywnego" była Wiosna sześciolatki Andrzeja Brauna, Andrzeja Man- daliana i Wiktora Woroszylskiego. Prezentowana wizja rzeczywistości była czar- no-biała, z realizmem socrealizm nie miał bowiem oprócz nazwy nic wspólnego. Często pojawiała się w tych utworach postać wroga, szpiega, dywersanta, kułaka, spekulanta, reakcjonisty. Działania bohaterów pozytywnych podporządkowane były sprawie budowy nowej rzeczywistości. W powieści Człowiek nie umiera Kazi mierza Brandysa padały słowa: „O śmierci mówią mieszczanie, metafizycy, tchó rze [...] u nas, że tak powiem, to jakby śmierci wcale nie było. Jeżeli ginie nasz człowiek, socjalistyczny, to zaraz na jego miejsce wstępuje drugi. Bierze z jego rąk narzędzia i dalej wykonuje tę samą robotę". Poeci opiewali czołowych dygnitarzy, radzieckich i polskich (Tren na śmierć Andrieja Żdanowa, Poemat o Dzierżyńskim, Kantata o Bierucie). Wśród setek wierszy i poematów ku czci Stalina znalazły się — nie pozbawione artyzmu — utwory Gałczyńskiego, Broniewskiego, Tuwima, Wa- żyka, Wisławy Szymborskiej, Wiktora Woroszylskiego. Do wydanego w 1952 r. tomiku Wiersze o Bolesławie Bierucie (w 60 rocznicę urodzin przywódcy PZPR) weszły utwory Ważyka, Woroszylskiego, Iwaszkiewicza, Słonimskiego, Tadeusza Kubia- ka, Artura Międzyrzeckiego, Anny Kamieńskiej, Henryka Gaworskiego, Stanisła wa Piętaka, Włodzimierza Słobodnika, Jana Koprowskiego, Teofila Kowalskiego, Stanisława Wygodzkiego i Jerzego Ficowskiego. Wręcz absurdalne w swym agita cyjnym charakterze były filmy, takie jak jasne łany, Żołnierz zwycięstwa (temu epo- 406 sowi o generale Świerczewskim zarzucono, że jest wyrazem odchylenia prawico- wo-nacjonalistycznego, toteż film musiał być później trzykrotnie przerabiany), Nie daleko Warszawy. W usta Stanisława Moniuszki włożono w filmie Warszawska pn miera (1950) słowa propagujące ideę kolektywizacji wsi, a tytułowy bohater Młodośi Chopina (1952) jawił się jako lewicowy demokrata. Obrazy te pod względem artystycznym nie dorównywały filmom nakręconym kilka lat wcześniej, takim jak Ostatni etap (reż. Wanda Jakubowska, 1948) czy Ulica graniczna (reż. Aleksander Ford, 1948). Wartości artystyczne miała natomiast proletariacka epopeja Jerzego Kawalerowicza Celuloza (1953) i Pod gwiazdę frygijską (1954) oraz Piętka z ulicy Barskiej Aleksandra Forda (1953). Treść filmu Pościg, reż. S. Urbanowicz (1953): „Do stadniny w Reglach wracają konie. Ogier Hetman jest podejrzany o nosaciznę, co wywołuje panikę w całej wsi — tym bardziej, że stadnina wstrzymuje dotychczasową pomoc dla chłopów. Plotki o chorobie szerzy tajemniczy motocyklista. Jest dywersantem, który chce zniszczyć wzorcową polską stadninę. Gdy pogłoska okazuje się fałszywa, próbuje przy pomocy niezadowolonych z nowej rzeczywistości ludzi otruć konie w stadninie. Udaremnia mu to weterynarz Bronka razem z funkcjonariuszami UB. Odkrywają, że jeden z pra- cowników stadniny ma fałszywe nazwisko i dokumenty oraz ukrywa niechlubną prze- szłość — to on truł konie. Kiedy wszystko wychodzi na jaw, spłoszeni dywersanci walczą między sobą o przeżycie i możliwość ucieczki na Zachód. Chłopi odzyskują wiarę w postęp" (Leksykon polskich filmów fabularny di, Warszawa 1997, s. 562). „Klasycznym" obrazem epoki było płótno Podaj cegłę (1950) Aleksandra Kobz- deja. Niektóre z socrealistycznych płócien zachowały nawet pewne wartości arty- styczne (jak obrazy Wojciecha Fangora, np. Matka Koreanka, 1951). W rzeźbie do- minowały odlewy, przedstawiające robotników, chłopów, przodowników pracy, działaczy komunistycznych. Czołowymi osiągnięciami architektonicznymi były zabudowa Nowej Huty czy warszawskiej dzielnicy MDM, lecz symbolem epoki stał się zaprojektowany przez architektów radzieckich i wzniesiony w stolicy 32- piętrowy Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, będący „darem" Związku Radzieckiego dla narodu polskiego (ironizowano, że prezent „mały, ale gustow- ny"). Największy kłopot sprawiała teoretykom socrealizmu muzyka, która tylko w powiązaniu z innymi sztukami mogła nieść treści propagandowe. Powstawały zatem masowe pieśni popularne (Na prawo most, na lewo most; Budujemy nowy dom) czy kantaty (Słowo o Stalinie, Kantata o traktorach Jana Maklakiewicza), utwory symfoniczne natomiast „odpowiednio" tytułowano (np. Symfonia Pokoju Andrzeja Panufnika). Część twórców nie chcąc angażować się po stronie reżimu wybierała postawę nacechowaną znaczną powściągliwością lub wręcz, w nielicznych przypadkach, tzw. emigrację wewnętrzną, jak Miron Białoszewski, Zbigniew Herbert, Jan Józef Szczepański, Jerzy Zawieyski, Tadeusz Kantor, a po części także bardzo skądinąd honorowani przez władze Maria Dąbrowska, Zofia Nałkowska, Leopold Staff. Wielu „uciekało w przeszłość", tam właśnie szukając tematów swych utworów, inni pisali „do szuflady". Emigrację „prawdziwą" wybrał w maju 1951 r. Czesław Miłosz (ale przeprowadzano się też w odwrotnym kierunku: w tymże 1951 r. do Polski 407 wrócił Antoni Słonimski), niedługo później odebrał sobie życie Tadeusz Borowski. Wewnętrzne dramaty i rozterki przeżywali wielcy poeci, publikujący od czasu do czasu bardzo zaangażowane politycznie wiersze i poematy: Konstanty Ildefons Gałczyński, Władysław Broniewski. Niektórzy ogłaszali te agitacyjne utwory z czystego koniunkturalizmu, wielu czyniło to jednak z wewnętrznego przekonania. Nierzadko pisarzy i artystów o niekwestionowanym dorobku i wielkim talencie fascynowała perspektywa budowy w kraju nowego ustroju, jak wierzyli — nowoczesnego i sprawiedliwego, oraz rozmach dokonujących się przemian. „Znie- wolenie umysłu" kazało im zamykać oczy na ciemne strony systemu. Wielu z nich, otoczonych opieką władz wykorzystujących zręcznie ich próżność, o zbrodniach reżimu nie wiedziało. Tym większy był szok, tym gwałtowniejszy był ich zwrot w okresie „odwilży". Jednocześnie jednak w ogromnych nakładach drukowano — na złym papierze, lecz przez to niezwykle tanie — wybrane pozycje literatury klasycznej, aczkolwiek zwykle opatrywane dość prymitywnymi wstępami. Ukazywały się dzieła zebrane Mickiewicza, Sienkiewicza, Prusa, Orzeszkowej. Wydawano liczne albumy malarstwa, inicjowano nowe serie wydawnicze, rozpoczynano zakrojone na wielką skalę prace słownikowe, bibliograficzne, materiałowe (inne jednak zawieszano, nie mógł np. ukazywać się Polski Słownik Biograficzny). W znacznie mniejszej liczbie egzemplarzy drukowano dzieła współczesnych pisarzy katolickich, jak związany z „Tygodnikiem Powszechnym" Antoni Gołubiew czy bliski środowisku PAX Jan Dobraczyński. Niektóre inscenizacje teatralne (rzecz jasna klasyki, a nie np. Brygady szlifierza Karhana, którą maltretowano widzów) stały na wyjątkowo wysokim poziomie. Rozrastała się sieć bibliotek publicznych, szybko wzrastało czytelnictwo — aczkolwiek wprowadzono listę prohibitów, do których dostęp był prawie niemożliwy, oraz wycofywano i niszczono wiele książek wydanych przed wojną, a nawet w pierwszych latach powojennych. W kilka lat udało się praktycznie zlikwidować analfabetyzm. Szkoła i wyższe uczelnie stały się miejscem intensywnej indoktrynacji w dziedzinie nauk humanistycznych, lecz jednocześnie znacznie powiększyła się liczba osób ze średnim i wyższym wykształceniem, zwłaszcza w przypadku młodzieży pochodzącej z rodzin robotniczych i chłopskich. W 1951 r. do wszystkich szkół wprowadzono obowiązkowe nauczanie języka rosyjskiego. Kryzys przeżywały nauki społeczne i humanistyczne, w których dominował schematyczny marksizm. Wybitni uczeni niemarksistowscy byli atakowani jako reakcjoniści i usuwani z uczelni. W