John MacKanacKy (Jacek Suliga) - "Alone no more" 
e-mail: mackanack@irc.pl 
www: http://www.ists.pwr.wroc.pl/~jsuliga/ 



"SpYnia sie ponad godzine... Czy to mo&#191;na w3aociwie nazwaa spYnieniem? 
Przyznaj - po prostu nie przysz3a. Ola3a Ciebie. Kwestia szczeocia." 
Wzruszy3em ramionami, podnios3em ko3nierz i spojrza3em na niebo. Ciemne, 
k3ebi1ce sie chmury zas3ania3y ca3y niebosk3on, lekki kapuoniaczek oczyszcza3 
zakurzon1 i duszn1 warszawsk1 ulice. Pozwoli3em poprowadzia sie zmeczonym stopom 
i zatopi3em sie w myolach. 
"Po co to wszystko? Jaki jest sens poowiecaa sie, anga&#191;owaa... I tak zawsze 
konczy sie jak w nieamerykanskim filmie - tragicznie." 
Jakby na potwierdzenie moich myoli us3ysza3em pisk opon, mign13 mi przed oczami 
czerwony ludzik mwi1cy "STOP" i poczu3em pote&#191;ne uderzenie w bark. Chwila lotu 
nad jezdni1, twarze przechodniw, krawe&#191;nik i zimne, mokre l1dowanie. Straci3em 
przytomnooa w lepkiej czerwieni. 

* * * 

Dosta3em sygna3, &#191;e gra zosta3a zakonczona. Zobaczy3em jeszcze szczeg3owe 
statystyki i punktacje, lecz szybko sie od31czy3em - nie mo&#191;na osi1gn1a dobrego 
wyniku nie przekraczaj1c nawet dwudziestego roku &#191;ycia bohatera. A ten prze&#191;y3 
dopiero dziewietnaocie. Dziesiea minut gry na darmo. Pieprzony romantyk. Wlaz3 
pod fiata jak ostatni baran. A tak dobrze sie zapowiada3. 
Odczepi3em elektrody, zmy3em z g3owy substancje przewodz1c1 i ostro&#191;nie 
rozprostowa3em nogi. Przy pi1tej poczu3em silny bl. Mj czas ju&#191; sie zbli&#191;a... 
Mam ju&#191; szeoa kropek, jeszcze jedna niesymetryczna i umre. Ludzie w grze myol1c, 
&#191;e liczba kropek oznacza liczbe lat s1 bardzo blisko prawdy. Odbarwienia 
okreolaj1 liczbe prze&#191;ytych gier. Po sidmej sie umiera. 
"Tu Centralna Maszyna Gier. Masz mo&#191;liwooa kontynuacji ostatnio skonczonej gry. 
Po pieciu sekundach zacznie sie procedura rodzenia sie nowej postaci." 
Informacja od CMG pojawi3a sie nagle w moim umyole. Mo&#191;liwooa kontynuacji? Czemu 
nie? Ten gostek jakoo tak przypad3 mi do gustu. Zobaczymy co sie z nim da 
jeszcze zrobia... 
Zanurzy3em g3owe w p3ynie, przymocowa3em elektrody i zastyg3em w pozie 
wyczekuj1cej daj1c sygna3 do CMG. Po chwili silny impuls przeszy3 moje cia3o. 
Poczu3em bl i wiedzia3em ju&#191;, &#191;e jestem siedmiokropkowcem. Bez mo&#191;liwooci 
powrotu. 
Cie&#191;kie jest &#191;ycie biedronki. 

* * * 

Wydobrza3em dosya szybko. Odwiedzi3a mnie kilka razy w szpitalu. Wyszed3em na 
niedosz3ego samobjce z mi3ooci. Pochlebia3o jej to. T3umaczy3a sie. Ja 
zapewnia3em, &#191;e nie musi. e to nie jej wina. Bo taka by3a prawda. B3edem by3y 
ju&#191; same narodziny. I owiat, ktrego nie moge zmienia ani nawet w ktrym nie 
moge zostawia kawa3ka siebie. Narodziny jak wyrok. Jak w piosence: 

"Man was born to love- 
Though often he has sought 
Like Icarus, to fly too high. 

To hold the terrible power 
To whom only gods are blessed- 
But me, I am just a man" 

Zasn13em. 

* * * 

"Zak3cacz w31czony! Projekcja szumu mentalnego rozpoczeta!" 
CMG przej13 kontrole nad cia3em postaci. Zacze3a onia... 

* * * 

Rankiem przysz3a po raz ostatni. Nie powiedzia3a tego, lecz da3a do zrozumienia. 

"Nie chce zostaa sam, nie znowu." 
Us3ysza3a moje myoli, wyci1gne3a ma31, pluszow1 maskotke z torby. 
- Masz, to prezent. Nazwij j1 jak chcesz. Nie bedziesz ju&#191; sam. 
I odesz3a. 
Wzi13em maskotke i ogl1dn13em j1 uwa&#191;nie. Przedstawia3a biedronke z siedmioma 
kropkami na skrzyde3kach. 
"Nie bede ju&#191; sam..." 
Przytuli3em j1, popieoci3em, poczochra3em i nazwa3em j1 D&#191;ord&#191;. 



Pisane w Sierpniu 1997 