szkołach wyższych bardzo dużo miały do powiedzenia komitety PZPR i ZMP. W sposób szczególnie zafałszowany i prymi- tywny przedstawiano historię najnowszą, aczkolwiek i wcześniejsze epoki zaczęto przedstawiać tendencyjnie. Za wzór stawiano historiografię radziecką. Filozofię całkowicie opanowali przedstawiciele zwulgaryzowanego marksizmu, ekonomię wypełniały same schematy, socjologia jako nauka praktycznie przestała istnieć. Trudności przeżywały nauki biologiczne, w których lansowano zwulgaryzowany darwinizm i poglądy radzieckich hochsztaplerów w rodzaju Trofima Łysenki. W znacznie lepszej sytuacji znaleźli się matematycy, fizycy, chemicy, przedstawiciele nauk inżynieryjnych i medycznych — a więc nauk „neutralnych" politycznie i ideowo. W 1951 r. powołano Polską Akademię Nauk. 408 Rok 1949 był ostatnim rokiem planu trzyletniego („Planu Odbudowy Gospo- darczej"), jedynego rzeczywiście zrealizowanego wieloletniego planu w dziejach Polski Ludowej, wykonanego bowiem we wszystkich podstawowych wskaźni- kach. W odniesieniu do produkcji przemysłowej założenia planu przekroczono o 12 proc., w rolnictwie zadania zrealizowano z nadwyżką 15-procentową. Zasadniczy cel, tj. „podniesienie stopy życiowej pracujących warstw ludności powyżej poziomu przedwojennego", osiągnięto. Mimo to Centralny Urząd Planowania, gdzie przygotowano plan, został najpierw poddany przez komunistów czystce, a następnie zlikwidowany. Zadania CUP przejęła Państwowa Komisja Planowania Gospodarczego (PKPG), kierowana do 1956 r. przez ministra przemysłu i handlu Hilarego Minca, który został także wicepremierem. Głównym narzędziem kierowania gospodarką stały się dyrektywne plany, które do minimum redukowały oddziaływanie na gospodarkę parametrów ekonomicznych. Nastąpiło ubezwła- snowolnienie przedsiębiorstw jako podmiotów ekonomicznych, przedsiębiorstwa tylko formalnie były organizacjami samodzielnymi. Władze centralne podejmowały wszystkie najważniejsze decyzje z zakresu inwestycji, produkcji, zatrudnienia, zbytu, zaopatrzenia, płac. Rachunek ekonomiczny, rynek i konkurencja zostały z polskiej gospodarki wyparte. Bodźce ekonomiczne zastąpiono nakazami administracyjnymi i apelami moralno-politycznymi. Ceny ustalano administra- cyjnie, centralnie, realne relacje między podażą a popytem liczyły się niewiele. Przedsiębiorstwa oceniane były z punktu widzenia wykonania planu, a nie z ren- towności, co prowadziło nierzadko do znacznego marnotrawstwa sił i środków. Także zarządzanie zdominowane zostało przez administracyjne metody nakazo- wo-rozdzielcze. Nastąpił wzrost biurokracji i silna centralizacja. W gospodarce dominującą rolę odgrywać zaczęła partia. Rezultatem była niska efektywność w skali makro i mikro. Model ukształtowany w okresie szczytowego stalinizmu z niewielkimi tylko zmianami funkcjonował przez następne dziesięciolecia. W PKPG opracowano plan 6-letni (na lata 1950-1955), którego założenia przyjęto jeszcze na Kongresie Zjednoczeniowym PPR i PPS w grudniu 1948 r. Planowi towarzyszyła zakrojona na wielką skalę propaganda. Zadania tego planu „budowy podstaw socjalizmu" były bardzo ambitne i, jak się miało już niedługo okazać, przekraczały możliwości kraju; poza tym program opierał się na przestarzałej tech- nologii radzieckiej. Głównym celem miała być industrializacja, której potrzeba była sprawą dość oczywistą; produkcja przemysłu uspołecznionego miała być w 1955 r. o 158,3 proc. wyższa niż w roku 1949, produkcja rolnicza zwiększyć się miała o 63 proc. (w Państwowych Gospodarstwach Rolnych o 168 proc.). Zakładano wzrost dochodu narodowego o 112,3 proc. Na przemysł przeznaczano 45 proc. nakładów inwestycyjnych, na rolnictwo zaś jedynie 12 proc. Zamierzano zbudować ponad tysiąc nowych obiektów, w tym 14 elektrowni parowych, 11 kopalń węgla ka- miennego, 35 kopalń rudy żelaza, 2 fabryki obrabiarek, 8 zakładów przemysłu bawełnianego, 2 fabryki samochodów. Lokalizacja wielu inwestycji wynikała z motywów politycznych — chciano powiększyć liczebność klasy robotniczej w rejonie Warszawy, Krakowa, Częstochowy, gdzie nastawienie wobec władzy było na ogół niechętne. Plan na rok 1950 wykonano jeszcze z nadwyżką ponad 7 proc., lecz wybuch wojny w Korei (połowa tego roku) spowodował, że postanowiono rozbudować 409 przemysł wojskowy. W latach 1951-1954 nakłady na inwestycje zbrojeniowe rosły z roku na rok, kolejno o: 70, 151, 500 i 338 procent. W 1955 r. ok. 120 tyś. pracowników zatrudniano właśnie w przemyśle obronnym (prawie dwa razy więcej niż w 1939 r.). Wiele inwestycji związanych z przemysłem wytwarzającym artykuły konsumpcyjne i z rolnictwem zostało z planu usuniętych. Coraz więcej artykułów było deficytowych, a braki na rynku (wiążące się także z szykanami wobec prywatnego przemysłu i handlu oraz rzemiosła) wywoływały niezadowolenie społeczeństwa. Stopa życiowa ludności zaczęła się obniżać. Re- alizacja zadań planu stanęła pod znakiem zapytania, mimo że na najtrudniejsze odcinki kierowano nawet żołnierzy i więźniów, a przede wszystkim — młodzież z Powszechnej Organizacji „Służba Polsce". Kult „przodowników pracy" osiągnął apogeum. Na II Zjeździe PZPR w marcu 1954 r. zatwierdzono modyfikację planu (skreślono z niego 200 pozycji inwestycyjnych; łącznie w latach 1953-1954 wstrzymano budowę 470 obiektów przemysłowych). Większe środki przezna- czono na przemysł produkujący artykuły konsumpcyjne, na rolnictwo i budow- nictwo. Zmiany te jednak nie miały charakteru zasadniczego. W sumie założenia planu w odniesieniu do produkcji przemysłowej wykonano z nadwyżką, lecz w praktyce produkcja wielu podstawowych artykułów (np. węgla kamiennego, stali, energii elektrycznej, cementu, traktorów, samochodów, cukru) była niższa od zakładanego w planie poziomu. Zbudowano sto kilkadziesiąt wielkich zakładów, z Hutą im. Lenina pod Krakowem (gdzie w rejonie wsi Mogiła powstało duże miasto Nowa Huta) na czele, poza tym — Hutę Warszawa, Hutę Aluminium w Skawinie, Zakłady Chemiczne w Oświęcimiu, Fabrykę Samochodów Osobowych na Żeraniu, Fabrykę Samochodów Ciężarowych w Lublinie i wiele innych. Nastąpiły też radykalne zmiany w strukturze polskiego przemysłu. Przemysł elektromaszynowy osiągnął udział 15 proc. produkcji globalnej (23 proc. ogółu zatrudnionych). Powstał przemysł stoczniowy, samochodowy, lotniczy, tworzyw sztucznych. Rozbudowano przemysł zbrojeniowy. Gospodarka uspołeczniona wytwarzała w 1955 r. 70 proc. dochodu narodowego (59 proc. w 1949 r.). Udział przemysłu i budownictwa w produkcie społecznym wyniósł 53 proc. (42 w 1949), bardzo zmniejszył się udział rolnictwa, z 42 w roku 1949 do 28 proc. w 1955 r. O 2,3 min osób zwiększyła się liczba zatrudnionych (bez uwzględniania gospodarstw chłopskich), co było efektem migracji ze wsi do miast — wskaźnik urbanizacji wzrósł z 36 do 44 proc. (ludność miast powiększyła się 3,1 min). Nie udało się zlikwidować dysproporcji w rozwoju gospodarczym, wiele re- gionów pozostało bez poważniejszych inwestycji przemysłowych. Wydajność pracy w przemyśle była mała. Pogłębiło się gospodarcze uzależnienie kraju od potężnego sąsiada ze wschodu. Przejmowane z ZSRR technologie były często przestarzałe w porównaniu z zachodnimi. Rozbudowywany przemysł metalowy i maszynowy był niezwykle materiałochłonny, zaniedbano zaś przemysł spożywczy i włókienniczy. Związek Radziecki narzucił Polsce ogromne zwiększenie inwestycji (bezpośrednich i pośrednich) na cele wojskowe. Wysiłkiem całego kraju kontynuowano odbudowę stolicy; cegły na odbudowę Warszawy pozyskiwano nawet z prac rozbiórkowych na terenie najodleglejszych od stolicy, zrujnowanych miasteczek, jak Kostrzyn n. Odrą. 410 Migracje ze wsi do miast sprawiły, że już w 1950 r. odsetek ludności wiejskiej zmniejszył się do 47,1 proc. (60,6 proc. w 1931 r.). W tym samym roku 81,3 proc. ogółu gruntów znajdowało się w rękach gospodarstw chłopskich, w Państwowych Gospodarstwach Rolnych (utworzonych w połowie 1949 r. w wyniku połączenia gospodarstw państwowych, takich jak nieruchomości ziemskie, zakłady chowu koni, zakłady hodowli roślin) 16,4 proc., a do spółdzielni produkcyjnych należało 2,3 proc. Odsunięcie od władzy Władysława Gomułki, sprzeciwiającego się masowej kolektywizacji w rolnictwie, oznaczało odejście od polityki wspierania gospodarstw indywidualnych. Władze przystąpiły do walki z tzw. kułactwem, czyli zamożnymi chłopami, i do masowego tworzenia — przez wyłącznie średnio-i małorolnych chłopów — spółdzielni produkcyjnych (na wzór radziecki), co miało umożliwić włączenie rolnictwa do gospodarki planowej. Komuniści spodziewali się, że tworzenie spółdzielni produkcyjnych będzie dobrowolne, lecz mimo różnych udogodnień (ulgi podatkowe i kredytowe, preferencyjne dostawy środków produkcji i in.) olbrzymia większość chłopów sprzeciwiała się wspólnemu gospodarowaniu. Władze sięgnęły zatem po środki nacisku, najpierw administracyjnego, następnie również policyjnego. Rzekomych „kułaków" atakowała w niewybredny sposób propaganda. UB i MO stosowały terror, wysyłając opornych do więzień i obozów pracy, a chłopskich synów do specjalnych jednostek wojskowych. Rolnikom broniącym się przed kolektywizacją zajmowano budynki i ziemię, rekwirowano zboże i zwierzęta (na Ziemiach Zachodnich rekwizycje osłaniały także oddziały radzieckie, a podczas jednej z takich akcji w powiecie świdnickim w kwietniu 1951 r. zginęło kilku chłopów), zdarzały się przypadki pobicia. Chłopi woleli bić pogłowie niż oddawać zwierzęta do spółdzielni. Część dobytku niszczyły lub kradły osoby przeprowadzające akcje. W akcjach uczestniczyli aktywiści partyjni i młodzieżowi. Winnych ukarano jedynie w nielicznych przypadkach, na Pomorzu Zachodnim (powiaty gryficki i drawski). Ograniczone sukcesy w zakładaniu spółdzielni odnotowano głównie na nowych ziemiach, gdzie nie było warunków do tworzenia własnych gospodarstw. Do końca 1955 r. utworzono łącznie 9076 spółdzielni dysponujących ogółem 1,9 mln ha gruntów. Nadal dominowały gospodarstwa indywidualne (77,3 proc. użytków rolnych w 1955 r., podczas gdy na PGR przypadało 13,5, a na spółdzielnie produkcyjne 9,2 proc. areału), pogorszyła się jednak ich struktura — wskutek antychłopskiej polityki o kilkanaście procent wzrosła liczba gospodarstw do 5 ha, a o kilkadziesiąt procent zmniejszyła się liczba gospodarstw powyżej 10 ha. Efektywność gospodarowania w spółdzielniach była wyraźnie niższa od dyskryminowanych gospodarstw indywidualnych (o 14 proc. mniejsza produkcja w przeliczeniu na l ha gruntu). W PGR (do 1955 r. utworzono 6185 takich gospodarstw) plony i wyniki hodowli były — z wyjątkiem produkcji zbóż — jeszcze niższe. Nic dziwnego, że w rolnictwie plan 6-letni nie został wykonany. W okresie planu 6-letniego gospodarstwa chłopskie zostały obciążone zwięk- szonymi podatkami i dostawami obowiązkowymi (w 1951 r. wprowadzono po- nownie zniesione w 1946 r. obowiązkowe dostawy zbóż, w następnym roku roz- szerzono je na żywiec wieprzowy i wołowy, mleko, ziemniaki). Ceny produktów odstawianych obowiązkowo były niskie, nie pokrywały nawet kosztów produkcji (chłopi tracili po kilkanaście procent w wyniku różnicy cen rynkowych i cen do- 411 staw). Świadczenia te obejmowały aż 85 proc. produkcji zbóż, 51 proc. ziemniaków i 50 proc. żywca. Nie wywiązujących się karano grzywnami, zamienianymi na areszt; w 1952 r. ukarano 95 tyś. osób, w następnych latach kolejno 250 tyś., 103 tyś. i w 1954 r. 73 tyś. Część najbardziej towarowych gospodarstw upadła. Bierny opór chłopów sprawił jednak, że model radziecki nie mógł zostać narzucony polskiemu rolnictwu. Mieszkańców zarówno wsi, jak i miast uderzyła reforma pieniężna z 28 paź- dziernika 1950 r., na mocy której na początku listopada wymieniono pieniądze w relacji 100:1, przy czym ceny, płace, zobowiązania oraz wkłady bankowe i oszczędnościowe (ale wkłady jedynie do kwoty 100 tyś. starych złotych) wymieniono w relacji 100:3. Zamożniejsza część społeczeństwa poniosła ogromne straty, a państwo wzbogaciło się kosztem obywateli o 3 mld nowych złotych. Posiadacze gotówki stracili z dnia na dzień 2/3 jej wartości. Nie stracili ci, którzy lokowali wolne środki w dewizach, złocie i kosztownościach, ale jednocześnie wprowa- dzono zakaz posiadania obcych walut, złota i platyny (poza wyrobami jubilerskimi), co zagrożone było karą więzienia nawet do lat 15. Nowy złoty został zrównany z rublem, a czysto teoretyczny kurs wobec dolara wynosił 4 zł (powstała wówczas fikcyjna jednostka, nazwana „złotym dewizowym", którą posługiwano się do 1982 r.). Jednym z celów tej reformy było — oprócz najważniejszego, tj. zdobycia dodatkowych środków na zwiększone po wybuchu wojny koreańskiej inwestycje planu 6-letniego — wzmocnienie złotego, lecz w latach 1951-1953 inflacja rosła (kolejno 9,5; 14,5 i 42,3 proc.). Ogłoszona w połowie 1951 r. Narodowa Pożyczka Rozwoju Sił Polski była przymusowa, państwo znów bezceremonialnie ulżyło portfelom swych obywateli. Rynek pieniężny ustabilizowała dopiero bardzo duża podwyżka cen w początkach stycznia 1953 r., lecz oderwany od rynku pieniądz i tak przestał pełnić swe główne funkcje ekonomiczne, stając się instrumentem organów centralnych (można było jednak zlikwidować system kartkowy). Organom tym podporządkowano także handel zagraniczny, który zmonopoli- zowało państwo. Dynamika polskiego handlu zagranicznego była niska; udział Polski w światowym handlu spadł z 1,04 proc. w roku 1950 do 0,96 proc. w 1955 r. Wpłynęło na to m. in. wprowadzone przez Zachód wobec krajów bloku radziec- kiego tzw. embargo strategiczne (na liście towarów objętych zakazem wywozu do tych krajów znalazły się nawet grzebienie plastikowe i biustonosze), dążenia au- tarkiczne (chęć osiągnięcia samowystarczalności w systemie gospodarki planowej), podporządkowanie polityki handlowej potrzebom forsownej industrializacji. Podstawą polskiego eksportu były paliwa, surowce i materiały, zwłaszcza węgiel i koks (wydobycie węgla kamiennego wzrosło w okresie 1950-1955 z 78 do 94,4 mln ton). Za nimi plasowały się towary rolno-spożywcze (wzrost z 15,8 do 19,5 proc. w polskim eksporcie w tym samym okresie — w którym przecież produkcja rolna wzrosła minimalnie), wywożone kosztem zmniejszenia podaży na rynku wewnętrznym. Polska stała się jednak także znaczącym eksporterem dóbr inwe- stycyjnych, zwłaszcza parowozów, wagonów towarowych, trawlerów. Niemniej aż 60 proc. maszyn i urządzeń musiała sprowadzać z zagranicy, głównie z ZSRR, także z NRD i Czechosłowacji oraz Szwecji, Francji, Wielkiej Brytanii. 2/3 polskiej wymiany towarowej przypadało na ZSRR i kraje socjalistyczne. Utworzona w 1949 r. 412 przez Stalina Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej była instrumentem w ręku ZSRR, który mógł odtąd łatwiej, centralnie podejmować decyzje ekonomiczne w skali całego „obozu" krajów socjalistycznych dla własnych imperialnych celów. Wiele rozliczeń było dla Polski niekorzystnych, zwłaszcza dostarczanie Związkowi Radzieckiemu węgla po „specjalnych" cenach. Także płatności za pobyt w Polsce Armii Radzieckiej nie były uregulowane, podobnie jak opłaty za tranzyt radziecki do NRD. Polska zdołała jednak utrzymać wysoki poziom w obrotach z rozwiniętymi krajami zachodnimi (udział ich w całości polskiego handlu zagra- nicznego wynosił ok. 30 procent w pierwszych latach pięćdziesiątych), m. in. dzięki swej gotowości do spłacania odszkodowań kapitałowi zagranicznemu za zna- cjonalizowane zakłady i z tytułu rozliczeń długów przedwojennych. Plan 6-letni nie tylko rozładował przeludnienie wsi, lecz praktycznie zlikwi- dował bezrobocie. W okresie tym o 1,6 mln osób zwiększyło się zatrudnienie. Miejsc pracy było znacznie więcej niż chętnych; w 1955 r. na 100 osób poszuku- jących pracy czekało 151 wolnych stanowisk. Wydajność nowych, pochodzących ze wsi robotników nie była jednak wysoka, poza tym często dochodziło do naruszania przez nich dyscypliny pracy. Mimo szybkiego tempa budowy mieszkań wciąż było dużo mieszkań przeludnionych (1,75 osoby na l izbę w 1955 r.), sytuacja mieszkaniowa zac/ęła się nawet pogarszać. Stopa życiowa ludności nie poprawiała się, realne zarobki wzrastały minimalnie, czego pracownicy nie odczuwali. Wzrosła rola premii i nagród dla pracowników realizujących w terminie plany, a zwłaszcza dla przekraczających normy. Niekorzystny dla robotników był system współzawodnictwa pracy, w ramach którego „przodownicy pracy" bijąc rekordy intensywności pracy przyczyniali się do śrubowania przez władze norm, które obowiązywały następnie wszystkich pracowników. Wprowadzono przy tym bardzo surowe kary za naruszanie przepisów i regulaminów. Związki zawodowe służyły nie obronie praw zatrudnionych, lecz wypełniały różnorodne obowiązki administracyjne. Płace robotników zaczęły się jednak powoli zrównywać z płacami pracowników umysłowych, obniżały się natomiast dochody chłopów. Zmniejszała się konsumpcja, a trudności w rolnictwie zmusiły władze do ponownego wprowadzenia racjonowania mięsa i jego przetworów. Większą rolę odgrywały zakłady zbiorowego żywienia (stołówki szkolne i pracownicze itp.). Mimo to nie udało się zlikwidować kłopotów rynkowych, które pogłębiała praktyczna likwidacja prywatnego handlu; handel wewnętrzny był scentralizo- wany i zbiurokratyzowany, funkcjonował w ramach systemu nakazowo-rozdziel- czego. Autorom planu 6-letniego nie udało się zapewnić wzrostu stopy życiowej spo- łeczeństwa. Nie wiemy, ilu ludzi wierzyło propagandzistom, twierdzącym, że zboża i mięsa brakuje dlatego, iż chowają je kułacy, a plaga stonki wzięła się stąd, że żuczka „colorado" jakoby zrzucali z samolotów u polskich wybrzeży Amerykanie, by w ten sposób dostał się on na polskie uprawy ziemniaków. Mimo zmasowanej propagandy nastroje społeczne pogarszały się, zanikał entuzjazm do pracy, tak wyraźnie dostrzegalny w poprzednich latach. Znów zaczęło dochodzić do akcji o charakterze strajkowym, m. in. na Górnym Śląsku; wystąpienia te były brutalnie tłumione przez aparat bezpieczeństwa i wojsko oraz przemilczane w środkach masowego przekazu. 413 STALINIZM W WYDANIU POLSKIM W ósmą rocznicę ogłoszenia manifestu PKWN, 22 lipca 1952 r. na uroczystym posiedzeniu Sejm Ustawodawczy (którego kadencja upływała w lutym, lecz przedłużono ją o pół roku) uchwalił konstytucję Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej — była to nowa nazwa państwa. Poprzedziła ten fakt „dyskusja", w której „wzięło udział" 11 mln obywateli (ok. 200 tyś. zebrań). W rzeczywistości o ostatecznym brzmieniu konstytucji zadecydował Stalin, który na projekcie przedstawionym mu osobiście przez Bermana wniósł kilkadziesiąt poprawek. Ustawa Zasadnicza wzorowana była na radzieckiej konstytucji i powtarzała w większości przepisy małej konstytucji z 1947 r. Artykuł l Ustawy Zasadniczej głosił, że PRL „jest państwem demokracji ludowej", w którym „władza należy do ludu pracującego miast i wsi", który sprawuje ją przez swych przedstawicieli, wybranych do Sejmu i do rad narodowych w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i tajnych. Instytucję prezydenta zniesiono, funkcje kolektywnej głowy państwa pełniła istniejąca już od 1947 r. Rada Państwa, która m. in. władna była wydawać: dekrety z mocą ustawy i wprowadzać stan wojenny; Rada podlegała Sejmowi, lecz w przerwach między jego posiedzeniami przejmowała niemal wszystkie jego kompetencje. Rząd powoływany był przez Sejm i przed nim też odpowiadał. Rady narodowe różnych szczebli miały być organami władzy państwowej w gromadach, osiedlach, miastach, dzielnicach dużych miast, powiatach i województwach (wcześniej już, w marcu 1950 r. zniesiono urzędy wojewodów, starostów, burmistrzów i wójtów). Stwierdzano też, że PRL „rozwija życie gospodarcze i kulturalne kraju na podstawie narodowego p'lanu gospodarczego, w szczególności przez rozbudowę państwowego przemysłu socjalistycznego". Pod szczególną ochronę brano różne formy własności społecznej, tj. spółdzielczą i państwową; konstytucja gwarantowała także „własność indywidualną". Za jedno z głównych zadań państwa uznano „ograniczenie, wypieranie i likwidację" klas społecznych żyjących „z wyzysku robotników i chłopów". Wymieniano rozliczne prawa obywateli, nakładano na nich także obowiązki, wśród nich — obowiązek „czujności wobec wrogów narodu". Rozpisano nowe „wybory" do Sejmu, które odbyły się w atmosferze powszechnego strachu 25 października 1952 r. Ordynacja wyborcza zastrzegała, że liczba kandydatów na liście nie mogła być większa od liczby posłów przypadających na dany okręg, aczkolwiek teoretycznie dopuszczano zgłaszanie wielu list. Listę war- szawską otwierały nazwiska Bieruta, Rokossowskiego i Bermana. Po głosowaniu podano, że wzięło w nim udział 95,02 proc. uprawnionych, z czego na kandydatów Frontu Narodowego (tak bowiem nazwano teraz blok składający się z PZPR, jej stronnictw satelickich, organizacji i związków oraz pewnej liczby bezpartyjnych) głosować miało 99,8 proc. tych, którzy oddali ważne głosy. Zadbano, aby w każdym z 67 okręgów wyborczych na listę Frontu „padło" powyżej 99 procent głosów. W listopadzie odbyło się pierwsze posiedzenie nowego Sejmu; na prze- wodniczącego Rady Państwa wybrano Aleksandra Zawadzkiego, premierem został zaś dotychczasowy prezydent RP — Bolesław Bierut. Cyrankiewicz został wicepremierem, podobnie jak m. in. Hilary Minc, Konstanty Rokossowski, Piotr Jaroszewicz (wicepremierów było aż ośmiu, ministrów — trzydziestu). Nowy szef rządu oznajmił w Sejmie, że walczyć będzie „ze wszelkimi ekspozyturami wrogich ośrodków imperialistycznych: amerykańskich czy watykańskich, winowskich 414 czy wuerenowskich, trockistowsko-titowskich czy syjonistycznych". Pod tym względem można mu było wierzyć. Szacuje się, że w latach 1950-1955 aresztowano ponad 40 tyś. ludzi, skazano zaś prawie 28 tyś. Zapadło ok. l tyś. wyroków śmierci. Przez obozy pracy przeszło niemal 200 tyś. osób. Sieć agenturalna resortu bezpieczeństwa liczyła w 1954 r. ok. 75 tyś. osób. W tym samym roku w „rejestrze elementu przestępczego i podejrzanego" figurowało prawie 6 mln osób. Mimo to na tle pozostałych krajów „obozu socjalistycznego" stalinizm w Polsce miał jeszcze najłagodniejsze oblicze. Złożyło się na to wiele przyczyn, a jedną z nich było stosunkowo niewielkie oparcie reżimu w społeczeństwie, mniejsze niż w pozostałych państwach bloku radzieckiego. Przyczyniała się do tego antyrosyjskość Polaków, będąca efektem zaborów. W większym stopniu niż gdzie indziej komuniści musieli również uwzględniać w Polsce religijność społeczeństwa. Ponadto polscy komuniści na ogół nie byli nastawieni aż do tego stopnia fanatycznie, jak np. ich węgierscy towarzysze. Nie można jednak twierdzić, że system ten w ogóle nie cieszył się poparciem. Oprócz części elit intelektualnych za socjalizmem — i to nawet socjalizmem w wersji stalinowskiej — opowiadały się wówczas liczne środowiska robotnicze, zwłaszcza zaś rzesze młodzieży uczącej się i pracującej. Dla wielu młodych ludzi, zwłaszcza wywodzących się ze wsi, nowy ustrój stworzył możliwość awansu społecznego; wielu robotnikom dawał, oprócz możliwości szybkiego awansu zawodowego, mimo wszystko lepsze warunki życia — z powszechną oświatą, dostępną służbą zdrowia, opieką socjalną. Mimo represyjnego systemu i zdawałoby się wszechobecnej, prymitywnej propagandy, ludzie czerpali jednak radości z życia codziennego, a wielu z nich byłe? przekonanych, że mieszkają w kraju bardziej nowoczesnym i w systemie bardziej sprawiedliwym niż Polska przed wrześniowa. „Odwilż" Dnia 6 marca 1953 r. podano, że poprzedniego dnia zmarł „wódz całej postę- powej ludzkości", „największy Człowiek naszych czasów" — Józef Stalin. Wiado- mość ta wywołała w Polsce bardzo zróżnicowane reakcje. Wiele osób bardzo głę- boko przeżywało ten fakt, uważając zmarłego za geniusza i wielkiego przyjaciela Polski i Polaków; zdarzało się, że wiadomość ta wywoływała łzy. Inni przyjęli wiadomość o śmierci bezwzględnego i krwawego dyktatora z poczuciem ulgi i nadzieją, że wreszcie nastąpić mogą jakieś pozytywne zmiany. W ZSRR dość szybko pojawiły się oznaki „odwilży" (tytuł powieści Ilji Erenburga Odwilż, 1954, wyd. pol. 1955, zrobił olśniewającą karierę), w Polsce jednak, w kraju, w którym stalinizm miał najłagodniejszą formę spośród wszystkich krajów socjalistycznych, paradoksalnie miesiące po śmierci Stalina przyniosły pewne zaostrzenie kursu. Bezpośrednio po tym Katowice przemianowano na Stalinogród (podobno „za- szczyt" ten przypaść miał Częstochowie, co miało uderzyć w Kościół, lecz zrezy- gnowano z tego na myśl o pielgrzymkach na Jasną Górę do obrazu Matki Boskiej Stalinogrodzkiej), imię zmarłego nadano też budowanemu w stolicy Pałacowi Kultury i Nauki. W całym kraju organizowano żałobne uroczystości, wiece i ze- „ODWILŻ" 415 brania. Zmieniano nazwy ulic, zakładów pracy. Niemal wszystkie pisma ukazały się z czarnymi obwódkami i żałobnymi artykułami wychwalającymi Stalina. Artykułu takiego nie chciał umieścić katolicki „Tygodnik Powszechny"/ wydawany w Krakowie przez tamtejszą kurię metropolitalną i redagowany przez Jerzego Turowicza. Reakcją władz było zamknięcie tygodnika (zamknięto także miesięcznik „Znak" i wydawany przez jezuitów „Przegląd Powszechny"), który następnie przekazano Stowarzyszeniu PAX Bolesława Piaseckiego; naczelnym redaktorem został pisarz Jan Dobraczyński. Władze wymusiły na PAX-ie, aby tygodnik uka- zywał się w identycznej szacie graficznej i z zachowaniem ciągłości numeracji. Episkopat nie chciał mieć z nowym tygodnikiem nic wspólnego. Po śmierci Stalina na Kremlu rozgorzała walka o władzę. Jednym z pretendentów był wieloletni szef resortu bezpieczeństwa Ławrientij Beria, który jednak w czerwcu został wyeliminowany przez swych konkurentów, a następnie rozstrzelany. Już Beria zapoczątkował odejście od stalinowskiego kursu; nowe, kolegialne kierownictwo (Gieorgij Malenkow, Nikita Chruszczow, Nikołaj Bułganin, Wiaczesław Mołotow) również uznało, że ograniczone wewnętrzne reformy — „nowy kurs" — są w ZSRR nieuniknione. Stopniowo modyfikowano też radziecką politykę zagraniczną, która stała się nieco bardziej obliczalna i pragmatyczna. Latem 1953 r. podpisano rozejm w Korei, w początkach następnego roku spotkali się w Berlinie szefowie dyplomacji czterech mocarstw. Świat zaczął powoli wychodzić z najostrzejszej fazy „zimnej wojny" i wkraczał w etap odprężenia. W Polsce — podobnie zresztą jak w innych krajach satelickich (w początkach czerwca w czechosłowackim Pilznie brutalnie stłumiono demonstrację ludności przeciw podwyżce cen i wymianie pieniędzy, a 17 czerwca krwawo zdławiono robotnicze wystąpienie we wschodnim Berlinie, gdzie poległo ok. 300 osób) — z oporami przyjmowano zarysowujący się nowy kurs kierownictwa Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Bierut, niedawno jeszcze opiewany jako „naj- wierniejszy uczeń i żołnierz Wielkiego Stalina" (słowa J. Bermana), był osobiście zaangażowany np. w fabrykowanie procesów. Oznak „odwilży" na razie trudno się było doszukać, nie licząc stwierdzeń formułowanych w związku z likwidacją w ZSRR Berii: „Z zasadą kolektywnego kierownictwa sprzeczny jest szkodliwy i niedopuszczalny kult jednostek" („Nowe Drogi" nr 4, lipiec 1953). Przeciwnie, represje nawet nasiliły się. Wiosną aresztowano marszałka Rolę-Żymierskiego, któremu zarzucono szpiegostwo na rzecz zachodniego wywiadu. Następowały kolejne egzekucje skazanych na karę śmierci oficerów Wojska Polskiego. W ofen- sywie propagandowej nie dokonało się żadne nawet przesunięcie akcentów. Trwały m. in. ataki na Kościół, w związku z czym Episkopat zdecydował się skierować i 8 maja (w Kościele święto męczennika ś w. Stanisława) pismo do władz PRL. W obszernym dokumencie, który przeszedł do historii pod nazwą Non possumus (Nie możemy), zestawiono fakty łamania przez rząd porozumienia z 1950 r. i deklarowano wolę współpracy pod warunkiem zmiany postawy władz; biskupi kry-•tykowali m. in. dekret z lutego 1953 r., na mocy którego władze ingerowały l w wewnętrzne sprawy Kościoła, i pisali: „[...] gdyby postawiono nas wobec alter-Inatywy: albo poddanie jurysdykcji kościelnej jako narzędzia władzy świeckiej, albo osobista ofiara — wahać się nie będziemy. [...] Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nie wolno. Non possumus!". Kierownictwo PZPR postanowiło 416 jednak złamać: hierarchów. „Księży patriotów" zmuszono do publicznego polemi- zowania z biskupami. We wrześniu odbył się pokazowy proces biskupa Kaczmar- |f ka; biskup został skazany na 12 lat, a czterej jego współpracownicy na kary od 5 do 10 lat więzienia za rzekomą kolaborację z Niemcami i antyrządową działalność po wojnie. Podczas procesu ostro atakowano prymasa. Kardynał Wyszyński protestował u władz. Mediować próbował szef Stowarzyszenia PAX, czyli „katolików społecznie postępowych", Bolesław Piasecki, wówczas już całkowicie stojący l po stronie rządu i atakujący publicznie Episkopat. Późnym wieczorem 25 września prymas Wyszyński został aresztowany i wkrótce osadzony pod ścisłą kontrolą UB w klasztorze w Rywałdzie, a następnie w Stoczku k. Lidzbarka Warmińskiego (później przewieziono go do Prudnika Śląskiego, skąd w październiku 1955 r. został przeniesiony do klasztoru w Komara czy). Wolności pozbawiono także sufragana gnieźnieńskiego biskupa Antoniego Baraniaka oraz czterech innych biskupów. 28 września poinformowano opinię publiczną, że prymasowi zakazano wykonywania funkcji. Zastraszony Episkopat złożył tego dnia oświadczenie o swym podporządkowaniu się władzy państwowej i oznajmił, iż „zwrócił się do rządu o wyrażenie zgody, aby ks. Arcybiskup Wyszyński mógł zamieszkać w jednym z klasztorów", na którą to propozycję „rząd wyraził zgodę". Na nowego przewodniczącego Konferencji Episkopatu hierarchowie zmuszeni byli wybrać biskupa Michała Klepacza z Łodzi, zwolennika współpracy z rządem (płk Julia Brystygierowa z MBP oświadczyła biskupowi Klepaczowi wprost, że jeśli ktoś inny zostanie wybrany, osoba ta zostanie natychmiast aresztowana). 17 grudnia biskupi złożyli w Urzędzie Rady Ministrów ślubowanie na wierność PRL. Przemawiali wicepremier Cyrankiewicz i biskup Klepacz. Wierność władzom ślubowało później także duchowieństwo. Nie oznaczało to jednak kresu szykan, m. in. kontynuowano laicyzację szkolnictwa, usuwając nauczanie religii (które musiano organizować przy kościołach). Ruch „księży patriotów" liczył — według znawcy problematyki, A. Micewskiego — ok. 4 tyś. duchownych. Pewną oznaką nadchodzących zmian było obradujące pod koniec października 1953 r. IX Plenum KC PZPR, na którym skrytykowano dotychczasowe metody planowania i zarządzania oraz postanowiono zmienić założenia planu 6- letniego. Likwidacja Berii wywołała reperkusje także w Polsce. Bierut, Berman i Minę musieli zresztą już wcześniej zdawać sobie sprawę, że aparat bezpieczeństwa za-jf czyna wymykać im się spod kontroli, a spirala represji może zagrozić nawet naj-i wyższemu kierownictwu partii. Podjęto zatem kroki w celu uporządkowania sto- sunków w tym zakresie. Dwaj radzieccy pułkownicy, stojący w Polsce na czel Informacji Wojskowej, Dymitr Wozniesienski i Antoni Skulbaszewski, zostali je- poprosił Amerykanów o azyl ppłk Józef Światło, wicedyrektor X departamentu MBP, najwidoczniej także lękający się o swe życie w okresie likwidowania ludzi powiązanych z Berią. Wywiad amerykański przez wiele miesięcy faktu tego nie ujawniał. Obradujący w marcu następnego roku II Zjazd PZPR zatwierdził wspomnianą korektę planu 6-letniego, w wyniku której zmniejszono nakłady w przemyśle ciężkim. Uznano, że podniesienie poziomu życia społeczeństwa leży w interesie kra- 417 ju. Zgodnie z sugestiami Kremla także polscy komuniści pozorowali wprowadzenie „kolegialnego kierownictwa": Bierut, od jesieni 1952 r. jednocześnie przewodniczący KC PZPR i premier, stał się „jedynie" I sekretarzem KC partii (na stanowisko premiera powrócił Cyrankiewicz). Pokazać chciano, że i w Polsce obowiązuje „nowy kurs". Władza jednak nadal znajdowała się w rękach dotychczasowego kierownictwa, z Bierutem jako niekwestionowanym przywódcą na czele. Następował dostrzegalny zwrot w polityce kulturalnej. Wiosną 1954 r. zaini- cjowano kolejną kampanię — tym razem jednak pod hasłem walki ze schematy- zmem. Minister kultury Włodzimierz Sokorski mówił publicznie, że założenia re- alizmu socjalistycznego realizowano w sposób zwulgaryzowany. Dodawał: „zasadniczym warunkiem [...] jest prawo twórcy do operowania takimi środkami wyrazu, które najlepiej odpowiadają jego wyobraźni artystycznej i wewnętrznej potrzebie". W prasie zaczęto ironizować z bohaterów produkcyjniaków. Wkrótce na łamach „Sztandaru Młodych" zadebiutował Bazę Sokołowska Marek Hłasko, szokując czytelników swym czarnym widzeniem rzeczywistości. Mógł debiutować Miron Białoszewski. Następowało, bardzo powoli, otwarcie na Zachód. W kinach pojawiły się zachodnie filmy — tak odległe od założeń socrealizmu Wakacje pana Hulot czy Fanfan Tulipan; odtwórca głównej roli w tym ostatnim, Gerard Philipe, odwiedził Warszawę. Przestano walczyć z tzw. bikiniarzami, jak nazywano młodych ludzi ubierających się w sposób cokolwiek wyzywający. Urządzano pierwsze rewie mody, w czasopismach pojawiły się porady kosmetyczne, co było wcześniej nie do pomyślenia. Olbrzymią popularność zdobył nowy tygodnik, kolorowy magazyn „Dookoła Świata". Słuchanie jazzu, wcześniej piętnowanego jako muzyka amerykańskich imperialistów, przestało być naganne. W maju 1954 r. powstał w stolicy Studencki Teatr Satyryków, legendarny później STS; dużą rolę odegrał też gdański teatrzyk Bim-Bom. W wyjątkowo do tej pory nudnym piśmie studenckim „Po prostu" zaczęły pojawiać się ważne, zawierające krytyczne tony artykuły. Pismo redagowane było przez młodych ideowców, naiwnie wierzących w mit rewolucji. W „Przeglądzie Kulturalnym" pojawiały się błyskotliwe teksty młodego, utalentowanego krytyka Krzysztofa Teodora Toeplitza (KTT) i inne interesujące artykuły, ciekawe materiały zamieszczały „Nowa Kultura", dzienniki „Życie Warszawy" czy „Sztandar Młodych". Nadzieje społeczeństwa były tak duże, że w grudniu zapowiedź zmian dostrzegano w fakcie nadania przez radio kolęd. W marcu tego roku na naradzie aktywu partyjnego w MBP sam minister Rad- kiewicz mówił o łamaniu praworządności przez ludzi jego resortu. Toczący się w połowie roku przed Sądem Wojskowym proces płk. Adama Uziembły zakończył się uniewinnieniem oskarżonego — rzecz wcześniej niewyobrażalna. Z więzień zaczęli wychodzić ludzie. We wrześniu zaś zbiegły dziesięć miesięcy wcześniej płk Józef Światło wystąpił po raz pierwszy w audycji Radia „Wolna Europa". Przez cały następny rok Światło prezentował rewelacje zza kulis partii i „bezpieki". Już w połowie 1954 r. rozwiązano X departament MBP (zajmujący się „infiltracją" PZPR przez „wrogów"). W listopadzie aresztowany został płk Różański, usunięty kilka miesięcy wcześniej ze stanowiska szefa Departamentu Śledczego MBP i mianowany dyrektorem wydawnictwa PIW. Na zorganizowanej zaś pod koniec listopada naradzie „centralnego aktywu partyjnego", na której Bierut wygłosił referat krytykujący naruszanie prawa przez UB, zgromadzeni zaczęli gwałtownie 418 atakować nie tylko organa bezpieczeństwa, lecz także najwyższe kierownictwo partii za brak dozoru nad resortem. Upominano się też o więzionego od sierpnia 1951 r. Władysława Gomułkę. 13 grudnia Gomułka odzyskał wolność. Nieco wcze- śniej, 7 grudnia, MBP zlikwidowano; zamiast niego powstało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (z Władysławem Wichą na czele resortu) i Komitet ds. Bezpie- czeństwa Publicznego (przewodniczącym został Władysław Dworakowski). Rad- kiewicz musiał zadowolić się urzędem ministra PGR. Czytelnicy „Trybuny Ludu" mogli przeczytać po zakończeniu III Plenum KC (21-24 stycznia 1955), że miały miejsce „wypadki poważnego naruszania praworządności przez poszczególne ogniwa służby bezpieczeństwa" — pisano o tym po raz pierwszy — i że w Biurze Politycznym „zasada kolegialności nie była przestrzegana". Nowymi sekretarzami KC zostali młodzi zwolennicy reform, Władysław Matwin i Jerzy Morawski. Kilku funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa zostało aresztowanych, z partii wykluczono płk. Anatola Fejgina. Wielkim wydarzeniem był trwający dwa tygodnie Międzynarodowy Festiwal Młodzieży i Studentów latem 1955 r., na który przyjechało do Warszawy 30 tyś. cudzoziemców — w tym z państw zachodnich. Dla 150 tyś. polskich uczestników był to często pierwszy kontakt z cudzoziemcami i innymi obyczajami, był to powiew świeżości, szok kulturowy. Jedną z imprez festiwalowych była Wystawa Młodej Plastyki w Arsenale, gdzie pokazano dzieła awangardowe. Dużą część opinii publicznej dzieła te zbulwersowały, były jednak i głosy entuzjastyczne. 21 sierpnia na łamach „Nowej Kultury" ukazał się Poemat dla dorosłych Adama Ważyka, jeszcze niedawno gorliwego i agresywnego propagatora socrealizmu, teraz zaś w czarnych barwach przedstawiającego rzeczywistość. Publikacja ta odegrała bardzo dużą rolę polityczną. Oburzona wymową utworu Wanda Wasilew-ska spowodowała, że Nikita Chruszczow zwrócił się w tej sprawie do Bieruta. Przedstawiciele najwyższych wład/, partyjnych z Jakubem Bermanem i Edwardem Ochabem ostro zaatakowali i Ważyka, i „Nową Kulturę", lecz pojawiły się też głosy broniące utworu. Była to już zupełnie inna atmosfera. Jesienią powstał w Warszawie Klub Krzywego Koła, w którego siedzibie grupa intelektualistów zaczęła organizować spotkania dyskusyjne. Ferment miał miejsce także w łonie Stowarzyszenia PAX, gdzie przeciwko Piaseckiemu występowali młodsi działacze tej organizacji, m. in. Tadeusz Mazowiecki. Rządzący silną ręką swym stowa- rzyszeniem Piasecki (którego książka Zagadnienia istotne oraz paxowskie czasopismo „Dziś i Jutro" zostały oficjalnie potępione przez Watykan) zdołał jednak opanować kryzys, a oponenci znaleźli się poza PAX-em. Był to okres, w którym stosunki między Wschodem a Zachodem ocieplały się coraz bardziej, wchodząc w fazę „pokojowego współistnienia". Wprawdzie po wstąpieniu RFN do NATO europejskie państwa socjalistyczne (poza Jugosławią) zawarły formalny sojusz — Układ Warszawski (14 maja 1955 r.), lecz niemal jed- nocześnie Armia Radziecka opuściła Austrię w zamian za neutralność tego kraju, Moskwa unormowała stosunki z potępianą wcześniej Jugosławią, w Genewie doszło do pierwszego od konferencji poczdamskiej spotkania na szczycie w gronie czterech mocarstw, a ZSRR nawiązał stosunki dyplomatyczne z Niemcami Zachodnimi. Niedługo później, ostatniego dnia obrad XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (25 lutego 1956 r.) na zamkniętym posiedzeniu przy- •m 419 wódca KPZR Nikita Chruszczow wygłosił referat „O kulcie jednostki i jego na- stępstwach". Ujawniający stalinowskie zbrodnie tekst był dla ogromnej większości komunistów szokiem. Stojący na czele polskiej delegacji Bierut zachorował na grypę i pozostał w związku z tym w Moskwie. Już bez jego udziału na naradzie centralnego akty- Adam Ważyk Poemat dla dorosłych (fragment) Są ludzie spracowani, są ludzie z Nowej Huty, którzy nigdy nie byli w teatrze, są polskie jabłka niedostępne dla dzieci, są dzieci wzgardzone przez występnych lekarzy, są chłopcy zmuszani do kłamstwa, są dziewczyny zmuszane do kłamstwa, są stare żony wyrzucane z mieszkań przez mężów, są przemęczeni, konający na zawał serca, są ludzie oczerniani, opluci, są odzierani na ulicach przez zwykłych opryszków, dla których się szuka definicji prawnej, są ludzie czekający na papierek, są czekający na sprawiedliwość, są ludzie, którzy długo czekają. Upominamy się na ziemi o ludzi spracowanych, o klucze do drzwi pasujące, o izby z oknami, o ściany bez grzybów, o nienawiść do papierków, o drogi święty czas ludzki, o bezpieczny powrót do domu, o proste odróżnianie słowa od czynu. Upominamy się na ziemi, o którą nie graliśmy w kości, o którą milion padł w bitwach, o jasne prawdy, o zboże wolności, o rozum płomienny, o rozum płomienny, upominamy się codziennie, upominamy się Partią. Czerwiec — lipiec 1955 (z tomiku Poemat dla dorosłych i inne wiersze, 1956, pierwodruk 1955) 420 wu partyjnego dyskutowano 3-4 marca o niektórych problemach poruszanych na moskiewskim zjeździe (aczkolwiek tekst referatu Chruszczowa nie był jeszcze znany), m. in. o rehabilitacji Komunistycznej Partii Polski, która nastąpiła podczas zjazdu, o „gomułkowszczyźnie" i o metodach resortu bezpieczeństwa. Żądając ukarania winnych, krytykowano pobłażliwy 5-letni wyrok na osławionego płk. Różańskiego (aresztowanego jeszcze w listopadzie 1954 r.). Po naradzie Biuro Polityczne uznało, że zarzuty pod adresem kierownictwa partii „są na ogół uzasadnione"; postanowiono też zwolnić z więzienia na mocy amnestii Mariana Spy-chalskiego. 10 marca „Trybuna Ludu" opublikowała artykuł redakcyjny O kulcie jednostki i jego następstwach. W dwa dni później w Moskwie zmarł Bierut. Jego pogrzeb odbył się w Warszawie, po czterodniowej żałobie narodowej. Niemało osób w Polsce było przekonanych, że Bieruta uśmiercili Rosjanie („zjadł ciastko z Kremlem", mówiono). W PZPR powstał problem sukcesji. Na obradującym w obecności Chruszczowa posiedzeniu KC 20 marca na I se- kretarza jednomyślnie wybrany został Edward Ochab. Jego pozycja była jednak stosunkowo słaba. O wpływy zmagały się dwie orientacje. Zwolennikami demo- kratyzacji byli w kierownictwie nie tylko „młodzi sekretarze" Morawski, Matwin i Janusz Albrecht, lecz przede wszystkim bardzo zaangażowany i niezwykle wpływowy w okresie szczytowego stalinizmu Roman Zambrowski czy podobnie skom- promitowany eks-stalinowiec Stefan Staszewski, sekretarz Komitetu Warszawskiego (Berman i Minc byli już wówczas politycznie skończeni i wkrótce zostali usunięci z kierowniczych gremiów). Teraz działacze ci opowiadali się za zliberalizowaniem stosunków wewnętrznych i zmianami w gospodarce. Dysponowali wpływami w środowiskach dziennikarskich, wśród intelektualistów oraz u domagającej się reform części młodzieży. „Frakcję" tę nazywano „grupą puławską", od nazwy ulicy w Warszawie, gdzie mieszkali niektórzy politycy i publicyści partyjni od niedawna reprezentujący orientację demokratyczną. Oni też byli motorem „odnowy", niezależnie od tego, czy rzeczywiście wierzyli w konieczność daleko idących zmian, czy też jedynie — jak chcą niektórzy — posługiwali się hasłami liberalnymi czysto instrumentalnie. Wytykający czołowym „puławianom" żydowskie pochodzenie niektórzy ich przeciwnicy z grupy „natolińskiej" (mówiono, że czasem zbierali się w pałacyku w Natolinie pod Warszawą) byli — jak Aleksander Zawadzki czy Franciszek Jóźwiak — również współodpowiedzialni za „błędy i wypaczenia" powojennego dziesięciolecia; do przywódców „Natolina" zaliczano również działaczy dotąd mniej znanych, jak Zenon Nowak czy szef Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego gen. Kazimierz Witaszewski (znany z antyinteligenckich wypowiedzi i nazywany „gazrurką", gdyż wzywał rzekomo robotników, by gazrurkami właśnie przepędzili rewizjonistów); ważną rolę od- grywał wśród nich przewodniczący Centralnej Rady Związków Zawodowych Wiktor Kłosiewicz. Teraz „natolińczycy" (wspierani przez Rokossowskiego i w ogóle cieszący się zaufaniem Moskwy) wprawdzie żądali rehabilitacji Władysława Gomułki i odsunięcia członków dawnego ścisłego kierownictwa, ale zdecydowanie sprzeciwiali się „nadmiernej" demokratyzacji. Nie mieli oni dostępu do prasy, w przeciwieństwie do „puławian". Ochab i Cyrankiewicz nie należeli do żadnej z tych orientacji i zajmowali pozycje centrowe, podobnie jak wielu innych działaczy, wśród których był wybrany właśnie do Sekretariatu KC Edward 421 Gierek. Obserwujący z boku zakulisową rozgrywkę personalną Gomułka również nie chciał opowiadać się po żadnej ze stron. Duże znaczenie miała podjęta przez kierownictwo PZPR decyzja o powieleniu i rozpowszechnieniu polskiego tłumaczenia tajnego referatu Chruszczowa, wy- głoszonego na XX Zjeździe KPZR. Wprawdzie ponumerowane egzemplarze (do zwrotu) miały być kolportowane jedynie w organizacjach partyjnych, lecz wkrótce tekst można było nabyć na bazarach. Podczas przeciągających się do późnych nocy zebrań partyjnych padały głosy potępiające „błędy i wypaczenia" oraz „kult jednostki". Na marcowej sesji Rady Kultury i Sztuki ostro krytykowano politykę kulturalną ostatniego okresu i domagano się wolności słowa; w tym sensie wystę- powało wielu niedawno jeszcze zagorzałych stalinowców: Jerzy Andrzejewski, Kazimierz Brandys, Adam Ważyk, Wiktor Woroszylski i inni. Coraz bardziej ma- sowo słuchane radiostacje zachodnie z „Wolną Europą" na czele sprawiały, że społeczeństwo było dobrze poinformowane o przebiegu tych zebrań. Zwłaszcza ludzie młodzi, w tym młodzi intelektualiści, często odkrywali, że padli ofiarą ma- nipulacji stalinowskich propagandystów i swej naiwności. Domagano się także równoprawnych stosunków ze Związkiem Radzieckim. „Odnowa" była głównym żądaniem wysuwanym na łamach części prasy, zwłaszcza czasopism społeczno- kulturalnych. Z numeru na numer radykalizował się ton artykułów publikowanych — i pisanych z pozycji demokratycznego marksizmu — na łamach „Po prostu", które stało się symbolem „odwilży". Na łamach tego pisma ukazał się m. in. artykuł Na spotkanie ludziom z AK, który interpretowano jako zapowiedź naprawienia krzywd ludziom tym wyrządzonych. Powszechnie oczekiwano wielkich zmian. Pod koniec kwietnia Sejm uchwalił amnestię, na mocy której do końca maja ok. 30 tyś. więźniów — w tym wielu politycznych — odzyskało wolność; wielu osobom zmniejszono wyroki. Rozpoczęło się rehabilitowanie niesłusznie skaza- nych, aresztowano następnych funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa (m. in. ge- nerała Romkowskiego i płk. Fejgina), usunięto najbardziej skompromitowanych sędziów i prokuratorów z Zarako-Zarakowskim na czele. Radkiewicz został usunięty ze składu rządu, podobnie jak minister sprawiedliwości Henryk Świątkow-ski oraz kultury i sztuki Włodzimierz Sokorski. W maju do dymisji podał się Ber-man (Minc ustąpił z Biura Politycznego i ze stanowiska I wicepremiera dopiero w początkach października — z bierutowskiego kwadrumwiratu we władzach pozostał tylko Roman Zambrowski, występujący teraz jako czołowy zwolennik demokratyzacji). Przedstawiciele Biura Politycznego prowadzili potajemne rozmowy z Gomułką w sprawie powrotu tego ostatniego do działalności partyjnej. W niektórych zakładach pracy postulowano tworzenie rad robotniczych. Dla wielu robotników największym problemem było jednak obniżanie się stopy życiowej. Rankiem 28 czerwca 1956 r. wzburzeni podniesieniem norm produkcyjnych robotnicy Zakładów im. Stalina (wcześniej i później im. Hipolita Cegielskiego) wyszli na ulice Poznania. Pochód, do którego przyłączali się pracownicy innych zakładów i zwykli przechodnie, dotarł na Plac Stalina w centrum miasta, gdzie mieścił się Komitet Wojewódzki PZPR i Miejska Rada Narodowa; wznoszono okrzyki „chleba i wolności", „żądamy podwyżki płac", ale także „precz z bolszewikami", „precz z czerwoną burżuazją", „precz z Ruskimi". Gdy pojawiła się 422 nieprawdziwa informacja, że delegacja „Ceglorza", która udała się dwa dni wcześniej do stolicy, została aresztowana, demonstranci zaatakowali siedziby MRN i KW. Inni zdobyli więzienie przy Młyńskiej i opanowali gmach Sądu Wojewódzkiego; demonstrantom udało się zdobyć nieco broni palnej. Na ulicy Kochanowskiego przystąpiono do oblężenia Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa. Padły strzały. Niedługo później pojawiły się czołgi. Pacyfikacją miasta kierował gen. Stanisław Popławski (Gorochow). Akcja z udziałem ok. 10 tyś. żołnierzy trwała do późnego popołudnia następnego dnia. Zginęło ponad 70 osób, było kilkuset rannych. Zdezorientowane kierownictwo partyjne stanęło na stanowisku, że poznański „krwawy czwartek" nie był buntem robotniczym, lecz wystąpieniem kontrrewo- lucyjnym i że został sprowokowany przez imperialistycznych agentów. Obawiano się, że tego rodzaju zajścia mogą się powtórzyć; 29 czerwca premier Cyrankie-wicz groził w związku z tym w przemówieniu radiowym: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej [...]". Ochab na naradzie w KC oskarżał m. in. prasę, która niczym Radio „Wolna Europa" sieje „zamęt w głowach, który wykorzystuje wróg" i zapowiadał restrykcje wobec dziennikarzy. Odwołano „puławianina" Jerzego Morawskiego z funkcji naczelnego „Trybuny Ludu" za „niesłuszny" komentarz, w którym mowa była o dwóch nurtach podczas wydarzeń poznańskich: o nurcie robotniczego niezado- wolenia oraz nurcie wrogim władzy ludowej. Na obradującym w drugiej połowie lipca, burzliwym VII Plenum KC PZPR zarysowały się głębokie podziały, nie tylko w związku z Poznaniem, lecz także wokół oceny planu 6-letniego, stosunku do prasy, sensu demokratyzacji, sprawy Gomułki. „Natolińczycy", utrzymujący dobre kontakty z ambasadą radziecką, domagali się zaprowadzenia rządów silnej ręki, atakowali „liberalnych" sekretarzy KC i podnieśli kwestię żydowskiego pochodzenia niektórych działaczy, a jednocześnie proponowali całkowitą rehabilitację Gomułki. Zaostrzenie kursu sugerował obecny w Polsce z okazji obchodów święta 22 lipca premier ZSRR Nikołaj Bułganin. Plenum zapowiedziało jednak dalszą demokratyzację partii, wzmocnienie roli Sejmu i rad narodowych, tworzenie w zakładach pracy pewnych form demokracji robotniczej. Przyjęło też mniej uproszczoną ocenę wydarzeń poznańskich. Politycy obydwu nurtów chcieli posłużyć się osobą Gomułki i sprawą jego powrotu do kierownictwa (plenum uchyliło uchwałę KC z listopada 1949 r. o rze- komo agenturalnej działalności „Wiesława", a 2 sierpnia Gomułka odzyskał legi- tymację partyjną) czysto instrumentalnie. Jedni wierzyli — jak trafnie zauważył W. Władyka — że uzyskają poparcie „Wiesława" w celu ograniczenia demokratyzacji, inni uważali, iż demokratyzować stosunki wewnętrzne można będzie i bez Gomułki. Tymczasem wobec nacisku oddolnego kierownictwo, coraz bardziej krytykowane, było coraz wyraźniej bezradne. Ferment w partii trwał, na wsi rozpadały się spółdzielnie produkcyjne, o bardziej partnerskie traktowanie upominały się tzw. stronnictwa sojusznicze (ZSL i SD), rozwijały się kluby dyskusyjne, po latach milczenia głośniej wypowiadali się przedstawiciele Kościoła, żądano uwolnienia kardynała Wyszyńskiego. 26 sierpnia setki tysięcy pielgrzymów zgromadziło się w Częstochowie, gdzie biskup Klepacz odczytał tekst „Ślubów Jasnogór- 423 skich Narodu", napisanych w maju w miejscu odosobnienia w Komańczy przez więzionego prymasa. W sześć dni później odbyły się uroczyste obchody wybuchu Powstania Warszawskiego. Coraz bardziej sparaliżowany był Związek Młodzieży Polskiej. W wielkich zakładach pracy domagano się jawności i demokratyzacji życia partyjnego, m. in. w FSO na Żeraniu, gdzie sekretarzem POP był niezwykle popularny entuzjasta „odnowy" Lechosław Goździk, robotnik i świetny mówca. Zjawiska te były zręcznie wykorzystywane przez „puławian", którzy — np. za pośrednictwem organizacji partyjnej na uniwersytecie — także inspirowali niektóre rezolucje POP w zakładach pracy. Gomułka, który nie ponosił odpowiedzialności za to, co się w Polsce po 1948 r. działo, a o którego działalności wcześniejszej mało już kto pamiętał, jawił się jako mąż opatrznościowy, jako — jak pisze A. Czubiński — zwolennik „polskiej, a więc niezależnej, samodzielnej drogi do socjalizmu", jako postać dla wielu mityczna. 12 października wystąpił on po raz pierwszy, jako gość, na posiedzeniu Politbiura, a w trzy dni później członkowie Biura uzgodnili, że „Wiesław" zostanie (wraz z Zenonem Kliszką, Ignacym Logą-Sowińskim i Marianem Spychalskim) dokooptowany do KC na najbliższym plenum Komitetu. „Puławianie" i „centryści" uznali, że należy powierzyć właśnie Gomułce stanowisko I sekretarza KC — na co zgodził się Ochab — z jednoczesnym usunięciem z Biura i Sekretariatu niemal wszystkich zwolenników orientacji „natolińskiej" oraz Rokossowskiego. Stojący na czele warszawskiej organizacji partyjnej „puławianin" Stefan Sta- szewski zaczął organizować w Warszawie wiece popierające te zmiany personalne, wysuwano żądania usunięcia „natolińczyków" z władz. Kursowały pogłoski, jakoby „Natolin" przygotowywał pucz; potwierdzenia szukano w ogłoszonym na łamach PAX-owskiego „Słowa Powszechnego" artykule, w którym B. Piasecki sugerował wprowadzenie stanu wojennego. W opublikowanym 6 lat później na emigracji głośnym eseju Chamy i Żydy Witold Jedlicki zwracał uwagę na paradoks łączący się z zarzutami o antysemityzm w październikowej rozgrywce personalnej: „O ile nastroje antysemickie w Polsce w roku 1956 były już bardzo słabe, o tyle puławianie swoją praktyką oskarżania o antysemityzm każdego, kto miał do nich o cokolwiek pretensje, zrobili wszystko, żeby nastroje te wzmocnić. Sytuację pogarszała jeszcze ta okoliczność, że w środowisku puławian było mnóstwo afer politycznych". Przesilenie nastąpiło, w niezwykle dramatycznych okolicznościach, 19-21 paź- dziernika.